C. d. pokazywania "zachpomu" - zachwytom nie było końca ;) Dzisiaj autem wraz z rowerami teleportowaliśmy się do Kołobrzegu. A stamtąd, najpierw po mieście od atrakcji do atrakcji, potem zaś przejechać się jedną z przebogatej sieci dróg rowerowych wytyczonych w śladzie dawnych kolejek wąskotorowych. Pogoda w sumie ok, ale strasznie, ale to naprawdę strasznie wiało. Trochę nas zmęczył ten wicher, więc zamiast zahaczyć aż o Karlino, Rymań czy Dźwirzyno wracamy do Kołobrzegu, gdzie zajeżdżamy do najsłynniejszej smażalni ryb, czyli do Rewińskiego. Smażony halibut tamże. Warto :)
Z Anią, przyjaciółką jeszcze z czasów nauki na olsztyńskim UWM, w ramach pierwszej części prezentacji podkoszalińskiego zachpomu wybraliśmy się na objazd Jeziora Jamno. Co tu wiele pisać? Fajnie, bez marudzenia, z super widokami, przez dzicz miejscami (a tak blisko Koszalina!). Do tego tematów do rozmowy nazbierało się tyle, że nawet nie zauważyliśmy kiedy te 50 km było za nami. Stosunkowo krótki, ale EPICKI wyjazd. Do powtórzenia.
Po stałej trasie "przedpracowej". Nie spadła na mnie ani kropla deszczu, ale ja jak i rower uświnieni doszczętnie tym co chlapało spod kół. A widać było na puszczańskich drogach, że dopiero co lało.