Żeby było ciekawiej to do Klęskowa jadę przez rondo w Zdrojach. Dalej ul. Chłopską i przez las pod Kołowo. Następnie grzbietem do krzyżówki, gdzie prosto w dół do Sosnówki. Potem przez Jezierzyce i lasem do Motańca. Końcówka przez promenadę miedwiańską do tesco na zakupy.
Wyjazd ze Stargardu o 20.25, w Szczecinie zajeżdżam jeszcze do Zozana na Wojska Polskiego i dopiero wracam do portu, gdzie melduję się około 22.40. Po zejściu z roweru na liczniku dostrzegam fajny, okrągły czas jazdy: 2h00`00`` :)
Powrót z pracy do domu. Żeby nie było tak całkiem monotonnie to trochę sobie urozmaiciłem drogę i z Wielgowa pojechałem do Płoni przez Zdunowo i Sławociesze, potem lasem do Jezierzyc skąd już fajną, leśną szutrówką do Motańca. W Morzyczynie skręcam sobie nad Miedwie i promenadą docieram do Zieleniewa. Na koniec zakupy w tesco.
Po drodze, szczególnie na DDRce między Stargardem a Kobylanką masa rowerzystów.
Pogoda w sam raz do jazdy, niewielki wiatr z północnego zachodu, niebo zachmurzone, ale deszczu nie było.
Wyjazd o 20.20, przyjazd na miejsce o 21.58. Jedyny postój na trasie miałem w Zdunowie na przejeździe kolejowym. Wieczór ciepły, dość silny wiatr z północnego wschodu pomagał mi na dużej części trasy.
Rano dość wcześnie wyjechałem, ale i tak sporo straciłem na przejeździe w Zdunowie (trasa przez Motaniec, Niedźwiedź). Jednak udało mi się dojechać ze sporym zapasem czasu.
Po południu upalnie. Przypomniałem sobie co to znaczy jeździć w takich temperaturach. W lesie (wracałem przez Wielichówko, Grzędzice) lekko odcięło mi prąd, ale pomógł łyk wody (ciepłej).
Fotki dwie-jedna z centrum Niedźwiedzia, druga przedstawia postęp prac na remontowanej S6/S3-dobrze, że zrobili ten asfalt, bo płyty były potwornie sklawiszowane, szczególnie na prawym pasie. Zapewne każdy kto wjeżdżał autem do Szczecina od strony Goleniowa wie, że zasadniczo do ruchu służył tam pas lewy, a na prawy zjeżdżało się na chwilę, by przepuścić szybciej jadących;)
Jak nietrudno się domyślić rano do roboty, a po południu z powrotem.
Rano zmagałem się z dość silnym wiatrem z zachodu (jazda przez Niedźwiedź), po południu mnie mocno pchał, ale znowu nie wiadomo jak wiele nie skorzystałem, bo w Wielgowie wjechałem w las i tak dotarłem praktycznie do Grzędzic, a potem jeszcze szutrówką do Stargardu.