Jak zwykle - super. Jak zwykle w Stepnicy - obiad (krupnik i makaron z grzybami). Jak zwykle w grudniu - zimno, na dokładkę wietrznie. Jak zwykle na koniec - męczący podjazd pod Fioletową. Zjechaliśmy się MA-SA-KRY-CZNIE ;)
Aha, pierwsza grudniowa stówka w życiu.
Pierwsza fotka - dla wielbiciela starej, dobrej, polskiej motoryzacji (i nie tylko).
Agnieszka gna poprzez Puszczę Goleniowską. Wie, że wkrótce obiad.
Tuż po kąpieli w Zalewie Szczecińskiem - radość maluje się na twarzy.
Dziś
podróż mocno nietypowa. Oddałem Agnieszce we władanie swojego
czerwonego rumaka, a sam pomknąłem na dość ciężkim unibike`u, którego
przywiozła z sobą. Nie mogłem przecież pozwolić, by męczyła się na
czołgowatym, niedopompowanym trekingu w taki ziąb. W garminka
wgrałem Jej fajną trasę po Puszczy Goleniowskiej do przejechania w
czasie, gdy ja będę rozkoszował się ośmiogodzinnym dniem pracy ;)
Przejazd
szybki, bo prawie cały z wiatrem. Dopiero na moście na Hryniewieckiego
czuję boczny, przeszywający, lodowaty wiatr. A tak w ogóle to ubrałem
się za lekko. Całą drogę było mi zimno. Miało to jednak swój wielki plus
- mogłem sobie odpuścić prysznic po dotarciu do pracy. Zresztą pierwszy
raz w historii tych moich dojazdów rowerem a trochę ich już było. ;)