Utrzymując podobny rozkład dnia - przed pracą krótka przejażdżka rekreacyjna, a potem dojazd do niej i powrót na rowerze.
Najpierw runda przez Bukową, w tym zaliczony wstrętny ;) bruk z Dobropola w dół do Sosnówki, a potem powrót nową DDRką z Jezierzyc aż po Klęskowo. W przebudowywanych Podjuchach robię fotę ku pamięci ;)
Z okazji dnia wolnego - najpierw na przejeżdżkę po okolicy, a potem na spotkanie ze znajomymi, którego efektem, oprócz wychylenia browarna na bulwarach nad Odrą, była rundka przez Wyspę Pucką aż do Dziewoklicza. Dla niektórych - terra incognita :P ;)
Z niezawodną, jak zawsze, Anią. Zrobiliśmy sobie plan na wspólną końcówkę soboty i niedzielę, "punkt zborny" ustalając pod Koszalinem. Efektem sobotniego wieczoru było odkrycie doskonałej (DO-SKO-NA-ŁEJ!) knajpy włoskiej w Koszalinie oraz nieplanowana w sumie kąpiel w morzu. Natomiast niedziela - nie ma to tamto - wpadła pięćdziesiątka i to taka, że Ania walnęła swój rekord.
Pojechaliśmy DDRką "powąskotorówkową" z Gościna, które od kilku lat nie jest już wsią, a "nie bardzo podłym miastem" ;) Świetna wycieczka, wyśmienita jazda po odseparowanych, poprowadzonych fajnymi odludziami, asfaltowymi ścieżkami. Co jakiś czas humor psuły nam pomruki przetaczającej się w okolicy przez cały dzień burzy, ale koniec końców nie zmoczyła nas ani kropla deszczu.
Metę stanowiło śródleśne Jezioro Popiel vel. Studnica vel. Zofianka nieopodal Skrzydłowa. Posiedzieliśmy chwilę, wysączyliśmy piwko, pokontemplowaliśmy przyrodę i sielankowo wypoczywających ludzi, po czym odwrót do Rymania, gdzie obiad w pałacu i omówienie kolejnych planów rowerowych na rok 2020. Miejsce fajne. Szczególnie, że w ogrodzie, obok stolika, przy którym jedliśmy były dwa wygodne leżaczki, z których pokorzystaliśmy. Gdy pani kelnerka niosła deser i trzeba było się z nich zwlec zażartowałem, że idealnie byłoby go zjeść na leżąco. I co? I okazało się, że w tygodniu dojadą małe stoliczki do tych leżaków! :D Aha, oczywiście rowery cały czas pod nosem. Sielanka :)
Z koleżką z pracy - ustawialiśmy się na ten wypad już od jakiegoś czasu. Oczywiście wyszło jak zwykle - dobrze. I leniwie. Na początek pojechaliśmy z Godkowa nasypem aż do Siekierek, po drodze odnotowując przejazd w księdze pamiątkowej wyłożonej na stacji Klępicz. W Siekierkach - po pierwsze zwróciliśmy uwagę na super system wywieszania prania przy dawnym dworcu kolejowym, prawie jak w Italii, po drugie - podjechaliśmy w okolice remontowanego mostu (ależ będzie się można przeprawiać do Odry-Nysy!), po trzecie - na cmentarz wojenny. Następnie najlepsza część wycieczki, czyli posiłek w restauracji Odra w Starych Łysogórkach. Restautacja trochę jakby wyjęta z lat dziewięćdziesiątych albo wręcz z PRL. Przy czym chodzi tylko o wystrój. Obsługa wspaniała, jedzenie, a już szczególnie pierogi z jagodami - pierwsza klasa. Punkt obowiązkowy przy objeżdżaniu tej "pętli".
Powrót doliną rzeki Słudwi, przez Moryń, gdzie słynne lody na rynku. Słynne, ale bez rewelacji.
Trasę miałem wyklikaną w urządzeniu od bardzo dawna. Pozostało jedynie dowieźć się do Stargardu autem, wypakować i delektować bocznymi drogami. Fajny wypad, w sporej części zupełnie nieznane i jechane pierwszy raz hmm... szlaki, ale też i było kilka kawałków-szlagierów, jeżdżonych przed laty bez opamiętania :)