Ponieważ czerwony został w serwisie chciałem wracać do domu KM. Ale uświadomiłem sobie, że przecież w tym sezonie nie przejechałem jeszcze ani kilometra na rowerze miejskim. Niewiele się zastanawiając wybrałem sobie najlepszego rzęcha stojącego na Pętli Bukowe i doczłapałem się na nim aż do Kołłątaja. Mój wybranek miał numer 94-691 i poza niesprawnym hamulcem ręcznym nie mogę mu nic zarzucić. Sprawnie pokonaliśmy całą trasę z Prawo na Lewobrzeże. Zacząłem się też w drodze zastanawiać jak ułożyć trasę łączącą najbardziej odległe stacje roweru miejskiego...
W drodze powrotnej, po przejechaniu prawie 50000 km pękła mi obręcz - stało się to na chodniczku na Moście Pionierów, tuż przed schodami. Szczęście w nieszczęściu, że nie zablokowała od razu hamulca, tylko się o niego ocierała. Dzięki temu nie rozwaliłem sobie gęby na chodniku. Postanowiłem z wolna dotoczyć się na tym do bazy, ale udało się przebyć tylko kilkaset metrów, bo ten strzęp przebił dętkę.