W drugie święto znalazłem chwilę, by wybrać się na rower. Tym razem padło na inspekcję wału za Gartz - tam od lat Niemcy robią remont i obowiązuje objazd landówką przez Gartz. Chciałem zobaczyć jak sprawy się mają. I z tego co zobaczyłem to TEORETYCZNIE dało by się przejechać, choć wał przegrodzony jest płotem i to w taki sposób, że po kilka metrów z jednej i drugiej strony wału. Odpuściłem sobie więc jazdę dalej i zawróciłem ku Gartz. Ciekawe czy na lato ten dojazd będzie w końcu zrobiony?
Dzień w pracy wolny to i wycieczka dłuższa. Tym razem nad "zapomniane" Miedwie. Bardzo dawno mnie tam nie było. A do tego powrót przez drogi, którymi kiedyś jeździłem nader często, a teraz niemal zupełnie wyleciały mi z pamięci. Okazało się też, że droga leśna z Miedwiecka do Cisewa jest asfaltowana - dla strusia będzie dodatkowa możliwość kręcenia pętelek na spedeerze po okolicy ;) Pozdrawiam!
Przed pracą wybrałem się na przejażdżkę. Początkowo plany były skromniejsze, ale z czasem wydłużałem trasę i tak dotarłem "aż" do Gryfina jadąc okrężną trasą przez Binowo.
Wyjazd do Geesow. Czyli w sumie taka wydłużona wersja poczciwego Mescherin. Z tą różnicą, że trzeba się wspiąć po płytówce do landówki, którą przekracza się i po krótkim zjeździe osiąga spokojne i senne Geesow. Tamże zawrotka przez pętlę uliczną i z powrotem do Podjuch.
Dla odmiany, mimo prognoz, pogoda wspaniała. Słonecznie i nawet nie tak zimno.
Na fotce bruk w Żabnicy, ale jak to już wspominałem w komentarzu pod jednym z wcześniejszych wpisów - akurat tutaj da się go bez problemu ominąć trawiastym poboczem.
Pech. Zaraz po wyjściu zaczęło kropić. I tak kropiło równomiernie do samego końca, nic mniej, nic więcej.
Na Drodze Bieszczadzkiej wyprzedza mnie samochód, a w nim ktoś na kształt leśniczego mówi, że nie powinienem jechać dalej, bo "tam myśliwi, będą strzelać proszę pana". Tego mi było trzeba ;) Pytam - w poprzek drogi będą strzelać? No nie. Z boków. No to jadę. Mijałem to towarzystwo, kilku się nawet ukłoniło... :D Nie pojmę tej pasji nigdy.
Po pracy, żeby trochę się poruszać. Trasa znana i sprawdzona, tym razem przejechana w obie strony szutrem między Łubnicą i Dębcami, a dalej do i z Gryfina przez Żabnicę.
W Mescherin fotografuję zakręt, na którym kilkanaście dni temu mało się nie wyrżnąłem. Jechałem z góry i postanowiłem brawurowo opóźnić użycie hamulca, trochę jak mors. Mogło skończyć się marnie. Już w miejscu zrobienia zdjęcia ma się za sobą dość stromy zjazd. Natomiast w miejscu, w którym stoję zorientowałem się przy niewielkim ruchu kierownicy, że będzie bardzo ciężko wyjść z tego cało (innymi słowy - bezpiecznie pokonać zakręt, który widać dalej). W obliczu spektakularnej gleby postanowiłem wytracić prędkość przy użyciu ściany budynku widocznego na łuku. Udało się - bez strat w sprzęcie, a i chałupa nie ucierpiała.
Jedna z moich ulubionych, okolicznych tras, czyli nad Odrę do Mescherin. Tym razem dla odmiany pojechałem DK31 aż za Daleszewo, gdzie skręciłem na Dębce (niejako w opozycji do wariantu, który katuję ostatnio do znudzenia, mianowicie wzdłuż wału od Łubnicy aż do Dębców, dzięki temu omija się kawałek DK31). Potem też omijałem DK31 przez kiepskiej jakości nawierzchnie w miejscowości Żabnica i pseudo-dzielnicy Gryfina - Mniszki.
Do samego Mescherin nieszczęsną DDRką przez Międzyodrze. Stan nawierzchni jest coraz gorszy, polbruk się zapada i co kilkanaście metrów tylne koło dostaje wycisk.