Cały dzisiejszy, wolny dzień spędziłem na rozpakowywaniu i sprzątaniu mieszkania. Gdy w końcu zrobiłem co miałem do zrobienia, czy raczej zdecydowanie przybliżyłem się do końca postanowiłem wykorzystać ładną pogodę i wyskoczyć na Jasne Błonia, gdzie dziś było sporo atrakcji w związku z dziesiątą rocznicą wuniowstąpienia.
Pojechałem trochę na około, porobiłem kilka zdjęć i w końcu dotarłem do celu, akurat na koncert Hey`a z moją ulubioną Nosowską. Była dziś w formie, koncert rewelacja. Tyle, że było bardzo zimno. Nawet Katarzyna stwierdziła, że nie spodziewała się takiej pogody i niewłaściwie dobrała "plandekę". :)
Po koncercie sztuczne ognie i pokaz mappingu, z tym, że z tego to się już urwałem, bo naprawdę zrobiło się cholernie zimno. Trochę ogrzałem się w drodze do domu. Emocje zapewnił taksiarz w renówce, który na zjeździe wzdłuż TZ (w kierunku do Mostu Długiego) zajechał mi drogę, bo postanowił sobie skrócić drogę na starówkę po DDRce! Zdębiałem. :)
Rano szybki zjazd do pracy. Zakupy śniadaniowe też w lidlu, z tym, że tym razem w Dąbiu. Straciłem chwilkę na przejeździe kolejowym.
Po pracy, z racji pięknej pogody odpuściłem sobie rozpakowywanie kartonów tylko ruszyłem w plener (nie znoszę tego określenia;) ). Pojechałem przez Jasne Błonia i Park Kasprowicza do Głębokiego, gdzie od razu skierowałem się w stronę Pilchowa i dalej Tanowa.
Tu odpaliłem garmina, żeby poprowadził mnie do wieży w Rezerwacie Świdwie, ale przez Gunicę. Tak też się stało, raz lepszą, raz gorszą drogą dotarłem do celu.
Robię zdjęcie i w tym momencie pada mi telefon (zapomniałem naładować baterii).
To nie koniec problemów z energią, bo zaraz za Stolcem pada też garmin (wyleciało mi z głowy, że w tym urządzeniu trzeba czasami baterię wymienić;) ).
Za Stolcem zjeżdżam na DDRkę do Dobrej, potem szybki przelot przez Wołczkowo w stronę Głębokiego. W oczach, miast źrenic, świecą mi się już dwa rollo z Wernyhory;))) Po chwili składam zamówienie, a kilkanaście minut później delektuję się smakiem kebaba (o ile można tak powiedzieć) na ławce na Jasnych Błoniach:)
Końcówka trasy już dość chłodna. Przez Trasę Zamkową i Most Cłowy zmierzam do Zdrojów. Tu przekombinowałem trochę trasę, skręcając zaraz za przystankiem kolejowym w ul. bodajże Poległych. Nadkładam kawałek, dodatkowo funduję sobie podjazd gratis (tak szybko jak go wjechałem, zjeżdżam w dół i ląduję przy krzyżówce Walecznych z Mączną).
Fajny, udany dzień. :) Szkoda tylko, że niecały ślad się zapisał (jutro wrzucę oba, póki co ładują się akumulatorki).
W ten weekend wypadła mi przeprowadzka do Szczecina. Dzisiaj, w niedzielę, pozostało przetransportowanie rowerów ze Stargardu. Dojechaliśmy tam (z kol. Wojtkiem) pociągiem, powrót na dwóch kołach, trasą standardową.
Po południu podrzucam sobie rower do pracy, by stamtąd na nim wieczorem wrócić, a rano dojechać. ;)))
Rano dojazd szybki. Wiatr pomagał, temperatura 5-6, w Szczecinie 10 stopni. Trochę czasu tracę na przejeździe na Pomorskiej i w lidlu w Dąbiu, w którym muszę zrobić zakupy na śniadanie, bo wczoraj się nie dało.
Powrót miał na celu sprawdzenie czy Tczewska jest przejezdna. Odpowiedź brzmi - jest, z tym, że trzeba przecisnąć się z rowerem przez szparę w płocie metalowym - mnie udało się bez problemu, mimo, że miałem wypchaną sakwę. Wreszcie! Tyle czasu na to czekałem;)
Aha, sporo czasu uciekło mi na przejeździe na Gdańskiej na wysokości Estakady Pomorskiej: pociąg toczący się do portu z prędkością ślimaka w pewnym momencie się zatrzymał i tak stał dobre pięć minut. W końcu zniecierpliwiony zawracam i jadę górą. Gdy byłem na jego wysokości zauważyłem, że właśnie ruszył.
Powrót w pełnym "umundurowaniu" BS`owym - spodenki niesamowicie wygodne. Warto było. ;) Ciepło, ponad 20 stopni przez cały czas, w kilku miejscach deszcz, momentami ulewny.