Kolejne DPD. Te same osoby, autobusy tych samych linii, wszystko mijane mniej więcej codziennie w tym samym miejscu. Wiele mi już tego dojeżdżania do Witkowa nie zostało.Trochę szkoda, bo na meridzie ten dystans łyka się niezwykle przyjemnie, ale dla przyjemności z dojazdów nie powinno się chyba dobierać roboty, nie? :P
SZCZECIN(BUKOWE-Klęskowo-Kijewo-Płonia)-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-Stargard-Witkowo i z powrotem
Kolejny dojazd na szychtę, nie wiem nawet już który, wszystkie zlewają mi się w jedno. Droga mija niepostrzeżenie, nawet nie zauważam, gdy docieram do ronda w Stargardzie, a stamtąd to przeca rzut beretem.
Po zrobieniu co było do zrobienia przez osiem godzin, powrót. Dzisiaj, w odróżnieniu do soboty, wiatr pomagał. Przy wspomnianym rondzie "wpadam" na strusia, z którym to zamieniam kilka słów. Potem jedno mrugnięcie okiem i jestem w Motańcu, drugie - wjeżdżam do Płoni i trzecie - zasiadam do obiadu na Mącznej :P
Oj, ciężko się przestawić na authora po kilku dniach jazdy na meridzie... Ależ ten rower jednak waży... ;)
Rano jechało się nawet, nawet. Dotarłem do pracy zaledwie kilka minut później niż wczoraj, ale za to powrót... Już na starcie, zaraz za Witkowem, na odkrytych polach dość mocno mnie zmęczyło. Musiałem więc podjechać na rolkę na os. Zachód. Potem męka aż do Motańca, gdzie przed silnym, zachodnim wiatrem chowam się w lesie. Ostatnie km "terenowe", bo i z Jezierzyc do Płoni pojechałem lasem, i z Płoni na Klęskowo przedarłem się Mokradłową, której nazwa była dziś wyjątkowo adekwatna.
Rano, tradycyjną już drogą, przez Stargard, z tym, że przez Plac Słoneczny, a nie przez Aleję Gryfa, że o Spokojnej nie wspomnę. Trochę wolniej jak wczoraj, ale summa summarum i tak dojechałem sporo wcześniej co przekłada się na dłuższy, relaksujący prysznic na miejscu. Od razu chce się pracować. ;)
Powrót z kolei pod bardzo mocny wiatr, szczególnie na początku, w Witkowie jeszcze. Potem już lepiej, a od Motańca, na dziesiątce to już całkiem ok.
Dzisiaj tylko w jedną stronę. A wszystko dlatego, że w pracy miałem gości ze Szczecina, którzy na koniec zaoferowali mi przewóz meridy "na pace". Po chwili wahania skorzystałem. Jutro zaś przerwa. ;)