Rano znów, dzięki A., która wywlekła mnie z łóżka pojechałem dłuższą drogą. Lubię kierunek wielgowski - znam tę drogę bardzo dobrze i czuję się bezpiecznie jeżeli idzie o oszacowanie zapasu czasu, by nie spóźnić się do pracy. Dzisiaj jechałem w trochę krótszej wersji niż 2 dni temu, bo wyjechałem kilkanaście minut później. Do portu zajechałem idealnie na czas.
W połowie trasy dostałem smsa, że w paczkomacie czeka zamówiona sztaba do zamykania roweru. Moją jakiś czas temu przejęła A., bo często jeździ po mieście i przypina rower. Ale ostatnio kilka razy było tak, że brakowało nam dodatkowego zamknięcia, więc zamówiliśmy kolejnego kryptonite`a do kolekcji. Tym razem jest trochę większy dzięki czemu łatwiej będzie się podpinać, bo czasami brakowało tych kilku centymetrów ;)
Dzisiaj bardzo wczesna pobudka. A. mnie zmotywowała od razu wstając i przygotowując nam, a w zasadzie mi, śniadanie. Krótko po w pół do szóstej jestem już przed domem i kieruję się na Prawobrzeże. Zgodnie z wyliczeniami zajechałem aż do Zdunowa (tamże ziąb - na przestrzeni 2 km temperatura spadła z -4 do -8). W drodze powrotnej okazało się, że zapas czasu był na tyle duży, że jeszcze zahaczyłem o kryterium między Wałami a Mostem Długim.
W samym porcie fotografuję jeszcze Bembridge, angielski pilotowiec, o niesamowitej historii. Więcej można znaleźć choćby tu: KLIK
W drodze powrotnej już w miarę prostą drogą do domu. Uwieczniam charakterystyczny "okrąglak" w miejscu dawnej Baltony. Miejsce jeszcze kilkanaście tygodni temu wyglądało zupełnie inaczej. Wyburzono, stojące na tej samej działce, dwa duże magazyny i pawilon. Wkrótce powstaną tu biurowce i, bodajże, hotel. "Okrąglak" zostaje. I dobrze. Swoją drogą miałem zaszczyt robić w nim kiedyś zakupy, gdy miała tam siedzibę hurtownia papiernicza.