Rano udało mi się namówić koleżkę z pracy na dojazd na rowerze. Tempo nadzwyczaj spokojne, na wysokości Estakady Pomorskiej nawet krótka chwila odpoczynku. :) Ale idea "jeden samochód mniej" zrealizowana. W sumie to nawet dwa. ;)
Potem dojazd na pociąg na SPC - dojeżdżam nim do Grzędzic, gdzie wysiadam i w mżawce (w pelerynie, którą niedawno znalazłem) docieram do pracy.
Wieczorem chciałem przejechać do domu na rowerze. Jednak zaczęło lać i w końcu decyduję się na powrót pociągiem. Decyzja chyba słuszna, bo i w Szczecinie lało.
Z PKP Zdroje jazda ślimaczym tempem, żeby się nie zasyfić - cel udało się osiągnąć. ;)
Rano szybko, silny wiatr raczej pomagał. Bez żadnych postojów w sklepach.
Po pracy na SPC, potem impulsem do Reptowa, gdzie skład opuszczam i bardzo szybko kieruję się do Stargardu - za Zieleniewem łapie mnie nawet ulewa, do pracy docieram 5 minut po czasie, a potem aż do 20 jestem cały czas zajęty.
Ze Stargardu do Szczecina jadę widząc przed sobą niebieskie niebo, natomiast za mną i z boków gonią czarne, deszczowe chmury. Przez kilka km nawet towarzyszy mi deszczyk, ale raczej taki wiosenny, przyjemny bym powiedział.
SZCZECIN(BUKOWE-Zdroje-port-SPC)-(PKP)-Grzędzice-Stargard-Zieleniewo-promenada nad Miedwiem-Morzyczyn-Kobylanka-SZCZECIN(Jezierzyce-Śmierdnica-Płonia-Klęskowo-BUKOWE)
Rano w lekkiej mżawce, z krótkim postojem w lidlu na Zdrojach.
Powrót w ślimaczym tempie na przystanek Port Centralny, potem impulsem do Grzędzic (paradoksalnie te stare jednostki są dużo lepsze do wożenia rowerów) i z Grzędzic do Stargardu do pracy nr 2-tutaj okazało się, że... zapomniałem normalnych spodni i wisiało nade mną widmo wykonywania obowiązków służbowych w lycrowych getrach. Na szczęście znalazłem spodnie "zapasowe" ;)
Powrót dość szybki - cały czas uciekałem przed nadciągającą, groźną chmurą. Koniec końców nie zmokłem.
Aparatu nie miałem, ale wpis bez zdjęć to nie wpis. ;)
W ten weekend wypadła mi przeprowadzka do Szczecina. Dzisiaj, w niedzielę, pozostało przetransportowanie rowerów ze Stargardu. Dojechaliśmy tam (z kol. Wojtkiem) pociągiem, powrót na dwóch kołach, trasą standardową.
Po południu podrzucam sobie rower do pracy, by stamtąd na nim wieczorem wrócić, a rano dojechać. ;)))