Jeszcze dalej niż północ
Piątek, 8 lipca 2011
· Komentarze(3)
Kategoria wycieczka
BOLSZEWO-Wejherowo-Kępino-Darżlubie-Połczyno-Puck-Swarzewo-Władysławowo-Chłapowo-Jastrzębia Góra-Mieroszyno-Łebcz-Starzyński Dwór-Mechowo-Darżlubie-Kępino-Wejherowo-BOLSZEWO
Ponieważ dość niespodziewanie musiałem skrócić swój pobyt na Kaszubach i w piątek wieczorem jechać z powrotem do Stargardu okazało się, że dzisiejsza wycieczka będzie ostatnią, którą tu zrobię. Szczęśliwie trochę poprawiła się pogoda, więc chociaż ten raz będzie jechało się przyjemnie (wczoraj dokuczała mi mżawka, a przedwczoraj wyjechałem tylko na chwilę wieczorem, bo cały dzień padało).
Wybór nie mógł być inny-nad morze. A jak nad morze to obowiązkowo asfaltówką z Wejherowa do Darżlubia, która stanowi najsensowniejszy wyjazd na północ. Dlaczego? Ano dlatego, że prawie nie ma na niej ruchu (ja dzisiaj, objeżdżając tę drogę w obie strony nie spotkałem żadnego samochodu). Śladowe ilości samochodów można spotkać na odcinku od „szosy krokowskiej” do leśniczówki Kępino, gdzie jest urządzony punkt postojowy, ale potem jest już puściuteńko.
Z Darżlubia można już kombinować i dalej jechać albo przez Mechowo, albo przez Puck. Ja wybrałem to drugie rozwiązanie, między innymi dlatego, żeby przekonać się jak wygląda droga rowerowa z Pucka do Władysławowa.
Przy okazji dojeżdżam na puckie molo, gdzie zauważam spory ruch w marinie. Dalej, dostrzeżoną przeze mnie „nowością”, czyli ścieżką rowerową, zaczynającą się tutaj i biegnącą w kierunku zachodnim. Okazuje się to być wspominana droga rowerowa, która ma mnie zaprowadzić aż do Władysławowa. Co prawda na początku już jest mały zgrzyt, bo na części wydzielonej i wyraźnie oznakowanej jako TYLKO dla rowerów wędruje sobie młoda mama, babcia pchająca wózek i chaotycznie biegająca, kilkunastomiesięczna pociecha. Pani zabija mnie wzrokiem jak ich próbuję ominąć, a ja nie mam ochoty na tłumaczenie co i jak.
DDRka po opuszczeniu brzegu Zatoki Puckiej wije się licznymi zakrętasami, omija jakieś zakłady, zalicza mostek nad kanałem i w końcu doprowadza do drogi Reda-Władysławowo. Tutaj nawierzchnia z kostki zmienia się na asfaltową i tak będzie wyglądać aż do skraju punktu widokowego na Zatokę Pucką Kaczy Winkiel. Potem wspina się ostro asfaltem do góry i biegnie całkiem fajną szutrówką. Ruch rowerów jest spory, doganiam i wyprzedzam parę sakwiarzy, potem spotykając jeszcze dość licznie ten gatunek rowerzystów.
W Swarzewie klnę, bo oczywiście brak jakiegokolwiek oznakowania przebiegu drogi. Okazuje się, że zamiast skręcić w prawo, w dół do Zatoki ja jadę prosto, a potem w lewo i w efekcie docieram do głównej szosy na półwysep ze strony Trójmiasta. Na szczęście jest dość szerokie pobocze, a ruch w piątkowe popołudnie nie jest zbyt duży.
We Władysławowie na rondzie obieram kierunek na Jastrzębią Górę. Przez pewien czas korzystam ze ścieżki rowerowej (z towarzyszeniem, a jakże!, pieszych), potem zjeżdżam z niej, bo dość niespodziewanie się kończy.
Odcinek z Władka do Jastrzębiej jest dość męczący, bo wiedzie po zabytkowej kostce brukowej, pamiętającej jeszcze lata międzywojenne. Po drodze mijam latarnię morską w Rozewiu i po kilku minutach wpadam (dosłownie, bo wieje z południowego wschodu) do Jastrzębiej Góry. Tutaj udaję się na stromy brzeg morski i robię zdjęcie.
Ponieważ zaczyna doskwierać mi pragnienie rozglądam się za czymś do picia. Moją uwagę przykuwa „sorbet truskawkowy”-wygląda zachęcająco, bo w specjalnej maszynie kręci się drobno zmielony, czerwony lód. Decyduję się na dużą porcję za 4 zł, chwilę delektuję się zimnym napojem, a po chwili zauważam, że lód, który mam w plastikowym kubku robi się biały. Krótko mówiąc-wyssałem całą chemię, został sam lód, zresztą o bardzo dziwnym smaku.
Podróż kontynuuję zmieniając kierunek na południe, w związku z czym aż do Łebcza borykam się z przeciwnym wiatrem. Co gorsza, na dość dużym odcinku wycięto tu drzewa, które stanowiły naturalną ochronę przed podmuchami wiatru.
W Łebczu docieram do dawnego przejazdu kolejowego i zauważam... że poprowadzono tu asfaltową drogę rowerową szlakiem zwiniętych torów. Nie namyślając się długo zjeżdżam na ten twór i cieszę się jazdą nim aż do Starzyńskiego Dworu (w praktyce oznacza to dość stromy jak na warunki linii kolejowej spadek i przejazd przez zabytkowy wiadukt nad drogą Łebcz-Starzyno). Asfalt w miarę równy, rowerzystów sporo-w sumie wydaje się, że to trafiona inwestycja, aczkolwiek kto wie, czy gdyby tory nie leżały nikt w gminie Krokowa nie pokusiłby się o uruchomienie pociągów w kierunku Trójmiasta.
W Starzyńskim Dworze mijam rzadki twór-pomnik radzieckiego żołnierza. Ma on związek z tragedią z roku 1945, kiedy to wycofujący się Niemcy zapędzili jeńców radzieckich do stodoły i tam spalili...
Ze Starzyńskiego Dworu szutrówką w kierunku Mechowa-początkowo przez pola, potem przez lasy Puszczy Darżlubskiej. W samym Mechowie postój na uzupełnienie płynów, groty mechowskie omijam, bo byłem już tu wiele razy:)
Z Mechowa przez las asfaltem do krzyżówki pod Darżlubiem, gdzie skręcam w lewo po chwili docierając do tej wsi. Na koniec pozostaje mi skręcić w asfaltówkę, którą przyjechałem tu przed paroma godzinami (oznakowanie „leśniczówka Darżlubie 0,6 km”) i delektować się kilkunastoma kilometrami spokojnej drogi przez las.
Zdjęcia niestety gorszej jakości, z komórki, a to dlatego, że wyjeżdżając na urlop zapomniałem zabrać z domu ładowarki do baterii z aparatu „właściwego”.



Ponieważ dość niespodziewanie musiałem skrócić swój pobyt na Kaszubach i w piątek wieczorem jechać z powrotem do Stargardu okazało się, że dzisiejsza wycieczka będzie ostatnią, którą tu zrobię. Szczęśliwie trochę poprawiła się pogoda, więc chociaż ten raz będzie jechało się przyjemnie (wczoraj dokuczała mi mżawka, a przedwczoraj wyjechałem tylko na chwilę wieczorem, bo cały dzień padało).
Wybór nie mógł być inny-nad morze. A jak nad morze to obowiązkowo asfaltówką z Wejherowa do Darżlubia, która stanowi najsensowniejszy wyjazd na północ. Dlaczego? Ano dlatego, że prawie nie ma na niej ruchu (ja dzisiaj, objeżdżając tę drogę w obie strony nie spotkałem żadnego samochodu). Śladowe ilości samochodów można spotkać na odcinku od „szosy krokowskiej” do leśniczówki Kępino, gdzie jest urządzony punkt postojowy, ale potem jest już puściuteńko.
Z Darżlubia można już kombinować i dalej jechać albo przez Mechowo, albo przez Puck. Ja wybrałem to drugie rozwiązanie, między innymi dlatego, żeby przekonać się jak wygląda droga rowerowa z Pucka do Władysławowa.
Przy okazji dojeżdżam na puckie molo, gdzie zauważam spory ruch w marinie. Dalej, dostrzeżoną przeze mnie „nowością”, czyli ścieżką rowerową, zaczynającą się tutaj i biegnącą w kierunku zachodnim. Okazuje się to być wspominana droga rowerowa, która ma mnie zaprowadzić aż do Władysławowa. Co prawda na początku już jest mały zgrzyt, bo na części wydzielonej i wyraźnie oznakowanej jako TYLKO dla rowerów wędruje sobie młoda mama, babcia pchająca wózek i chaotycznie biegająca, kilkunastomiesięczna pociecha. Pani zabija mnie wzrokiem jak ich próbuję ominąć, a ja nie mam ochoty na tłumaczenie co i jak.
DDRka po opuszczeniu brzegu Zatoki Puckiej wije się licznymi zakrętasami, omija jakieś zakłady, zalicza mostek nad kanałem i w końcu doprowadza do drogi Reda-Władysławowo. Tutaj nawierzchnia z kostki zmienia się na asfaltową i tak będzie wyglądać aż do skraju punktu widokowego na Zatokę Pucką Kaczy Winkiel. Potem wspina się ostro asfaltem do góry i biegnie całkiem fajną szutrówką. Ruch rowerów jest spory, doganiam i wyprzedzam parę sakwiarzy, potem spotykając jeszcze dość licznie ten gatunek rowerzystów.
W Swarzewie klnę, bo oczywiście brak jakiegokolwiek oznakowania przebiegu drogi. Okazuje się, że zamiast skręcić w prawo, w dół do Zatoki ja jadę prosto, a potem w lewo i w efekcie docieram do głównej szosy na półwysep ze strony Trójmiasta. Na szczęście jest dość szerokie pobocze, a ruch w piątkowe popołudnie nie jest zbyt duży.
We Władysławowie na rondzie obieram kierunek na Jastrzębią Górę. Przez pewien czas korzystam ze ścieżki rowerowej (z towarzyszeniem, a jakże!, pieszych), potem zjeżdżam z niej, bo dość niespodziewanie się kończy.
Odcinek z Władka do Jastrzębiej jest dość męczący, bo wiedzie po zabytkowej kostce brukowej, pamiętającej jeszcze lata międzywojenne. Po drodze mijam latarnię morską w Rozewiu i po kilku minutach wpadam (dosłownie, bo wieje z południowego wschodu) do Jastrzębiej Góry. Tutaj udaję się na stromy brzeg morski i robię zdjęcie.
Ponieważ zaczyna doskwierać mi pragnienie rozglądam się za czymś do picia. Moją uwagę przykuwa „sorbet truskawkowy”-wygląda zachęcająco, bo w specjalnej maszynie kręci się drobno zmielony, czerwony lód. Decyduję się na dużą porcję za 4 zł, chwilę delektuję się zimnym napojem, a po chwili zauważam, że lód, który mam w plastikowym kubku robi się biały. Krótko mówiąc-wyssałem całą chemię, został sam lód, zresztą o bardzo dziwnym smaku.
Podróż kontynuuję zmieniając kierunek na południe, w związku z czym aż do Łebcza borykam się z przeciwnym wiatrem. Co gorsza, na dość dużym odcinku wycięto tu drzewa, które stanowiły naturalną ochronę przed podmuchami wiatru.
W Łebczu docieram do dawnego przejazdu kolejowego i zauważam... że poprowadzono tu asfaltową drogę rowerową szlakiem zwiniętych torów. Nie namyślając się długo zjeżdżam na ten twór i cieszę się jazdą nim aż do Starzyńskiego Dworu (w praktyce oznacza to dość stromy jak na warunki linii kolejowej spadek i przejazd przez zabytkowy wiadukt nad drogą Łebcz-Starzyno). Asfalt w miarę równy, rowerzystów sporo-w sumie wydaje się, że to trafiona inwestycja, aczkolwiek kto wie, czy gdyby tory nie leżały nikt w gminie Krokowa nie pokusiłby się o uruchomienie pociągów w kierunku Trójmiasta.
W Starzyńskim Dworze mijam rzadki twór-pomnik radzieckiego żołnierza. Ma on związek z tragedią z roku 1945, kiedy to wycofujący się Niemcy zapędzili jeńców radzieckich do stodoły i tam spalili...
Ze Starzyńskiego Dworu szutrówką w kierunku Mechowa-początkowo przez pola, potem przez lasy Puszczy Darżlubskiej. W samym Mechowie postój na uzupełnienie płynów, groty mechowskie omijam, bo byłem już tu wiele razy:)
Z Mechowa przez las asfaltem do krzyżówki pod Darżlubiem, gdzie skręcam w lewo po chwili docierając do tej wsi. Na koniec pozostaje mi skręcić w asfaltówkę, którą przyjechałem tu przed paroma godzinami (oznakowanie „leśniczówka Darżlubie 0,6 km”) i delektować się kilkunastoma kilometrami spokojnej drogi przez las.
Zdjęcia niestety gorszej jakości, z komórki, a to dlatego, że wyjeżdżając na urlop zapomniałem zabrać z domu ładowarki do baterii z aparatu „właściwego”.

Puckie molo© michuss

Widok na Zatokę Pucką, w głębi Półwysep Helski© michuss

Szlak rowerowy Puck-Hel pod Swarzewem© michuss

Klifowy brzeg morski w Jastrzębiej Górze© michuss









