Dość szybki, jak na mnie, przelot do Lisiego Pola i z powrotem. Tam - pchał wiatr, nie dziwi więc masa pucharków z "PR"`ami na stravce. Z powrotem przeszkadzał, ale o dziwo, też kilka medali wybrałem. Wychodzi na to, że chyba jestem w szczycie formy ostatnio? :)))
Trasa? Cóż - DK31. Moja ulubiona. To jest naprawdę fajna i całkiem przyjazna szosowcom droga. Za Gryfinem ruch mniej jak znikomy, asfalt cały czas, poza krótkim kawałkiem we wspomnianym Gryfinie, idealny. No i te górki, począwszy od Krzypnicy z kulminacją między Widuchową a Lisim Polem w lesie. Zdecydowałem zawrócić właśnie w Lisim Polu. Mogłem jechać dalej do Chojny, teraz żałuję :P
Dziewczyny z forum podrozerowerowe.info wybrały się (pod wiatr!) z Wronek do Szczecina. Wyjechałem im na spotkanie w cywilnych ciuchach i to był błąd, bo już na wstępie zaczęło się od zadanego ostrym tonem pytania: "gdzie kask?". A właściwie były to dwa pytania zadane w tej samej chwili ;)
W momencie spotkania, między Płonią a Kołbaczem, dziewczyny miały w nogach 187 km, a drogi jeszcze trochę było do zrobienia. Finalnie skończyło się czymś pod 230, o ile kojarzę. A to dlatego, że poprowadziłem trasę przez Zdunowo i Wielgowo, a więc bokami, ale za to omijając ruchliwą "dziesiątkę" na tradycyjnym wlocie do miasta. I przy okazji na trasie była pizzeria w Dąbiu, gdzie rzeczone posiliły się, pożal się Boże, jedną, zwykłą pizzą na pół. Jak wróbelki. Potem jeszcze zahaczamy o dąbskiego lidla i zmierzamy do centrum, gdzie na tle prawie każdej atrakcji cykamy sobie selfie. Były Wały, była filharmonia, był Pomnik Czynu Polaków i Jasne Błonia. A do tego wszystkiego jeszcze niezłe lody u Dutkiewicza, a śmiechu to co niemiara - szybko okazało się, że żartować można z wszystkiego. To i żartowaliśmy ;)
Na koniec odstawiam gościnie na dworzec główny, skąd odjeżdżają TLK do Wronek, a stamtąd do ich macierzystego Nowego Tomyśla samochodem.
Super wizyta, czuje się zaszczycony, że mogłem pokazać im (Wam, jeżeli to czytacie) miasto :) Wielkie gratulacje za całkowity, ale to naprawdę całkowity brak marudzenia mimo tak pokaźnego dystansu w nogach w bardzo wymagających warunkach.
Niestetyż ja byłem głównym autorem selfie stąd na pierwszym planie przeważnie mój pysk ;)
Odwiedzić stare śmieci, czyli kolegę z dawnej pracy w Witkowie, a właściwie biorąc pod uwagę wyjątkowość tego miejsca w Republice Agrofirmy Witkowo :D
Wypiłem kawę, zjadłem chałwę i wróciłem do domu. Było słonecznie, a według prognoz dodatkowo dokuczać miał też upał. Jednak silny północny wiatr sprawił, że momentami było wręcz zimno.