Misja "Rower dla A."
Sobota, 5 września 2015
· Komentarze(8)
Kategoria wycieczka
Wstępnie były zupełnie inne plany na ten weekend. Ale, jak to plany, czasami się zmieniają. Postanowiłem więc pojechać do Opola zawieźć Ukochanej rower, bo bez niego (albo beze mnie - sam nie wiem) więdła tam w oczach ;)
Jak postanowiłem tak uczyniłem - pierwej osobowym z Dąbia do Poznania (najsampierwej to rowerem, ciężkim jak kloc unibikiem z Bukowego na dworzec przez nową pętlę na Turkusowej), tamże konsumpcja rogala świętomarcińskiego, który to uświetnia każdą, ale to KAŻDĄ przesiadkę na wyżej wzmiankowanym dworcu, a na koniec osobówką do Wrocka. I tak - pierwszy pociag to był najnowszy super impuls, co to je zachpom w dużej ilości w nowosądeckim Newagu nabył. Pociąg fajny do jazdy, ale już z rowerem to niekoniecznie, bo ciężko rozplanować jego ustawienie, gdy rowerzystów jest więcej. Pozostaje zastawić straponteny, co przy większej ilości podróżnych jest już trudnym zdaniem. Na szczęście ludzi było mało. Ale i tak drugi etap, który odbywałem starym, poczciwym EN57, znanym gdzieniegdzie jako tyku-tyku, żółtek czy kibel był znacznie wygodniejszy, a to dlatego, że zainstalowali weń wygodne wieszaki. Z Poznania rowerów jechało pięć, ale po drodze, na tych najbliższych stacjach jak Puszczykowo czy Kościan powysiadali i do końca jechałem już sam, ciesząc się końcówką rogala i krusząc przy tem niem niemiłosiernie...
We Wro opuszczam pociąg, w garminie uruchamiam nawigację po wcześniej przygotowanym śladzie i jadę. Niestety, jeżeli chodzi o DK94 rzeczywistość rozminęła się nieco z wizją kreśloną przez A. Zgadzało się, że droga była krajowa. Natomiast nie zgadzało się o poboczu (nie było), o ruchu (był). O długich prostych nie dyskutowaliśmy, ale też były. Bardzo długie. Na szczęście wiatr pomagał i dość wesoło pocinałem sobie do celu, czyli do Gościejowic, na rodzinną imprezę, konkretniej bal z okazji zakończenia lata.
W Łosiowie kulminacja - najwyższe wzniesienie trasy. Na początek długi podjazd, a potem dość długi zjazd. Kawałek za tą wsią skręcam do Lewina Brzeskiego, przekraczam Nysę i A4, zmagając się na tym odcinku z silnym wiatrem i dobijam do celu, gdzie kochana eranis przywitała mnie pysznym piwkiem gryczanym. Ale nie tylko tym...























