Po pracy, wieczorem, nieco okrężną drogą zobaczyć w końcu iluminacje przy szczecińskich dźwigozaurach (dźwigi portowe, a tę oryginalną nazwę ukuła, z tego co wiem, Kasia Nosowska w jednej ze swoich piosenek).
Wieczorem, żeby się dobrze spało. Choć biorąc pod uwagę jaki syf jest w powietrzu w tych wioskach między Gryfinem a Szczecinem to chyba raczej, żeby sobie zaszkodzić ;)
Krótka przejażdżka, bo pogoda licha (temperatura w okolicach zera - chlapa, ale marznąca na asfaltach Puszczy) i inne obowiązki miałem na głowie.
Bardzo fajny odkryty skrócik między Sławocieszem a Kijewem. Dzięki Piotrkowi ze stravy odkryłem, że można przedostać się tam z pominięciem Tczewskiej. Miałem wątpliwości jak wygląda ten przejazd, ale nie - jest super. Kawałek po wale wzdłuż Płoni, a potem całkiem fajnym "singielkiem" aż do uliczek Kijewa. Do wykorzystania na przyszłość. strus, wiem, że jesteś fanem takich "odkryć" - polecam :)
Okazało się też, że nowa szutrówka z Niedźwiedzia w kierunku szosy Płonia - Zdunowo to zupełnie co innego jak inwestycja powiatu. Także niezależnie od tej pierwszej teraz rozpoczęła się wycinka pod budowę drugiej...
Wczorajsza zima i śnieg poszły w zapomnienie. Została wilgoć i błoto.
Rundka - znów do ulubionego Mescherin, ale tym razem przez Puszczę Bukową do Binowa. Dalej cholernym brukiem aż do Żelisławca i Kartna, gdzie troche błądzę w poszukiwaniu drogi do Drzenina. W końcu udaje mi się ją znależć, by potem przez Chwarstnicę i DDRkę dojechać do Gryfina. Zakupy w biedrze, zajazd przez Międzyodrze do Mescherin i z powrotem do domu. Skorzystałem z piątkowego odkrycia i wzdłuż wału dotarłem do Łubnicy. Jednak po deszczu ta szutrówka zrobiła się fatalna do jazdy - tylne koło, dociążone dodatkowo zakupami, zapadało się w błocie.
Przetestowałem nową, aleternatywną dla DK31 drogę dojazdową do Gryfina. Tzn. w sumie kolejny odcinek, bo od Dębiec do Żabnicy już znałem, a teraz okazuje się, że wzdłuż wału nad Regalicą jedzie się całkiem fajną szutrówką od Łubnicy.
Wybrałem się do kina na film Larsa von Triera "Dom, który zbudował Jack". Dzieło dla ludzi o mocnych nerwach, już nie pamiętam kiedy ostatnio w trakcie seansu ludzie wychodzili z kina z powodu zbyt drastycznych obrazów...
Chciałem zaliczyć niedawno zbudowaną DDRkę łączącą Karwowo z Warnikiem. I udało się to zrobić, fajna wstęga asfaltu przez pola z dość dużymi przewyższeniami. Przed samym Warnikiem wyjeżdża się na ponad 80 metrów. Potem wreszcie ulubiona "płytówka" z Ladenthin do Lebehn przejechana w opisanym kierunku - jest o tyle fajnie, że jedzie się w dół, a w ostatnim czasie zawsze jakoś tak planowałem trasy, że jechałem tam od Lebehn w górę.
Potem przez Kraków i Storkow do Tantow, gdzie miast kierować się wprost na Mescherin skręcam w lewo w kierunku Rosow i w połowie drogi odbijam z kolei w prawo do Neurochlitz. Tym sposobem przez Staffelde zjeżdżam do Polski.
Czas na rower dopiero wieczorem. Miało być mniej, a jednak wyszło więcej. Znów do Gartz, tylko odwrotny kierunek jak przed kilku dniami. Do przez "dwójkę", powrót przez las wzdłuż Odry. Tam, w tym lesie, jest takie miejsce - krótka prosta między dwoma ostrymi zakrętami. Prosta w dole, na zakrętach jedzie się z góry, a potem pod górę. No i rozpędzony wyskoczyłem zza łuku i oczom mym ukazała się wielka łata lodu. Nie powiem, zrobiło się gorąco, ale przejechałem bez szwanku ;)
Tradycyjny, wieczorny wypad do Niemiec. Tym razem najpierw podjazd pod Staffelde, potem zjazd, pętla przez Mescherin i z powrotem do domu przez "trzydziestkę jedynkę".