Częstochowa-Dąbie nad Nerem

Piątek, 5 maja 2006 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczka
CZĘSTOCHOWA-Lubojna-Kokawa-Ważne Młyny-Nowa Brzeźnica-Dubidze-Strzelce Wlk.-Szczerców-Buczek-Łask-Szadek-Choszczewo-Chodaki-Porczyny-Uniejów-Stanisławów-DĄBIE NAD NEREM



Wstaję już przed 7 rano. Myję się, golę i tradycyjnie, jak co dzień, pakuję
sie w sakwy, tysiąc razy sprawdzając, czy niczego nie zapomniałem. Z
racji tego, że dzisiaj czeka mnie długi odcinek, podzieliłem go sobie 'w
wyobraźni" na krótsze etapy:)-po 30 km, między większymi miejscowościami. W
końcu odjeżdżam. Piękne słońce, wydaje się, że bezwietrznie. Zjeżdżam
częstochowskimi alejami w dół, do dworca kolejowego, gdzie skręcam w lewo i
ruszam już w kierunku Wielunia i Łasku, ostatecznie skręcając w stronę tego
ostatniego, czyli drogę numer 483. Wiatr wieje z tyłu, po raz kolejny-nie
można narzekać. Przejeżdżam przez wsie, mijając duże ilości rowerzystów. Te
tereny, jak nigdzie indziej, zdają mi się przez nich opanowane;). Jedzie się
na prawdę rewelacyjnie, dlategoteż pierwszy dłuższy postój robię po ponad 30
km, na moście nad Wartą, tuż przed miasteczkiem Nowa Brzeźnica. Zajadam bułki
z kabanosami, czekoladę, itp. Od Nowej Brzeźnicy podobnie-jazda super. Trochę
gorszy asfalt, ale nic to. Mijam wieś Dubidze. W końcu docieram do
zmodernizowanego odcinka tej wojewódzkiej drogi, który doskonale pamiętam z
podróży sprzed 3 lat. Droga staje się równa, szerokie pobocze-
niejedna "krajówka" mogłaby pozazdrościć;). Dodatkowa atrakcja to przejazd w
pobliżu odkrywki kopalni węgla brunatnego w Bełchatowie. Robi to wszystko
wrażenie, szczególnie duże koparki. Po około 5 kilometrach droga wraca
do "normy" i za moment jestem w gminnym Szczercowie. Zaraz za tą wsią jest
krzyżówka z drogą Warszawa-Wrocław, którą mijam, obierając kierunek Łask.
Zatrzymuję się znów na jedzenie i picie. Dalsza droga wiedzie przez brzozowe
lasy. Mijam jakieś małe osady, czasem bez tablicy informującej o ich nazwie.
Szosa z lekka wspina się do góry. W końcu wyjeżdża się z lasu na pola. Teraz
wiatr staje się bardziej dokuczliwy, bo wieje z boku, ze wschodu. Jednak bez
większych przygód osiągam Buczek, a krótko później Łask, w którym zajeżdżam na
ryneczek na krótki postój.
Za miastem wjeżdżam na drogę wojewódzką 473 Łask-Koło. Ruch tu zdecydowanie
większy, niż na poprzednim etapie. Szczególnie dużo tirów, mijają mnie
jeden za drugim. Poza tym fatalny asfalt-szczególnie na odcinku Łask-Szadek.
Jazda jest nudna i monotonna, tak jak i krajobrazy-pola, pola, pola, z rzadka
urozmaicone jakąś miejscowością-Choszczewo, Chodaki, itd. W Porczynach
przejeżdżam skrzyżowanie z drogą do pobliskich, powiatowych Poddębic, kierując
swe koła do Uniejowa. Tu też odwiedzam ryneczek, ale tylko zataczając po nim
honorową rundę.
Ostatni etap-Uniejów-Dąbie nad Nerem. To ledwie 16 km. Ale niestety bardzo
męczące. Wiatr zaczyna ostro dawać w mordę. Klnę pod nosem, trochę się
wściekając. W końcu docieram do budowanej, sprawiającej wrażenie już
praktycznie gotowej autostrady. Krótko mówiąc-jestem w Dąbiu.
Zmierzam na miejscową plebanię. 3 lata temu dostaliśmy tu nocleg, w dość z
resztą dramatycznych okolicznościach (gradobicie, burza). Zajeżdżam więc
na "pewne spanie". I niestety czeka mnie niespodzianka. Ten sam ksiądz, co
wówczas, informuje mnie, że niestety spodziewa się gości i nie może mnie
przenocować. O trwoga! Co robić? Pytam, czy jest możliwość dostania noclegu w
Dąbiu. Ksiądz się uśmiecha i mówi-Uniejów:). Nie, to nie dla mnie. Trza
wymyślić coś lepszego. Szczęściem, oczekując na księdza, poznałem człeka,
który remontował dach w kościele. Pytam więc o możliwość zanocowania w jego
domu. Mówi, że musi spytać żony. Jedziemy więc-on samochodem, ja powoli za nim-
rowerem. Co powie żona? Na szczęście zgadza się. I spędzam tu chyba
najserdeczniejszą noc. Dostaję kolację, herbatę, itp. No i oczywiście mogę się
wykąpać. O 22 kładę się do łóżka i szybko zasypiam zmęczony tymi przeżyciami.

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!