Koleżanka z pracy obmyśliła plan wyprawy po wyspie Uznam. W dwa samochody, siedem osób i dwa rowery dojechaliśmy na miejsce, do Świnoujścia, przed przystań promową. Różnica wynika z tego, że większa część ekipy, a konkretnie wszystkie niewiasty pożyczyły sobie rowery na miejscu. Nie zwykłe rowery, tylko "elektryki". I był to strzał w dziesiątkę, bo wszyscy dojechaliśmy do mety w świetnych humorach. Różnica w jeździe na zwykłym rowerze - kolosalna. Skorzystałem z okazji, żeby się przejechać. Największy efekt jest wtedy, gdy próbuje się jechać wolno - zdaje się, że bateria jest odcinana, gdy przekroczy się 25 km/h. Na licznych (sic!) podjazdach na wyspie dziewczyny dostawały takiego szwungu, że trzeba było się nieźle napracować, żeby je dogonić.
Odwiedziliśmy parę ciekawych miejsc, zjedliśmy niezły obiad w Uznamie (Usedom). Powrót już dość szybki, bo gonił nas czas - rowery trzeba było oddać do 18. Na koniec jeszcze spacer na plażę i powrót spokojny do Szczecina. Wyjazd zaliczam do kategorii "epickie 2019" ;)
Pod bardzo długim czasie pojechałem odwiedzić przyjaciół w Stepnicy. W drodze "do" natknąłem się na kretynizm w postaci zagrodzonego wjazdu do mariny w Lubczynie ze ścieżki po wale wzdłuż Jeziora Dąbie. To znaczy tam zawsze było przegrodzone, ale z boku była dziura w płocie i można się było dostać do środka. Tym razem okazało się, że dziurę ktoś "zatkał" i w związku z tym miałem gratis około 6 kilometrowy objazd.
Powrót sentymentalny, przez ujeżdżane dawno temu drogi Puszczy Goleniowskiej. Tzw. "rowerostrada" łącząca Bącznik z DW142 utwardzona nieprzyjemnymi kamykami, dość mocno uprzykrzającymi jazdę.
Pamiętam, że było ciemno i deszczowo. A na Drodze Kołowskiej wjechałem w sam środek stada pasiaków. Matki w okolicy - szczęśliwie - nie było. Albo była i nie zareagowała.
A pojechałem dlatego, żeby zrealizować Escape Plan na stravie (4 tygodnie z rzędu, a w każdym z nich 5 aktywności).