Silny wiatr spowodował "cofkę". Masy wody wpychane są w głąb lądu. Nie było wprawdzie tak spektakularnie jak kilka lat temu, gdy zalana była nawet arteria wjazdowa, ale potęgę żywiołu dało się obejrzeć z bliska.
Strasznie wiało, szczególnie na otwartej przestrzeni między Rajkowem a Ostoją. Jak się okazało był to wstęp do całej reszty tygodnia: wietrznej, zimnej i deszczowej. Jesień zdzieliła nas w łeb z całej siły.
Rano we mgle. Jeszcze pomyślałem sobie, że coś dawno nie miałem przyjemności jeździć w deszczu :P I spełniło się po robocie - cały dzień było sucho, ale tuż po 16 zaczęło mżyć, a potem padać. I padało do samego końca, do tego tylko 11-12 stopni. Ale dzięki temu Bukowa była jakaś taka świeża ;) Zaliczam Drogę Żołnierską w przeciwną stronę jak ostatnio. Wracałem przez Wyspę Pucką, wzdłuż wału (tam przez księżnej Anny).
Po pracy z wizytą u znajomych w Załomiu. Powrót z dozwoloną zawartością alkoholu we krwi. Przynajmniej taką mam nadzieję ;)
A rano przyblokował mnie w porcie pociąg. Jak tak się stanie to kaplica, bo toczy się z prędkością ślimaka, a w dodatku często zatrzymuje się, zmienia kierunek jazdy, potem znowu zatrzymuje się, znowu zmienia kierunek jazdy, itd., itp. Tym razem na szczęście trafiłem na sam koniec "przetoku".