Korzystając z przelotu do Łobza, który mógłby być "pusty" zabieram z sobą rower. Jadę już w rowerowych ciuchach, więc po szybkim załatwieniu tego co było do załatwienia odstawiam auto na parking i ruszam na wymyśloną wczora z wieczora pętlę ;)
Początek to kierunek Drawsko. Jadę tędy drugi raz w życiu rowerem, pierwszy to było BBT. Okazuje się potem, że strava pokazała mi PR (personal record - najlepszy czas na odcinku), a wydawało mi się, że wlokę się jak mucha w smole, tym bardziej, że wiatr nie sprzyjał, a poza tym tam jest sporo w górę i nie za dużo w dół.
W Drawsku na rondzie skręcam w lewo i po chwili opuszczam miasto wylotem na Świdwin/Połczyn. Do Połczyna dziś mi się nie chce jechać, odbijam w lewo na malowniczą DW w kierunku Świdwina. Widoki trzymają świetny poziom, droga jest z "falbankami" co i rusz. Parę razy wyjmuję aparat (tzn. telefon), a raz nawet zatrzymuję się przy pastwisku krów. Podchodząc do ogrodzenia dostaję niemiłego "strzała" od pastucha pod prądem. Ale nie wpłynęło to ani negatywnie, ani pozytywnie na osiągi. Były constans :)
W samym Świdwinie podjeżdżam na "rynek". To miasto było strasznie zniszczone w czasie II wojny i niewiele zostało z przedwojennej zabudowy. Miało też pecha do rzeźbiarza, który "stworzył" płaskorzeźbę Kaczyńskiego-prezydenta. Prawdę mówiąc byłem pewien, że ściągnięto tę szkaradę. Ale nie - wisi dalej :) Chwilę później jakiś "dziad" prosi mnie bym zrobił mu zdjęcie... w krzakach! Daje mi małpkę taką analogową i pakuje się w zieleniec na tyłach tego urzędu miasta, normalnie włazi między tuje i komenderuje jak ujęcie ma wyglądać. Dziwnie się zachowuje, więc czym prędzej oddaję mu ten uświniony obrzydliwie aparat i jadę w cholerę. Tzn pod zamek, ale szczęśliwie polazł w innym kierunku. Robię zdjęcie roweru u stóp tej najbardziej monumentalnej budowli Świdwina i opuszczam miasto kierując się na Płoty. W oczy rzuca mi się jeszcze śmieszna zachęta rekrutacyjna jednej ze szkół świdwińskich :)
W Starogardzie, odległym o około 15 km staję przy sklepiku. Zgodnie z obostrzeniami, jestem jedyny. Pani za "pancerną" pleksą, kupuję sobie radlera, pepsi i snickersa. Wchłaniam to przed sklepikiem, fotografuje resztki po dawnej, wspaniałej rezydencji von Borcków i przez ruchliwą DW ruszam na Resko. Tam pozostaje mi odbić na Radowo i od Strzmieli wbić się do Łobza, prosto na parking, gdzie został samochód.
Udana, fajna pętelka, choć jak widzę po osiągach na stravie wśród obserwowanych - raczej skromniutko pojechane ;)
Z kronikarskiego obowiązku - dziś pierwszy raz jechałem w nowych butach, stare po pięciu, bodaj, latach poszły na śmietnik (szkoda, bo wielce szczęśliwe - to w nich przejechałem wszystkie swoje "ultra"). Zdjęcie najlepiej pokaże stopień ich zużycia w porównaniu do tych nowych. A oprócz tego zainwestowałem też w małe lusterko rowerowe, bardzo przydatne.











