Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2016

Dystans całkowity:1201.10 km (w terenie 75.00 km; 6.24%)
Czas w ruchu:59:58
Średnia prędkość:20.03 km/h
Maksymalna prędkość:48.50 km/h
Suma podjazdów:4150 m
Suma kalorii:28041 kcal
Liczba aktywności:30
Średnio na aktywność:40.04 km i 1h 59m
Więcej statystyk

Otarcie o Kamień

Niedziela, 9 października 2016 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Nadszedł czas powrotu do Szczecina. Nie miałem jasnej koncepcji, ale pod wpływem prognoz wujek namówił mnie, bym przemęczył się do Kamienia (przy północno-zachodnim, a potem zachodnim wietrze oraz równinnym i mocno odkrytym krajobrazie to proszenie się o problem, a raczej problemik), a potem skierował się na południe. Ten wariant zmuszał mnie do jazdy krajówką (DK3), ale za to pozwalał cieszyć się dobrym asfaltem na całej długości. Ja początkowo myślałem jeszcze o jeździe przez Gryfice i Płoty, ale tam też trzeba jechać DK, z tym, że bez pobocza. No więc klamka zapadła.

Do Kamienia rzeczywiście szło jak po grudzie. Noga niezbyt podawała, wyjazd z T-owa ciągnął się w nieskończoność, ale w końcu, od Cerkwicy zaczął się dużo lepszy, gładki asfalt, potem kawałek w lesie przed Świerznem i ani się spostrzegłem dotarłem do obwodnicy Kamienia (do samego miasta nie wjeżdżałem). Odbiłem na południe i od razu poczułem różnicę. Wiatr wyraźnie pomagał. Przed Parłowem dojeżdżam ponownie do kawałka, którym jechaliśmy w tym roku BBT. Był tu wówczas olbrzymi korek na rondzie przed wjazdem na S3 (na tym fragmencie jest ekspresówką). Dzisiaj nie było tu żadnego auta. Ja skierowałem się dawną "trójką" w stronę Ostromic, a tuż za tą wsią wpakowałem się na szerokie pobocze, którym, poza nielicznymi przewężeniami przy wysepkach, dojechałem do zjazdu na Miękowo/Goleniów. Przez miasto przebijam się sprawnie i po wczorajszym śladzie jadę do Szczecina, włącznie z odbiciem w kierunku Załomia i zaliczeniem starego wjazdu do miasta, dzisiaj całkowicie opustoszałego.

Z zamkniętym Cłowym radzę sobie jadąc przez Zdroje i prawym pasem po Moście Pionierów. Akurat dzisiaj, jak na złość, był duży ruch.

Fajny, udany weekend, a 15000 w tym roku już prawie że na wyciągnięcie ręki :P Aha, dzisiaj praktycznie rzecz biorąc nie spadła na mnie ani kropla deszczu. Choć było blisko jak widać na zdjęciu poniżej.

A to długo gościło w słuchawkach, szczególnie na tej ruchliwej trójce. Ukojenie nerwów ;)   KLIK


Do Trzebiatowa, do wujka

Sobota, 8 października 2016 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Wizytę u wujka planowałem już od dłuższego czasu. Chciałem jechać w zeszły weekend, już wszystko było zaplanowane, ale sekwencja różnych nieprzewidzianych zdarzeń mi to uniemożliwiła. W tym tygodniu wiedziałem, że choćbym miał się, pardon pour le mot, zes*ać to tam dojadę ;)

Rano zajechałem jeszcze na dyżur na Bukowe, a po nim mogłem już spokojnie udać się do celu. Prognozy pogody śledziłem tyle, o ile, wiedziałem, że nie są najlepsze, więc nie chciałem się niepotrzebnie denerwować. Tym bardziej, że zmienia się postrzeganie pewnych spraw - jak człowiek stał przed całkiem prawdopodobnym wyzwaniem jazdy w ulewie przez 450 km to stówka w podobnych warunkach nie robi wrażenia ;) Nic nie poradzę, tak po prostu mi się stało ;)

Trasę zaplanowałem trochę bocznymi i trochę głównymi drogami - cóż za spostrzeżenie ;) Te główne to bez przygód, wiadomo: dobry asfalt i spory ruch. Natomiast na bocznych było już trochę gorzej - zjechałem z DK6 na wysokości Bodzęcina i koślawym asfaltem dotoczyłem się do wioski, całkiem serio biorąc pod uwagę cofnięcie się na "szóstkę" i jazdę tą drogą aż do Płot, a trzeba dodać, że od Nowogardu nie ma tam pobocza i jest duży ruch. Na szczęście urokliwy, drewniany mostek nad Stepnicą zachęcił mnie do zwiedzenia prawobrzeża tej rzeczki ;) I dobrze, bo za chwilę droga się poprawiła. Niestety, tylko do Węgorzy, potem było nienajlepiej aż do "sto szóstki", do Błotna. Ruch był na tyle niewielki, że całymi kilometrami wlokłem się lewą stroną drogi. Przed wspomnianym Błotnem dopadł mnie głód i postanowiłem tam stanąć na batonika. Ale, że chwilę wcześniej zaczęło dość mocno padać zapomniałem o pustym brzuchu i szybko, w spadającej na łeb na szyję temperaturze ruszyłem ku rondu pod Golczewem. Tam już musiałem stanąć, żeby wchłonąć tego "sznikersa". Postój miał pewną wartość nostalgiczno-sentymentalną, gdyż to tutaj odbywałem pierwszy, niezaplanowany, wymuszony przez fizjologię postój podczas BBT. Dokładnie w tym miejscu, dokładnie pod znakiem "Płoty 19". Tym razem jednak nie musiałem się spinać i całkiem wyluzowany po chwili pojechałem dalej, ciesząc się niezbyt stromym, ale dość długim zjazdem do Uniborza, gdzie skręciłem w lewo, na Gryfice.

Pamiętałem tę drogę sprzed kilku lat, gdy do wujka jeździłem jeszcze ze Stargardu (ale już na "czerwonym"). Wiedziałem, że nie jest najlepsza, ale to co ukazało się moim oczom za przejazdem kolejowym przypominało krajobraz po bombardowaniu. Całości dopełniał padający, wstrętny, zimny deszcz. Na szczęście z widokami na polepszenie, po wokół miałem niebieskie niebo. Bilans wyszedł na zero, bo z kolei kawałek za Jasielem, taki zjazd w lesie, który zawsze kojarzył mi się z jednym z największym zagęszczeniem dziur na metr kwadratowy asfaltu w zachodniopomorskiem, został pięknie wyremontowany i można było się cieszyć tym zjazdem. No, prawie cieszyć, bo temperatura 8 stopni z tym deszczem stanowiły niezbyt miłą mieszankę.

Gryfice mijam na przelocie i spokojnie docieram do celu wyjazdu. I tutaj też nic się nie zmieniło - podobnie jak na pozostałej części trasy wiatr nie był sprzymierzeńcem, bo dość mocno napierał z północy.

W Trzebiatowie, tradycyjnie już, zaraz po dojeździe kąpiel, a potem zakupy złocistego nektaru, którym raczymy się podczas dyskusji z wujkiem, dodatkowo przegryzając to przepyszną, lokalną pizzą ;)

Na koniec napiszę tylko, że to całe jeżdżenie to dzięki wujkowi. To on wciągnął mnie w rower, z nim przejechałem swoje pierwsze sto kilometrów, w roku 1998. Pamiętam jak przez mgłę jego początki - gdy miał pięćdziesiąt lat. Wcześniej na rowerze w ogóle nie jeździł. Aż którymś razem, podczas odwiedzin u nas, w Wejherowie kupił sobie szosówkę rometa i na niej wrócił do domu (z Białogardu). Dziś ma 77 lat i przejechane 365000 km. I dalej jeździ, w dniu mojego przyjazdu zrobił ponad 80 km.








DPPD

Piątek, 7 października 2016 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

DPPD

Czwartek, 6 października 2016 · Komentarze(7)
Kategoria komunikacyjnie
Silny wiatr spowodował "cofkę". Masy wody wpychane są w głąb lądu. Nie było wprawdzie tak spektakularnie jak kilka lat temu, gdy zalana była nawet arteria wjazdowa, ale potęgę żywiołu dało się obejrzeć z bliska.




DPPD

Środa, 5 października 2016 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacyjnie

DPD + Warzymice

Wtorek, 4 października 2016 · Komentarze(3)
Kategoria wycieczka
MAPA

Strasznie wiało, szczególnie na otwartej przestrzeni między Rajkowem a Ostoją. Jak się okazało był to wstęp do całej reszty tygodnia: wietrznej, zimnej i deszczowej. Jesień zdzieliła nas w łeb z całej siły.




DPD + Bukowa

Poniedziałek, 3 października 2016 · Komentarze(8)
Kategoria wycieczka
MAPA

Rano we mgle. Jeszcze pomyślałem sobie, że coś dawno nie miałem przyjemności jeździć w deszczu :P I spełniło się po robocie - cały dzień było sucho, ale tuż po 16 zaczęło mżyć, a potem padać. I padało do samego końca, do tego tylko 11-12 stopni. Ale dzięki temu Bukowa była jakaś taka świeża ;) Zaliczam Drogę Żołnierską w przeciwną stronę jak ostatnio. Wracałem przez Wyspę Pucką, wzdłuż wału (tam przez księżnej Anny).




Police

Niedziela, 2 października 2016 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczka
Z  braku czasu tylko krótko do Polic.