Wieczorna, niezbyt długa wycieczka w tradycyjnym kierunku - do Mescherin. Zaskoczył mnie ziąb. Nie zabrałem kominiarki tylko bandankę i w drodze powrotnej było mi naprawdę zimno. I to mimo tego, że na termometrze było +5 - zimny wiatr zrobił swoje.
Po ciężkim tygodniu musiałem się porządnie wyspać i ogarnąć chałupę. Efekt taki, że na rower ruszam dopiero po 17! Ubrałem się w moim odczuciu całkiem ciepło, jednak rzeczywistość to dość brutalnie zweryfikowała i musiałem po drodze dołożyć kolejną warstwę w postaci wiatrówki cienkiej.
Jadę do Dąbia przez Drogę Górską. Żal patrzeć jak wygląda Puszcza, szkoda juź klawiatury strzępić... Potem DDRka przy Przestrzennej, zajazd na Wyspę Grodzką przy Łasztowni, przejazd przez puste Jasne Błonia i na koniec via Cmentarz Centralny do Gumieniec i ulicą Krygiera do domu.
Dzisiaj postanowiłem pojechać zobaczyć jak wygląda las w obrębie tzw. Torfowiska Reptowo, który kilka dni temu spłonął. Widok nie jest zbyt budujący - spaliła się duża połać tego lasu. Nie wygląda to optymistycznie...
Wypad na Hance do Niemiec. Ale nie chciało mi się daleko jechać, więc tylko zawijka do Gartz wzdłuż Odry i potem do Hohenreinkendorf. Powrót juź krótką drogą, przez Rosow i Kołbaskowo.
Rano dość wczesna pobudka i od razu po śniadaniu na rower. Większa pętla niż zwykle, bo do Chojny zawijam przez Krajnik. Wiatr boczny, pomagający tylko między Krajnikiem a Chojną. Ale wiosnę ewidentnie czuć w powietrzu. Tym bardziej, że przecież od dziś dzień dłuższy.
Nieplanowany, wolny piątek. A że miałem sprawę do załatwienia w Witkowie to się wybrałem i to na Hance. Dużo kiepskiego asfaltu, niezbyt sprzyjający wiatr, ale i tak było fajnie :)
Bardzo podobnie jak wczoraj, tylko zawracam nie w samej Widuchowej, a dwa kilometry dalej, na Orlenie w Widuchówku. Też wyjechałem dość późno. I też krótko po starcie zaczęło padać. Dzisiaj nawet nie chciało mi się robić zdjeć, tym bardziej, że telefon służył jako "empetrójka" - z wykorzystaniem świetnej aplikacji Spotify. Podróż umilały mi mocno zakurzone przeboje zespołu Electric Light Orchestra, częściowo dlatego, że już potem nie chciało mi się zatrzymywać i gmerać w telefonie. Ale na przejażdżkę w taką pogodę nie był to najgorszy wybór, na pewno lepszy jak na przykład szlagiery dajmy na to Tercetu Egzotycznego czy Ireny Santor. Także nie narzekam ;)
Od Gryfina jadę już zupełnie przemoczony. W butach wręcz chlupotało... Piękna niedziela, mówili, osiemnaście stopni, mówili... ;)
Bardzo późna pobudka, to normalne po tygodniu "drugozmianowym". Człowiek się przestawia, idzie spać koło 2, 3 i potem takie efekty.
Pojechałem Hanką, a jak Hanka to musi być przyzwoity asfalt. A jak przyzwoity asfalt to albo Niemcy, albo DK31 i nawrotka gdzieś za Gryfinem. Dzisiaj padło na Widuchową. Pojechałbym dalej, ale zaczęło dość szybko mżyć, a potem regularnie padać, więc nie chciało mi się moknąć dla zasady.