W drodze do pracy fotografuję uzupełnanie zieleni w miejskim ogrodzie - oazie, czy jak to nazwać. Pewnie postoi jeszcze kilka tygodni i będą zwijać na zimę.
Po pracy na dyżur.
A na "jutubie" pojawił się film z tegorocznego BBT: KLIK
Do domu przez Niemcy, ale w wersji wzbogaconej o poznawanie nowych dróg. I tak - przez Wyspę Pucką po lub wzdłuż wału. Potem zjazd do w dół Kurowa i dojazd malowniczą drogą wzdłuż Odry do Siadła Dolnego. Następnym razem trzeba się skusić na dojazd aż do Moczył, pod autostradowym mostem. Tym razem jednak wydźwignąłem się do Siadła Górnego i przez Kołbaskowo dotarłem do Niemiec, ściślej do Neu Rosow. Następnie przetestowałem wspaniały, gładki jak stół asfalt przez farmę wiatrową aż do Pomellen, z którego po raz pierwszy puściłem się do Ladenthin terenem. Końcówka to ulubiona płytówka do Lebehn (gdzie spotykam miłą, niemiecką fotografkę - nie dziwota, bo pięknie słońce zachodzi i aż chciało by się pobawić "lustrem"), a potem wzdłuż landówki aż do Neu Grambow, skąd, też po raz pierwszy, brukowo-polną drogą do Kościna (z pominięciem zielonej granicy i przekraczania jej głębokim rowem).
Do Szczecina docieram przez Stobno i Ostoję. Fajny wypad.
Po pracy pojechałem poszwędać się po Bukowej. Wjechałem do góry Drogą Górską, potem przejechałem się na wspaniały łącznik Drogi Granicznej z Drogą Chojnowską. Cofnąłem się do wlotu Drogi Górskiej do Drogi Kołowskiej i odbiłem w prawo, w Drogę Żołnierską, którą zjechałem do Binowa. Następnie wzdłuż brzegu Jeziora Binowskiego dojechałem do Drogi Czterech Podków i nią doczłapałem się do Żydowiec. Powrót przez Zdroje i Most Pionierów.
Źle się jeździ po Bukowej. Humor psuje rżnięcie drzew na każdym kroku. Człowiek nie poznaje miejsca, w którym się znalazł, bo nagle w środku lasu zrobiło się łyso. Drogi zdewastowane. Żal na to patrzeć, jak tak dalej towarzystwo z Nadleśnictwa Gryfino będzie tym zarządzać to okaże się, że Puszcza przetrwała wojny, komunę, ale nie oprze się dobrej zmianie :/
Święto, nowa era, rarytas ;P Pierwszy raz trafiam na pociąg na bocznicy do elektrociepłowni na Kijewie. Niestety, zdążyłem złapać jedynie majaczące w oddali sygnały końca pociągiem, ale fakt jest faktem - kilkanaście wagonów opróżnionych z węgla czy innego koksu wracało w kierunku stacji Szczecin Dąbie używanym od wielkiego dzwonu torowiskiem.
Na "Sługi boże". Fabuła trochę naciągana, momenty, które miały być w zamierzeniu straszne często śmieszyły. Ale ogólnie rzecz biorąc nie jest źle, trzymało w napięciu :) Więcej nie będę się rozpisywał, wszak to nie kinostats.pl :P
Droga powrotna przez Wyspę Pucką, Warzymicę i Ostoję. Między Ostoją a Rajkowem zaliczam kolizję z jadącym samochodem - poprawiałem coś w tylnej kieszonce i miałem wysunięty łokieć, którym składam lusterko jakiemuś kretynowi w dostawczym volkswagenie. Zasuwał grubo ponad 50 km/h, aż byłem zdziwiony, że wszystko obyło się bez konsekwencji "zdrowotnych".
Od rana śledziłem zmagania uczestników Maratonu Północ - Południe z Helu na podzakopiańską Głodówkę. I jakoś tak wyszło, że na rower znalazł się czas dopiero około 14.
Przetestowałem nowy wyjazd za granicę, przez Mierzyn. Wspominał o nim kiedys James77 i muszę przyznać, że chyba będę teraz tędy jeździł. Najbardziej komfortowy sposób opuszczenia kraju ;) Od Lubieszyna pomknąłem z wiatrem do Łęknicy, gdzie odbiłem na północ. Wiatr stał się niesprzyjający, ale na szczęście droga wiedzie tam sporo przez las. Do krzyżówki pod Hintersee minęły mnie może ze trzy auta i jeden szoszon, który wolał skorzystać z jezdni miast asfaltowej DDRki. A może nie wiedział, że takowa się tam znajduje? Nieważne.
W Dobieszczynie dokładam kilometrów odbijając na Trzebież przez podmyśliborskie skrzyżowanie. Asfalt nie jest tam najlepszy, ale spodziewałem się, że będzie gorzej. Od Trzebieży już lekko, zawijam na nieczynny przystanek osobowy w Niekłończycy - Uniemyślu (fizycznie znajduje się w Uniemyślu), a potem z Polic do Szczecina jadę dla zasady, bo wiem, że tędy lepiej nie podróżować, przez Przęsocin. Dla zasady, bo jeszcze tędy nie jeździłem. Droga ma swoje minusy - duży ruch i dość wąsko, ale i plusy: jadąc szosówką omija się wredny odcinek Pilchowo - Głębokie, a poza tym od dzielnicy Bukowo prawie cały czas pruje się w dół (inna sprawa, że od Polic trzeba wjechać z poziomu 9 metrów na ponad 100, żeby się tym cieszyć).