Standardowa w ostatnim czasie opcja z dojazdem z Dąbia na Hryniewieckiego, z powrotem tak samo. Oczywiście w pociągu przedział "dla palących i pijących".
W drodze powrotnej jak zwykle trafiam na znajomego rowerzystę, na oko 60-latek. Jeździ codziennie, cały rok. Zawsze w ciuchach rowerowych, w kasku. Niedawno się "zgadaliśmy" i dzięki temu teraz każda podróż powrotna trwa nieco krócej. Pan wysiada tradycyjnie w Miedwiecku, ja jadę o jeden przystanek dalej-do Grzędzic. Wysiadam i słyszę za sobą głosy "bywalców" kolejowej pijalni: "Patrzcie, młodszy, a krótszy dystans wybiera". No tak, ale ja dzisiaj do "drugiej pracy" pędzę. Poza tym wybaczam, bo panowie-bywalcy i tak prorowerowo nastawieni, o czym miałem okazję się przekonać podczas wielu filozoficznych wywodów;)
Rano standardowo do pracy z Dąbia ścieżką rowerową, dalej przez Most Cłowy, pod Estakadą Pomorską i Hryniewieckiego. Zimno jak cholera, rękawiczki bez palców nie były najlepszym wyborem, liczyłem, że pierwszy dzień po "majówce" będzie jednak cieplejszy.
Powrót tym razem nie w rowerowych ciuchach, bo miałem jeszcze coś do załatwienia "na mieście", a raczej "na przedmieściach" Stargardu. Jadę na os. Lotnisko, pierwszy raz zaliczając ścieżkę rowerową zbudowaną wzdłuż nowej ulicy (z Lotniska na skróty do centrum). Porządna robota-czerwona masa bitumiczna, trochę szkoda, że ciąg pieszy jest oddzielony jedynie namalowaną białą linią i zbudowany jest z tego samego rodzaju nawierzchni, ale z drugiej strony pieszych tam jak na lekarstwo, więc jest ok. Z
Po załatwieniu spraw jadę w lekkiej mżawce, która potem przeradza się w całkiem spory deszcz i, jadąc nieco okrężną drogą, przez Starówkę docieram w końcu do domu.
Wreszcie udało się dojechać ze Szczecina do Stargardu bez udziału PKP. Mimo podróży wzdłuż ruchliwej "dziesiątki" (najgorszy odcinek od Kijewa do Płoni-wprawdzie trzy pasma, ale ruch bardzo duży) i tak czułem się dotleniony, szczególnie, że nie musiałem chłonąć wyziewów "służbowego" przedziału osobówki.