DPD

Czwartek, 13 sierpnia 2020 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

DPD

Środa, 12 sierpnia 2020 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

Prora

Niedziela, 9 sierpnia 2020 · Komentarze(7)
Kategoria wycieczka
MAPA

Drugi dzień pobytu na Rugii to start z Middelhagen i klimaty wakacyjno-historyczne. Zaczynamy od zimnego picia, a potem już w drogę. Było sporo wspinania. Prawie 500 metrów na 50 km to całkiem sporo moim zdaniem ;) 

Na początek jedziemy ścieżką rowerową wzdłuż plaży z kurortu Gohren w kierunku Baabe. Trochę jak na Helu albo w Trójmieście wzdłuż plaży, ale jednak ludzi sporo mniej. W Sellin chcieliśmy zobaczyć cesarski pawilon, czyli takie ozdobne wejście na molo ;) Na początek na darmo wspinamy się pod klif, żeby zjechać na plażę - to nie tu, trzeba ponownie sforsować podjazd i stoczyć się ku plaży, ale nieco dalej na północ. Zgodnie ze znakami sprowadzamy rowery ku plaży - raz, że sporo tam spacerowiczów, a dwa, że zjazd jest naprawdę karkołomny. Podejście z rowerami takoż ;) Koniec końców docieramy pod ten efektowny pawilon. Jego podziwianie trochę psuje mi mały wypadek - użądliła mnie osa w szyję. Obyło się bez "dramatów", ale pisząc te słowa dobę później mam w miejscu "ataku" potężną, twardą bułę ;)

Kolejne km to przejazd przez buczynę z Baabe do Binz. Droga jest dość wymagająca, bo co raz ostro opada w dół, a potem wznosi się do góry. Mijają nas rzesze niemieckich emerytów na rowerach z bateriami ;) W końcu jednak docieramy do Binz. Tutaj ślad wgrany w urządzenie nakazywał powrót do auta, które było odległe o 15 km. Jednak decydujemy się pojechać jeszcze kawałek na północ, bo Ania oświeca mnie o istnieniu obiektu Prora. Czyli wielkiego kompleksu wypoczynkowego, który powstał w latach 1936-39 z inicjatywy nazistowskiej organizacji Kdf (Kraft durch Freude - siła przez radość). Takich kompleksów wymyślili sobie kilka, jeden nawet miał powstać koło Kołobrzegu. Wybudowano tylko ten na Rugii. Robi to duże wrażenie, szczególnie, że obok tych, które zostały już wyremontowane wciąż stoją bloki w oryginalnej, nienaruszonej jeszcze formie. Dla koneserów historii miejsce warte polecenia. Trzeba się tylko spieszyć, bo wkrótce pewnie to wszystko zostanie przebudowane.

W tej scenerii zjadamy lokalny obiad, ja "matiasa jak u Mutti" ;P Czyli na zimno, w śmietanie, z ogórkiem i cebulką. Dokładnie takim jak robiła kiedyś moja Mutti :) Bardzo dobre.

Ostanie km to spora wspinaczka pod prawie 100 metrowe wzgórze w okolicy Binz (na szczęście na drodze z wyłączonym ruchem samochodowym). Nie dało się ładnie spożytkować "nabranych" metrów przewyższenia, bo zjazd wiódł po chamskim, nierównym bruku. Jeszcze tylko przeprawa łódką skracająca o kilka km drogę i około 20, po ośmiu (!) godzinach od zostawienia samochodu, docieramy na parking.

Podsumowując - dwa intensywne dni rowerowe. Ania zrobiła w weekend 100 km, a w sobotę przebiła swój dotychczasowy rekord dziennego przebiegu. Pewnie na kolejnym wspólnym wyjeździe zbliżymy się do mitycznej stówki ;) Choć nie jestem tego taki pewien, bo uroki kolarstwa turystyczno-romantycznego mnie ujmują ;) Niespieszne podążanie od atrakcji do atrakcji, kąpiel w międzyczasie, lenistwo - ma to swój niezły smak ;)

Rugię polecam - świetna na rower, prowadzą jak za rękę, bardzo mało odcinków współdzielonych z samochodami. A jeżeli już to pełna kultura, nikt nie trąbi, nie wymusza, nie wyprzedza na gazetę. Wręcz przeciwnie. Ciężko się potem przestawić na "walkę" u nas na drodze. 
































Kap Arkona

Sobota, 8 sierpnia 2020 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Planowana od kilku tygodni wyprawa doszła do skutku. W pierwszy dzień pobytu na Rugii pojechaliśmy z Anią na Kap Arkona. 

Startowaliśmy z Trent, skąd po 4 km rozgrzewce docieramy na prom. Przeprawiamy się na przeciwległy brzeg (wciąż pozostając w obrębie samej Rugii) i zmierzamy wzdłuż zatoki Wieker Boden do miejscowości o tej nazwie (Wiek). Tamże chłodne piwko, relaks i w dalszą drogę. 

Najlepszy fragment to oczywiście objazd północnego skraju wyspy. Najpierw przez pola, na których już pełną parą idą żniwa, potem przez nadmorski, bukowy las. Przy jednym z zejść widzimy zaparkowaną masę rowerów. Z boku ustawiamy swoje i idziemy się kąpać, a potem wysychać w słońcu. Pełna sielanka, inny świat ;) Po tej "rozpuście" trzeba jechać dalej, już na sam przylądek. Tamże dzielimy się "nadzorem" nad rowerami i schodzimy po długich schodach do podnóża klifu. Na koniec mijamy latarnię morską i wciąż podążając brzegiem powoli kierujemy się do samochodu zostawionego w Trent.

Od Wiek jedziemy po śladzie. Niestety jazda wzdłuż Wieker Bode nie jest już tak fajna jak rano, bo niemiłosiernie żrą komary, a do tego fruwa milion różnych innych owadów, pakując się nawet do ust.

Na prom, który był swego rodzaju barierą, bo pływa "tylko" do 20.50 zdążamy z prawie godzinnym zapasem czasu. Szczęśliwie mamy eurasy w gotówce, przeprawiamy się i wio do Stralsundu.



















Międzywodzie - Kamień, Chrząszczewska bis

Piątek, 7 sierpnia 2020 · Komentarze(1)
Powrót z Międzywodzia do Kamienia, tym razem z objechaniem całej Wyspy Chrząszczewskiej dookoła :)



Kamień - Międzywodzie

Czwartek, 6 sierpnia 2020 · Komentarze(1)
Kategoria wycieczka
Towarzysko do Międzywodzia, część 2 :)

Bielik

Środa, 5 sierpnia 2020 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczka
MAPA

Bielik na popołudnie zawsze "w cenie" ;)



Łubnica przez Brynki

Poniedziałek, 3 sierpnia 2020 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczka
MAPA

Krótka rundka po pracy.

DPD

Piątek, 31 lipca 2020 · Komentarze(0)