Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka

Dystans całkowity:66235.28 km (w terenie 3686.23 km; 5.57%)
Czas w ruchu:2973:34
Średnia prędkość:21.93 km/h
Maksymalna prędkość:75.30 km/h
Suma podjazdów:177935 m
Maks. tętno maksymalne:191 (100 %)
Maks. tętno średnie:185 (96 %)
Suma kalorii:908099 kcal
Liczba aktywności:892
Średnio na aktywność:74.25 km i 3h 22m
Więcej statystyk

Wietrzne Mescherin i Chlebowo

Środa, 13 marca 2019 · Komentarze(9)
Kategoria wycieczka
MAPA

Rano udawałem, że "jestę kucharzę". Takie sobie śniadanko zafundowałem, że potem jedyne co trzeba było zrobić to spalić te, jakby nie patrzeć, całkiem zdrowe kalorie. Gwoli ścisłości to coś na talerzu to "szakszuka", mój nowy wynalazek, choć przyznam, że półtora roku temu spotkałem się z tym w poprzedniej pracy, gdzie podobne danie przygotowywała jedna z koleżanek. Proste jak drut - pomidory, papryka i jajka sadzone. A jakie dobre! ;)


Löcknitz

Niedziela, 10 marca 2019 · Komentarze(6)
Kategoria wycieczka
MAPA

Pojechałem zobaczyć kąty, w których dawno mnie nie było. Już zapomniałem o tej plątaninie asfaltówek w okolicy Blankensee, Rothenklempenow, Boock, itd. Powrót w wersji "klasycznej", choć trochę mnie korciło, by za Łęknicą pojechać prosto na Krackow, ale jednak rozsądek wziął górę i ruszyłem przez Ramin, Sonnenberg do ulubionej, jedynej w swoim rodzaju, opiewanej już wielokrotnie na łamach tego bloga, a poznanej kilka lat temu dzięki leszczykowi płytówki Lebehn-Ladenthin. Moim zdaniem punkt obowiązkowy dla odwiedzających okolice, szczególnie w kierunku odwrotnym do dzisiejszego, a więc w dół, od Ladenthin.

Pogoda jakoś szczególnie nie rozpieszczała. Wiało całkiem nieźle, choć w porównaniu do ostatnich dni było nieźle. Do domu docieram na kilka chwil przed potężną ulewą. Znów raczę się chaczapuri własnej produkcji i kupioną w osiedlowym sklepiku colą... cynamonową. Na spróbowanie czeka jeszcze brzoskwiniowa.








Gardno przez Brynki

Piątek, 1 marca 2019 · Komentarze(7)
Kategoria wycieczka
MAPA

Znowu "szybka" rundka przed pracą. Początkowo chciałem pojechać w Chlebowie prosto do Radziszewa, ale rezerwa czasowa sprawiła, że wróciłem po śladzie, przez Stare Brynki, po dziurzyskach.


Peenemünde ze Świnoujścia

Niedziela, 24 lutego 2019 · Komentarze(12)
Kategoria wycieczka
MAPA

Znów postanowiłem dowieźć gdzieś sobie rower samochodem i zobaczyć coś nowego. W sobotę wieczorem wymyśliłem sobie Wyspę Uznam po niemieckiej stronie. Prawie jej nie znam, a podobno jest tam raj dla rowerzystów.

Pobudka bardzo wcześnie jak na mnie w weekend - o 7.15. Zżeram bardzo pożywne i syte chaczapuri, które przygotowałem sobie wczoraj po południu (stosowne foto przedkładam), otwieram bagażnik, wrzucam do samochodu rower "w całości", godzina drogi, zakupy w biedrze w Świno, parkowanie auta, wjeżdżam rowerem na Bielika i pięć po dziesiątej stawiam stopy na Uznamie, a chwilę później pedałuję przed siebie :)

Raj - rzeczywiście. Tylko ciężko mi sobie wyobrazić co dzieje się tam w sezonie. Nawet dziś, w słoneczny, ale jednak lutowy dzień było dużo turystów. Podejrzewam, że te promenady latem mogą człowieka doprowadzić do szału. Sam miałem dziś kilka klasycznych sytuacji typu mama, tata i dwójka dzieci, wszyscy patrzą czymś zaaferowani. Widzę ich od 100 metrów na swojej drodze. Oni nie widzą mnie. I w ostatniej chwili, gdy czasu na reakcję zostaje bardzo mało nagle rozpierzchają się i to zawsze tak, że przynajmniej jedna osoba wchodzi wprost pod koła ;) Ale tempo jazdy miałem dziś bardzo spokojne, więc do nieszczęścia nie doszło ;)

Bardzo mnie zaskoczyła mnogość pagórków, szczególnie w drodze do Pianoujścia, gdy toczyłem się bliżej morza, po leśnych szutrach. W kilku miejscach znaki nakazywały zejście z roweru z powodu bardzo stromego zjazdu - oczywiście jako rasowy słowianin, co to inni nie będą mu mówić co ma robić zjechałem to na dwóch kołach. Na jednym z nich próbowałem nawet nagrać film, ale obleciał mnie w pewnym momencie cykor i musiałem szybko chwytać za klamki. I film szlag trafił ;) To może lepiej niech ci emeryci na "miejskich" rowerach rzeczywiście to schodzą ;)

W Peenemünde robię jedynie zdjęcia "zza płota", a potem jeszcze jadę na przystań, gdzie cumuje U-boot. Fotografuję i rozpoczynam żwawy powrót do samochodu zaparkowanego w Świnoujściu, ale jeszcze na Wolinie, tuż koło promów Bielk. Wiatr na wielu fragmentach pomagał, ale końcówka to już tak czy siak była męcząca. Jednak pierwsze w tym roku 100 km zrobiłem - wybił mi pod świnoujskim "makiem", gdzie wchłonąłem obiad.

Taka refleksja mnie naszła - co mi się podoba w Niemczech. Szanuje się tam rowerzystów. Mam tu na myśli tak zachowanie kierowców na drodze, o czym mogłem się dziś kilka razy przekonać. Ale także, a może przede wszystkim, to, że jazda na rowerze to nie jest szkoła przetrwania. Odruchowo obawiałem się czy jest sens pakować się na DDRkę, bo pewnie zaraz urwie się bez sensu. Nie, nie urwie się, na końcu zawsze będzie cieszący oko biały kwadrat z zielonym rowerem i strzałką jak należy jechać. Po drodze minąłem ich masę, także na tych leśnych czy polnych fragmentach, w środku wydawałoby się głuszy. Chciałbym dożyć czasów, by tak było u nas. Ale to chyba nieprędko się stanie, zaraz przypominają mi się choćby głupie remonty obejmujące czasem także DDRki w Szczecinie - info o objazdach, jakieś strzałki? Zapomnij - ładujesz się prosto na bariery zabraniające przejazdu. Radź sobie sam... Tak, fajnie jest jeździć rowerem w Niemczech :)
























Gardno przez Hohenreinkendorf

Sobota, 23 lutego 2019 · Komentarze(5)
Kategoria wycieczka
MAPA

Dalszy ciąg ładnej, wiosennej, nietypowej jak na luty pogody. Choć trzeba przyznać, że akurat dziś było dość zimno, szczególnie na pierwszych kilometrach trasy.

W okolicy Nadrensee widzę olbrzymie, klangorujące stado żurawii.


Penkun

Sobota, 16 lutego 2019 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Pierwsze "wyprowadzenie" szosówki na spacer od czasów MPP jeżeli dobrze kojarzę. Tym razem kierunek gładkie, mało ruchliwe i przyjazne asfalty Brandenburgii i częściowo Meklenburgii - Pomorza Przedniego. Piękna pogoda, wiosennie wręcz.






Mescherin przez Łubnicę

Wtorek, 12 lutego 2019 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
MAPA

Wyjazd w pięknej, wiosennej pogodzie przed pracą. Pierwszy raz wlazłem na wieżę w Mescherin i ujrzałem wspaniały widok na dolinę dolnej Odry, a konkretniej Odry Zachodniej.


Reptowo

Niedziela, 10 lutego 2019 · Komentarze(10)
Kategoria wycieczka
MAPA

Po ciekawej wycieczce w nieznanym terenie (wczorajsze Siekierki) wypad w znajome, zjechane do bólu strony. Z ciekawszych rzeczy z tego wyjazdu - w Bukowej było polowanie i w okolicy arboretum w Glinnej spotkałem najpierw duże stado dzików, a chwilę potem gromadkę jeleni. Niestety nie zdążyłem wyjąć aparatu.




Siekierki z Trzcińska Zdroju

Sobota, 9 lutego 2019 · Komentarze(11)
Kategoria wycieczka
MAPA

Po dość wyczerpującym tygodniu, wczoraj wieczorem wymyśliłem sobie, że w końcu odwiedzę drogę rowerową łączącą Trzcińsko Zdrój z Siekierkami. Otwarta została bodajże w październiku. Jest w całości asfaltowa (od Trzcińska biegnie też w kierunku północnym, ku Gryfinu, ale tam są dwa, kilku kilometrowe odcinki szutrowe), oddzielona od ruchu samochodowego. I do tej pory mnie tam nie było. Wgrałem więc w urządzenie ślad, położyłem się wcześniej spać i rano, krótko po 9 wpakowałem rower do auta i ruszyłem do Trzcińska. Dojazd zajął niecałą godzinę.

W momencie, gdy odjeżdżałem dość mocno się rozpadało. Wiedziałem jednak, że między 10 a 16 powinno być okienko pogodowe, więc jakoś szczególnie się tym nie przejąłem. I słusznie - szybko przestało lać, a w Godkowie już nawet nie pamiętałem, że byłem przez chwile mokry.

Aura iście wiosenna, szczególnie, gdy zza chmur wychodziło słońce. Całości dopełniał klangor żurawii gdzieś za Moryniem.

Asfalt ciągnie się od Trzcińska aż do bramy broniącej wjazdu na most w Siekierkach. Ona zniknie za kilka lat i wtedy będzie można dotrzeć do położonego w Niemczech szlaku Odra - Nysa. I będzie bardzo fajnie  ;)

Z Siekierek jadę bardzo malowniczą DW126 w kierunku Starych Łysogórek, gdzie zajeżdżam pod pomnik i na cmentarz żołnierzy, którzy zginęli tu w 1945 podczas forsowania Odry w drodze na Berlin. A ginęli tu wtedy tysiącami.

W Łysogórkach skręcam za drogowskazem "Moryń 11". Początkowo chciałem jechać dalej aż do Gozdowic i potem odbić w las, w dojazd pożarowy, który miałby doprowadzić mnie też do Morynia. Ale nie byłem pewien jak tam z nawierzchnią, a że było mokro - to nie wróżyło zbyt dobrze. I co dalej? Ano ta droga Łysogórki - Moryń okazała się być odkryciem tego wyjazdu. Wprawdzie nawierzchnia wołała o pomstę do nieba, ale za to jechałem wzdłuż rzeczki Słubi. Miałem ją dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nie minęło mnie tam ani jedno auto. Było cicho, spokojnie, idealnie. To jest trasa, na którą na pewno jeszcze wrócę.

W Moryniu robię rundkę po mieście. Nieodmiennie mnie fascynuje - sprawia wrażenie "żywego" skansenu. Dużo zabytków, zachowane mury miejskie. Bardzo czyste. Fajnie tam jest, aż chce się tam zajeżdżać. Docieram nad Jezioro Morzycko - super czyste, tak na marginesie. Potem opuszczam miasto i jadę w kierunku dworca, który w czasach działania linii Godków - Siekierki (znikąd do nikąd) nosił nazwę Moryń Przyjezierze.

Końcówka to już stosunkowo szybki powrót do Trzcińska (parę pucharków na stravce i to w "ogólnych dziesiątkach"). Wiatr bardzo pomagał, a ja miałem ochotę na obiad :)