m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka

Dystans całkowity:66235.28 km (w terenie 3686.23 km; 5.57%)
Czas w ruchu:2973:34
Średnia prędkość:21.93 km/h
Maksymalna prędkość:75.30 km/h
Suma podjazdów:177935 m
Maks. tętno maksymalne:191 (100 %)
Maks. tętno średnie:185 (96 %)
Suma kalorii:908099 kcal
Liczba aktywności:892
Średnio na aktywność:74.25 km i 3h 22m
Więcej statystyk
  • DST 82.08km
  • Czas 04:00
  • VAVG 20.52km/h
  • VMAX 42.39km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szczecin (The Tall Ships Races)

Piątek, 2 sierpnia 2013 • dodano: 03.08.2013 | Komentarze 9

STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Szczecin(Płonia-Kijewo-Dąbie-Śródmieście-Słoneczne-Kijewo-Płonia)-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-SZCZECIN

Endo trochę powariowało, głównie na odcinku między Kobylanką a Płonią.

MAPA

Pomysł na nocny wypad do Szczecina po raz pierwszy pojawił się bodajże podczas wspólnego z Danielem (4gotten), nocnego wyjazdu do Pyrzyc. Głównym celem miało być swobodne pośmiganie po ulicach Śródmieścia, a przy okazji zrobienie paru ujęć. Cały czas odkładałem tę sprawę, by po kilku wymianach wiadomości z Danielem wstępnie ustalić, że piątek 2 sierpnia będzie ok, głównie za sprawą tego, że to pierwszy dzień finału regat The Tall Ships Races. W międzyczasie Wojtek (Trendix) zrobił z synem we wtorek nocny wyjazd do Szczecina na foty, więc jasne się stało, że zasili nasz stargardzki, wyjazdowy skład.

Umawiamy się o 20.30 przy Rondzie 15. Południk – zaproponowałem tę godzinę, ponieważ do 20. pracuję. Okazało się oczywiście, że do ostatnich minut miałem co robić, opuszczałem miejsce pracy już po 20, więc w domu zdążyłem się jedynie pospiesznie spakować i ruszyć na miejsce zbiórki. Już podczas dojazdu do ronda zorientowałem się, że czegoś mi brakuje – no tak, nie wziąłem kasku :) Jednak nie chce mi się już po niego wracać.

Tempo pierwszych kilometrów dość mocne – dojazd do Szczecina ma być jedynie preludium, traktujemy go jako „formalność”. Już po 59 (spod ronda +/- 55) minutach meldujemy się na ulicy Pomorskiej, skąd zgarniamy oczekującego na nas Jarka. Dalsza trasa wiedzie DDRką przez Przestrzenną i dalej słynną trasą Prawo – Lewobrzeże.

Pierwszy fotostop czynię ja – na Moście Cłowym robię dwie fotki, które niczego ciekawego nie przedstawiają;) Kolejny – na moście na Hryniewieckiego z ciekawym widokiem na oświetloną elektrownię – zdjęcia nie wrzucam, bo nie chcę się powtarzać (w zeszłym roku już tu fotografowałem) :)

Dziurawą Bytomską zmierzamy ku odnowionym bulwarom nadodrzańskim – tłumy ludzi, wygląda to wspaniale: miasto twarzą do rzeki i żyje pełnią życia! Miejmy nadzieję, że po regatach miejsce to będzie równie chętnie (choć zapewne mniej licznie) odwiedzane. Tutaj też do naszej czwórki dołącza jeszcze Marcin.

Tutaj kręcimy się dłuższą chwilę robiąc zdjęcia z różnych perspektyw. Szczególnie pozytywne wrażenie robi odnowiony Most Długi w ramach Bulwaru Piastowskiego, tym bardziej, że dobrze pamiętam to miejsce z czasów, gdy śmigały tędy samochody (niemal codziennie jeździłem tędy z dworca PKP do pracy). Zdjęcia robimy także z obu stron Trasy Zamkowej, gdzie okazuje się, że i Daniel, i Wojtek są głodni. Udajemy się więc na nieśmiertelny kebab – wybór padł na bar Alibaba na Śląskiej, gdzie dostajemy całkiem dobrą (ale nie tak dobrą jak w położonym nieopodal Zozanie) rolkę.

Po posiłku rozdzielamy się – ja z Danielem jadę na Jasne Błonia, Wojtek z chłopakami ze Szczecina zmierza na nową „starówkę”, a potem na Wały Chrobrego, gdzie się spotykamy.

Stąd już najkrótszą drogą (dosłownie najkrótszą, bo przez nową Struga) śmigamy w stronę Stargardu. Nie da się z niczym porównać jazdy przez ciemny las, między Płonią a Motańcem – fajnie odczuwa się zmianę perspektywy, odcinek wydaje się być krótszy niż w dzień :) Ten fragment jest też chyba najzimniejszy w ciągu eskapady – zaraz za końcem zabudowań w Płoni robi się zimniej, a po minięciu stacji w Motańcu na odwrót – od razu cieplej.

Wyjazd kończymy przy tesco (zaopatrzenie w izotoniki), a właściwie kawałek dalej, przy skrzyżowaniu Szczecińskiej z IX Zaodrzańskiego Pułku Piechoty.

Dzięki dla wszystkich uczestników przejazdu, szczególnie dla ekipy stargardzkiej. Było oczywiście super i mam nadzieję, że jeszcze zrobimy coś podobnego. :)

Swoją drogą – zauważyliście, że google picasa przy dodawaniu zdjęć dokonuje na własną rękę "korekty"/"ulepszenia" zdjęć? Do tej pory mi to specjalnie nie przeszkadzało, ale dziś przy nocnych fotach musiałem część zdjęć odsiać, bo zostały tak zmasakrowane, że nie nadają się do publikacji. :/





















Kategoria wycieczka


  • DST 281.18km
  • Teren 23.20km
  • Czas 13:09
  • VAVG 21.38km/h
  • VMAX 44.41km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trzebiatów przez Podwilcze

Niedziela, 21 lipca 2013 • dodano: 21.07.2013 | Komentarze 12

STARGARD-Gogolewo-Chociwel-Cieszyno-Winniki-Węgorzyno-Łobez-Świdwin-Nielep-Kłodzino-Podwilcze-Rarwino-Domacyno-Karwin-Robuń-Gościno-Trzynik-Siemyśl-Gorawino-Jarkowo-Dargosław-Lewice-Trzebiatów-Bielikowo-Brojce-Stołąż-Natolewice-Wicimice-Łabuń Wielki-Resko-Ługowina-Radowo Wielkie-Orle-Rogowo-Dobra-Wojtaszyce-Mokre-Nastazin-Sokolniki-Tolcz-Łęczyca-Storkówko-Małkocin-Klępino-STARGARD

Bateria padła w drodze, stąd mapa w dwóch kawałkach.

MAPA

MAPA

Jakoś tak w środku tygodnia pomyślałem sobie, że fajnie byłoby zrobić w niedzielę coś ekstra. Pod tym pojęciem rozumiałem przebicie mojego rekordu z 2011, innymi słowy przekroczenie 320 km w jeden dzień. Do tego dołączyły nieśmiałe myśli, że może by spróbować otrzeć się o 400... W każdym razie plan minimum zakładał coś więcej niż 200 km. Wariantów trasy było kilka, w końcu zdecydowałem się na Trzebiatów, gdzie po pierwsze mogę się zatrzymać, zjeść, podładować telefon, a po drugie akurat dziś wiatr sprzyjał takiej decyzji. Ponadto wpadła mi jedna gmina do kolekcji (Rąbino, Dygowo miałem w planach).

Wczoraj przygotowałem się do wyjazdu kupując w dużych ilościach słodzone mleko w tubie, a także, czego nigdy nie robię, naszykowałem sobie kanapki. Do kompletu power-aid (do którego zresztą się dziś zraziłem, dochodząc do wniosku, że najlepiej jednak nawadnia czysta woda). Spać nawet się położyłem wcześniej.

Budzik zadzwonił o 3.30, ale go przestawiłem jeszcze o 20 minut:) Rano odgrzałem sos do spaghetti (zrobiony także podczas wczorajszych przygotowań), ugotowałem makaron i tak zaopatrzony ruszyłem dokładnie o 4.36 w kierunku Chociwla drogą, której nie znoszę, czyli krajową dwudziestką. Ruch, co w sumie nie dziwi, był mizerny. Wyprzedziło mnie kilka samochodów, kilka jechało w drugą stronę. Wschodzące słońce za to zapewniało wspaniałe widoki.



Nawet nie zauważam jak mija mi odcinek do Chociwla, a potem przez las do krzyżówki na Cieszyno Łobeskie i dalej Winniki. Tuż przed Cieszynem zatrzymuję się, na liczniku widnieje 40 km, coś tam zjadłem, sfociłem przejeżdżający akurat pociąg i pojechałem dalej – do Węgorzyna przez Winniki (dużo lepsza alternatywa od drogi DK20).



Potem dość szybko poszło do Łobza – tam jest sporo z góry, przez miasto przejeżdżam bez zatrzymywania. Za przejazdem kolejowym na DW 151 dość ostro w górę, potem w dół – w ogóle ten odcinek do Świdwina pagórkowaty, ale po podjeździe za Słonowicami już cały czas równo albo z góry. No i niestety było z góry, rozpędziłem się i do teraz żałuję, że nie zatrzymałem się, by uwiecznić napis na przystanku autobusowym o nazwie „Półchleb skrz.”, który głosił, że „Gwardia Koszalin GIEJE”. :)

W Świdwinie przy dworcu, pod słynnym pomnikiem z myśliwcem zjadam śniadanie. Spędzam tu kilkanaście minut, potem wyjeżdżam z miasta, z tym, że na przejeździe kolejowym na wyjeździe na Kołobrzeg odbijam w prawo, by po chwili cieszyć się wąską asfaltówką. Kawałek dalej odbijam w lewo, by dojechać do Nielepu. Miejscowość ta leży już w gminie Rąbino, więc niejako jest jednym z powodów dzisiejszej eskapady.



Gdy docieram do krzyżówki z drogą, która ma mnie doprowadzić do Kłodzina z lekka zwątpiłem – oczom mym ukazał się nie najlepszej jakości bruk.



Szczęśliwie okazało się, że to tylko krótki odcinek w ramach terenu zabudowanego, potem można cieszyć się dziurawym asfaltem i bardzo ładną aleją. W Kłodzinie najpierw w lewo, potem w prawo za drogowskazem na Rąbino. Ze wsi wyjeżdża się dość długim, prostym podjazdem. Następnie wytężam wzrok, bo próbuję wypatrzeć zjazd na Podwilcze (w lewo), który znalazłem sobie na GSV w piątek. Trafiam bez pudła. Jednak terenowy odcinek wydaje się być niepokojąco długi, droga kluczy po lesie, kilka razy mijam skrzyżowania i trasę wybieram „na czuja”. Całości dopełnia kilka odcinków typowej „piaskownicy”. Patrząc teraz na mapę widzę, że w jednym miejscu się pomyliłem i nadłożyłem kawałek drogi. Pod koniec z niecierpliwością oczekiwałem pojawienia się jakiejś otwartej przestrzeni.



W Podwilczu znajduję wspaniały, acz zrujnowany pałac. Tabliczki „własność prywatna” pozwala mieć nadzieję, że ten wspaniały obiekt ożyje.



Piękna jest też brama i jej zdobienia, o dziwo niewiele zniszczone, choć metalowe. W ogóle zabudowania tej miejscowości robią wrażenie. Warto się tam wybrać z aparatem, względnie przystanąć (wieś znajduje się na trasie Sławoborze – Białogard, jeździłem tędy czasami ze Stargardu do Wejherowa). Nazwa wsi wywodzi się od słynnego, pomorskiego rodu von Podewils.

Zaraz za wsią w kierunku Sławoborzy znajduje się skrzyżowanie, na którym skręcam w prawo, do Rarwina. Znów aleja, znów wąsko, znów nawierzchnia zostawia sporo do życzenia, ale klimat takich dróg, w połączeniu z zapachami ziół to coś niesamowitego. Właśnie, zapachy zaczynam odczuwać, bo wiatr (północno-zachodni) przybiera na sile.

Z Rarwina zmierzam do Domacyna, korzystając zresztą z pomocy miejscowego, bo dróg wychodzących stąd masa, a chciałem od razu trafić we właściwą. To był chyba „najciekawszy” odcinek terenu: bardzo duże przewyższenia, trochę kamieni, błota – słowem: fajnie;)

W Domacynie wyjeżdżam na asfaltówkę, która prowadzi do jakiejś rzeźby świętego czy czegoś w tym rodzaju. Pamiętam, że kilka albo i kilkanaście lat temu czytałem w jakiejś ogólnopolskiej gazecie ciekawy reportaż o genezie powstania tej rzeźby. Robię jej zdjęcie z daleka. A teraz właśnie doczytałem na wiki parę ciekawostek o, jak się okazuje, Figurze Matki Bożej Królowej Narodu. Polecam. :)



Z Domacyna szybko do wsi Karwin, gdzie robię pierwsze zakupy – w budce, w której nic nie ma, ale jest (ciepły) Kubuś. Jako, że chce mi się mocno pić, a zapasy powoli się kończą kupuję i od razu wypijam. Ponadto słyszę dźwięk telefonu, który informuje o rychłym rozładowaniu. Mocno mnie to wnerwiło, bo podróż nie trwała jeszcze zbyt długo. Potem doszedłem do wniosku, że to poranny chłód tak zmasakrował baterię.

Pod wpływem powyższej sytuacji postanawiam kierować się do Trzebiatowa najkrótszą drogą, bez zahaczania o gminę Dygowo, którą zrobię przy innej okazji;)

W Karwinie przecinam DK6 i jadę za drogowskazem do Robunia. Fajna nazwa, taka pieszczotliwa, „o ty mój Robuniu malutki, o ti ti” ;) Dokładne przeciwieństwo Biesiekierza. ;)

Za Myślinem wbijam się na piękną DDRkę w śladzie dawnej kolei wąskotorowej. Sieć tych dróg w powiecie kołobrzeskim jest gęsta, niemal wszystkie (o ile nie wszystkie) linie wąskotorowe służą dziś rowerzystom. Ja przejeżdżam kawałek drogi z Karlina do Gościna. Kawałek, bo po 3 km muszę zjechać na wyjątkowo ruchliwą dziś DW do Kołobrzegu. Na szczęście to tylko kawałek.

W Gościnie, które (ciekawostka) od niedawna jest miastem skręcam w lewo, za drogowskazem, który lekko mnie „dobija”: Gorawino 14. 14, ale prosto przez Drozdowo, a ja mając w pamięci naukę wujka z T-owa wiem, że tam trzeba nadłożyć drogi i pojechać przez Siemyśl i dopiero potem na Gorawino. Dobity jestem, bo zaczynam odczuwać trudy podróży, poza tym wiatr zaczyna wiać w twarz. I taki też był cały niemal odcinek z Gościna do Trzebiatowa.



Kulminacja nastąpiła między Trzynikiem a Siemyślem, gdzie słyszę dziwny, rytmiczny dźwięk, a chwilę później okazuje się, że w ten sposób ewakuowało się powietrze z mojego tylnego koła. Podczas naprawy odkrywam spore nacięcie na bocznej ścianie opony. Zostawiam je jednak, dzięki czemu po dojeździe do Trzebiatowa zauważam jak to koszmarnie wygląda i wzmacniam oponę łatką od środka. Nie ukrywam, że w tym momencie wahałem się nawet czy nie wrócić do domu pociągiem, bo wolałbym nie doświadczyć „przyjemności” rozpadu opony na kawałki gdzieś daleko w trasie...

Po obiedzie i krótkiej pogawędce jadę. Wybieram wariant przez Resko i Dobrą, za którym nie przepadam (ale bardziej jak za Gryfice-Golczewo). ;) Do Brojc dojeżdżam bardzo szybko, wiatr naprawdę pomaga. Tutaj postanawiam poeksperymentować i do Natolewic nie jadę przez las, po bardzo piaszczystej drodze tylko docieram do wsi Stołąż, skąd na mapie w stronę Natolewic prowadzi szara kreska.



Koniec końców okazuje się, że to bardzo fajna szutrówka, dzięki czemu wiem, że tędy będę pokonywał ten odcinek.



Przed samą wioską spotykam miejscowego, z którym miło sobie gadamy, a chwilę później przeżywam kolejną miłą przygodę z miejscowymi – w Wicimicach staruszkowie pokazują mi skrót na Dąbie (znalazłem go na mapie, ale nie byłem pewien czy dobrze jadę). Gdy ruszam wołają jeszcze raz coś za mną – zawracam i dziadek udziela jeszcze trochę szczegółowych wskazówek. Bardzo miłe. :)

Dalej trasa jest już standardowa, tak jak w kwietniu tego roku. Resko, gdzie nawiedzam Biedrę, potem dłużący się odcinek do Radowa Wielkiego i dalej do Dobrej (fragment Resko – Dobra zawsze niesłychanie mi się dłuży). Z Dobrej bardzo szybko do Wojtaszyc, a dalej skrótem na Mokre.



Kolejny skrót łączy Sokolniki z Tolczem i tu zatrzymuję się na kolację.



Końcówka przez Storkówko i Klępino. Zastanawiam się przez moment czy nie dokręcić, tym bardziej, że nie wiedzieć czemu te ostatnie kilkanaście km jechało mi się najlepiej, ale odpuszczam sobie w końcu. ;)
Kategoria >200 km, wycieczka


  • DST 62.53km
  • Teren 8.50km
  • Czas 02:56
  • VAVG 21.32km/h
  • VMAX 39.85km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Okolice Stargardu z Markiem

Sobota, 20 lipca 2013 • dodano: 20.07.2013 | Komentarze 5

STARGARD-Grzędzice-Zieleniewo-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-Stargard-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Reptowo-Cisewo-Grzędzice-STARGARD

Endo zgubiło ślad w okolicach Motańca, by za Cisewem go ponownie odzyskać. Mapa nie uwzględnia wieczornego wypadu do tesco.

MAPA

Na dziś zapowiedział się w okolicach Stargardu Marek1985. Zgadaliśmy się w tygodniu i zaplanowaliśmy spotkanie nad Miedwiem po trzeciej godzinie, a to dlatego, że miałem dziś sobotę pracującą (jak zwykle, zresztą).

Przybyłem punktulanie, Marek już czekał delektując się widokiem piątego co do wielkości jeziora w Polsce. Po krótkiej pogawędce udaliśmy się do miasta, bo chciałem conieco zaprezentować. Postanowiłem zajechać pod krzyż pokutny, który jak się okazuje jest największy w Europie. Z nim wiąże się dość zabawna historia-stwierdziłem kiedyś, że jest to zabytek, którego władze miasta się wstydzą, bo stał zarośnięty krzakami i mimo, że często koło niego przejeżdżałem nawet nie wiedziałem, że tam się znajduje. Obecnie krzaki zostały wykarczowane, a Marek mógł podziwiać jego ogrom. :)



Potem szybki skok na rynek i dalej w kierunku Szczecina - Marek miał dość napięty plan. DDRką dojeżdżamy do Kobylanki, gdzie zatrzymujemy się pod sklepem na zakupy, a kawałek dalej, przy rozjeździe na węźle w Motańcu żegnamy się - ja jadę "terenowo" do Stargardu, a Marek rusza do swojej bazy w Szczecinie.

Dzięki Marku za wspólnych kilka km, fajnie było poznać się w realu. Do zobaczenia przy następnej okazji! :)
Kategoria wycieczka


  • DST 37.50km
  • Teren 6.40km
  • Czas 02:16
  • VAVG 16.54km/h
  • VMAX 29.32km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miedwie (z Igą)

Sobota, 13 lipca 2013 • dodano: 13.07.2013 | Komentarze 0

STARGARD-Grzędzice-Miedwiecko-Zieleniewo-Kunowo-Skalin-Kluczewo-STARGARD

MAPA

Z Igą. Rekord, pobity o jakieś 16 km. Pogoda idelana, humor też. Nad Miedwie zajechaliśmy, ale były takie tłumy, że pojechaliśmy dalej, konkretniej oddać przesyłkę na os. Pyrzyckie.

Po dwudziestu paru km wyraziła chęć biegu. No to pobiegała... ;)

Kategoria wycieczka, z Igą


  • DST 109.39km
  • Teren 33.60km
  • Czas 06:41
  • VAVG 16.37km/h
  • VMAX 41.26km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Drawski Park Krajobrazowy

Niedziela, 7 lipca 2013 • dodano: 08.07.2013 | Komentarze 11

STARGARD-[samochód]-ZŁOCIENIEC-Bobrowo-Kaleńsko-Czaplinek-Stare Drawsko-Prosino-Milice-Połczyńska-Połczyn Zdrój-Zajączkowo-Kłokowo-Wola Góra-Czarnkowie-Bolegorzyn-Nowe Worowo-ZŁOCIENIEC-[samochód]-STARGARD

MAPA

Pomysł na ponowne odwiedzenie DPK chodził za mną od dawna. Dość powiedzieć, że wciąż aktualny jest plan wypadu tam ze Shrinkiem, który pewnie uskutecznimy w sierpniu. Tym razem nadarzyła się podwójna okazja-po pierwsze Wojtek, który przybył na ŚC2013 ze swoim rowerem i wówczas go rozwalił przyjechał, żeby go odebrać po naprawie, a po drugie drugi Wojtek-Trendix zaoferował transport w okolice Drawskiego Parku Krajobrazowego. Nie ukrywam, że ze względu na miejski rower Wojtka początkowo myślałem jedynie o przejechaniu DDRki w śladzie linii kolejowej ze Złocieńca do Połczyna, jednak pod wpływem rozmyślań nad trasą zdecydowałem się na powtórzenie trasy, którą pokonywaliśmy ze wspominanym Shrinkiem i Sargarthem dwa lata temu. Szalę przeważyło to, że miałem być przewodnikiem, więc nie chciałem zbytnio improwizować, tylko korzystać z przetartego szlaku.

Na punkcie zbornym, pod Trendixowym domem umówiliśmy się o 7.45, a to po to, by o godz. 8 już jechać. Wszystko poszło sprawnie, spotkaliśmy się punktualnie.



Po drodze do Złocieńca, skąd zaplanowaliśmy start zajeżdżamy jeszcze przed dworzec kolejowy w Drawsku Pomorskim, bo ładne, odnowione budynki to zawsze przyjemny widok;)



Po ściągnięciu rowerów i odczekaniu do 9.30 (informacja na forum RS) ruszamy przed siebie.



Celem początkowego etapu jest Czaplinek, który osiągamy korzystając z drogi biegnącej na południe od DK20, w bezpośrednim sąsiedztwie linii kolejowej z Runowa do Szczecinka-przecinamy tory przynajmniej 3 razy. Zapominam oczywiście o odpaleniu Endo i robię to jakieś 2 km od startu.



Pierwszą atrakcją jest zabytkowy pałac w Bobrowie, w którym obecnie mieści się OSW. Budynek ma bardzo ciekawą architekturę, dominuje nad wszystkim wysoka, charakterystyczna wieża. Niestety zamknięta brama i dopisek, że obcym wstęp wzbroniony skutecznie uniemożliwia dokładniejszą penetrację obiektu.

Za Bobrowem odbijamy w szutrówkę, która będzie towarzyszyć nam aż do Żelisławia. Cały czas jedziemy po południowej stronie linii kolejowej-niestety nie spotkaliśmy żadnego składu. Od Żelisławia korzystamy z niezwykle klimatycznej, wąskiej asfaltówki, która doprowadza nas do ośrodka wypoczynkowego nad Jeziorem Kaleńskim. Potem przez las, też po asfalcie do skrzyżowania rowerowych szlaków (nic się w tej kwestii nie zmieniło, nadal rowerowe szlaki DPK są rewelacyjnie oznakowane). Tu odbijamy w lewo, pod wiadukt, by chwilę później natrafić na drogowskaz, który kieruje nas do wielkiego głazu narzutowego „Tempelburg”-jego nazwa wzięła się od napisu wyrytego w XIX wieku na jego powierzchni. By wszystko stało się jasne należy dodać, że Tempelburg to przedwojenna nazwa Czaplinka.

Krótko później wjeżdżamy do tego miasteczka. Nie przejeżdżamy przez wielkie rondo w centrum-kierujemy się zgodnie ze znakami szlaku rowerowego bezpośrednio na promenadę nad Jeziorem Drawskim. Tutaj zatrzymujemy się na pierwszy popas i uzupełnienie płynów. Oczywiście cały czas wszystko jest dokumentowane, szczególnie przez niezastąpionego w tym względzie Trendixa.



Po krótkim odpoczynku jedziemy dalej, korzystając z trasy, którą już znam. Początkowo wschodnim brzegiem Jeziora Drawsko, potem mijamy jakieś ośrodki wypoczynkowe, by asfaltową uliczką dotrzeć w końcu do niezwykle ruchliwej, nieprzyjemnej DW 163, którą pociągniemy do nieodległego Starego Drawska. Tam wypada nam kolejny postój-jednak na wizytę na zamku Stary Drahim decyduje się jedynie Trendix. Dzięki temu dowiaduję się, że w środku, na dziedzińcu zlokalizowane są różne, „średniowieczne” stoiska. Za wstęp oczywiście trzeba zapłacić – 10 zł.

Następnie wydostajemy się z miejscowości przy pomocy wspomnianej DW163. Cały czas wyprzedzają nas, niekiedy na wariata, samochody z obcymi rejestracjami – wszyscy ciągną nad morze. Ten odcinek jest na szczęście krótki, bowiem zaraz za podjazdem zlokalizowanym za Starym Drawskiem wbijamy na asfaltówkę prowadzącą do Kuźnicy Drawskiej oraz na punkt widokowy na Spycznej Górze. To drugie sobie odpuszczamy i ponownie delektujemy się pofalowaną, wąską wstęgą asfaltu.



Nawierzchnia zresztą dość szybko się zmienia – ponownie na szuter, momentami kopny piach i płyty. Nie jest to jednak w żaden sposób uciążliwe, jedzie się ok.



Przypominam sobie Prosino i Prosinko, bo, jak już wspominałem, jechaliśmy tędy dwa lata temu. Tam był taki fajny budynek zarośnięty bluszczem – nic się w tej kwestii nie zmieniło, nadal stoi. Za Prosinem wspinamy się na dość wysokie wzniesienie, z którego roztacza się piękny widok.

Kilka km później ponownie dojeżdżamy do DW163, którą pokonamy odcinek nazywany Dolina Pięciu Jezior (tzn. nad odcinku, którym będziemy jechać miniemy jedynie dwa z nich). Droga jest tu bardzo kręta, z obu stron na kilkadziesiąt metrów wznoszą się morenowe wzgórza. Całość psuje jedynie dość duży ruch samochodów, o czym już pisałem.

Na wysokości skrzyżowania z drogą do wsi Czarnkowie odbijamy w prawo, w leśną drogę z płyt, na czerwony szlak rowerowy. Uprzedzam chłopaków, że teraz może być ciężko, dlatego odpoczywamy i posilamy się na leśnym parkingu zaraz przy drodze.



Przerwa trwa kilka minut, potem rozpoczynamy mozolną wspinaczkę – tu wyrazy uznania dla Wojtka, który na swojej ciężkiej, miejskiej landarze, mając do dyspozycji jedynie 6 biegów wciąga się na szczyt, a nachylenie momentami naprawdę „rozwala” (zresztą cała dzisiejsza trasa nie była raczej przeznaczona pod miejski rower).



Potem cieszymy się dość długim, stromym zjazdem, który jednak, jak to w życiu bywa, kończy się kolejnym… podjazdem, na szczęście już chyba nie tak stromym jak ten sprzed chwili.



Dalej pamiętam, że czerwony szlak odbijał w dość niespodziewanym miejscu od głównej drogi w jakąś niepozorną drożynę. Czujnie obserwuję znaki i udaje się tego zjazdu nie przeoczyć. I rzeczywiście, tym razem wręcz nie chce się zjeżdżać z wygodnej, ubitej drogi w chaszcze, rozryte błoto, bo tak wygląda szlak na tym odcinku. W pewnym momencie zaczynamy podprowadzać rowery opędzając się od komarów. Na szczęście odcinek nie jest długi, może ma ze 100 metrów, z tym, że cały czas pod górę. Po chwili widzę zbliżający się wyjazd z lasu na łąkę.



Już wiem, że za chwilę będziemy w Milicach, skąd dojazd do Połczyna powinien być wygodniejszy (stan drogi, którą jechaliśmy nie wszystkim się spodobał). ;)

W Milicach mijamy zabudowanie, przy którym należy skręcić w prawo, a chwilę później kolejne, przy którym dla odmiany obieramy kierunek w lewo, wspinając się w malowniczym krajobrazie na niewielkie wzniesienie.



Tutaj nasze trudy zostają wynagrodzone i rozpoczynamy długi, kilkukilometrowy zjazd do Połczyna Zdroju.

W samym mieście kierujemy się od razu na Rynek – po pierwsze, by zrobić tam zdjęcie, po drugie, żeby coś zjeść (a znalazłem na gastronauci.pl informację, że na jednej z bocznych ulic jest dobra pizza).



Zdjęcia robimy, niestety okazuje się, że pizzeria (Coloseum) ma przerwę do… 17 (jest około 14). Pytam więc jedną z przedstawicielek miejscowych kobiet o jakieś miejsce, w którym można by dobrze zjeść, dzięki czemu trafiamy do bardzo fajnej restauracji już na terenie parku zdrojowego. Lokal mieści się w starym, poniemieckim budynku. Siadamy przy stolikach na świeżym powietrzu i po chwili delektujemy się bardzo dobrym i niedrogim obiadem. Całość wieńczy zimna coca cola, czyli wszystko czego nam w tej chwili brakuje. Polecam to miejsce z całego serca. Restauracja zowie się Irena.



Po zjedzeniu ruszamy dalej – mała rundka po parku, uzupełnienie wody przy źródełku. Tutaj trochę zmyliłem drogę, bo nie pamiętałem do końca jak wyjeżdżaliśmy stąd dwa lata temu. W końcu jednak udaje się znaleźć czerwone znaki i opuszczamy Połczyn, kierując się na południe. Początkowo szlak wiedzie doliną, później wyjeżdża się pod górę pokonując dość długi, a przy tym stromy podjazd-taki urok tej okolicy.

Ostatecznie docieramy do asfaltowej DDRki poprowadzonej w śladzie linii kolejowej z Połczyna do Złocieńca. Jedzie się przyjemnie, w cieniu, widoki po jednej i drugiej stronie rozkładają na łopatki (po wyjeździe z lasu).



Sielanka nie trwa jednak długo, bo na jednym ze skrzyżowań z przecinającymi szlak drogami odbijamy w lewo, w celu dojazdu na punkt widokowy na Wolej Górze. Szutrówką falującą docieramy do asfaltówki prowadzącej z Połczyna do Drawska. Jedziemy nią jednak tylko chwilę-by dojechać do Kłokowa skręcamy w lewo, w drogę ostro opadającą w dół. Po minięciu wsi rozpoczyna się dość długi podjazd. Ulgę przynosi ponowna zmiana drogi – skręcamy w lewo w szutrówkę, która doprowadzi nas już pod wieżę widokową (na skrzyżowaniu znajduje się tablica informująca o wieży). Teraz kilka minut przez las, końcówka ostro w górę i jesteśmy u stóp wieży, a jednocześnie na szczycie Wolej Góry.

Wchodzimy ja i Trendix. Wojtek stanowczo odmawia, po stwierdzeniu, że jest na wycieczce rowerowej. Upewnia się jedynie czy 217 stopni da się pokonać na rowerze. Jako, że nie ma takiej możliwości zostaje na dole: je, pije, a przy okazji pilnuje dobytku. My z kolei niemal biegiem wpadamy na górę – pod koniec można dostać zawrotów głowy. Widok jednak wynagradza wysiłek – ociekając potem podziwiamy piękną panoramę okolicy. Tradycyjna chwila na zdjęcia i bieg w dół.



Kolejnym punktem, który chciałem zaliczyć jest muzeum PGR w Bolegorzynie. W tym celu z wieży kierujemy się krętą, piaszczystą miejscami drogą do Czarnkowia.



Tutaj zwracamy uwagę na liczne, ciekawe domy zlokalizowane przy brukowanej drodze. Na koniec na skrzyżowaniu odbijamy w prawo, za drogowskazem na Bolegorzyn. Prowadzi nas brukowana, bardzo nierówna droga przez Śmiedzięcino.



Końcówka to zjazd wąskim pasmem asfaltu do Bolegorzyna – jeden z fajniejszych i szybszych (ale i niebezpiecznych: słaba widoczność na zakrętach, niespodziewane łachy kopnego piachu) na trasie.

Muzeum PGR sprawia wrażenie zamkniętego – do środka nie wchodzimy, natomiast oglądamy ekspozycję rolniczego sprzętu na zewnątrz.



Później chwila na ławeczce na jedzenie i jedziemy dalej. Droga również jest mi znajoma – osiągamy Worowo (najpierw Nowe, potem Stare), dojeżdżając wreszcie do wspominanej już DDRki w Chlebowie. Tutaj trafia się na krótki fragment szutrowy, a przy okazji można obejrzeć dość zaniedbany budynek dawnej stacji w Chlebowie.



Pozostaje nam dość nudny odcinek, z długimi prostymi, którym koniec końców około 19 docieramy do Złocieńca. Sprawnie znajdujemy drogę na stację kolejową, gdzie pozostaje nam jedynie zapakowanie rowerów i siebie do Wojtkowej „madzi”.



Droga powrotna urozmaicona jest lodami w Drawsku Pomorskim i przejazdem przez poligonowe drogi, na których Trendix jest najlepszym przewodnikiem.

W Stargardzie meldujemy się przed 21. Po ściągnięciu rowerów podjeżdżamy jeszcze z Wojtkiem do Tesco, wracając do bazy okrężną drogą przez strefę przemysłową.

Krótko mówiąc – świetna wycieczka, teren niesłychanie urozmaicony, widoki zapierające dech w piersiach, towarzystwo zacne, śmiechu co nie miara. Całość – do powtórzenia. Dzięki chłopaki!
Kategoria wycieczka


  • DST 31.29km
  • Teren 6.60km
  • Czas 01:52
  • VAVG 16.76km/h
  • VMAX 30.78km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kobylanka

Sobota, 6 lipca 2013 • dodano: 06.07.2013 | Komentarze 4

STARGARD-Grzędzice-Cisewo-Reptowo-Kobylanka-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-STARGARD

MAPA

Oprowadzić Wojtka po podstargardzkich kątach. Tempo spacerowe, zdjęć brak, bo aparatu zapomniałem. Wszystko w ramach rozgrzewki przed jutrzejszym wypadem do DPK.
Kategoria wycieczka


  • DST 37.47km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:57
  • VAVG 19.22km/h
  • VMAX 34.69km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Okolice Stargardu z Trendixem

Piątek, 28 czerwca 2013 • dodano: 28.06.2013 | Komentarze 3

STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-Kunowo-Skalin-STARGARD

MAPA

Wczoraj Wojtek (Trendix) zapytał mnie czy wybieram się na masę do Szczecina. Oczywiście nie wybierałem się, bo w każdy piątek popołudniami pracuję. :/ Ale w zamian postanowiłem wyjechać Mu na przeciw, gdy będzie wracał.

Ze Stargardu wyjechałem tuż po 20. Zadzwoniłem, ustaliłem, że Wojtek właśnie minął przejazd kolejowy w Dąbiu i kieruje się w stronę Wielgowa. Liczyłem, że dociągnę choć do Reptowa, ale Wojtek narzucił sobie takie tempo, że spotkaliśmy się w Kobylance.

Następnie już spokojnie udaliśmy się nad Miedwie, gdzie w namiocie napiliśmy się co nieco, a potem, za moją namową, do Stargardu na około przez Kunowo (tutaj widać przygotowania do remontu - wreszcie, bo odcinek od krzyżówki w Zieleniewie do ostatnich zabudowań Kunowa to obraz nędzy i rozpaczy). Później w kierunku Bridgestone, gdzie rozmowa tak nam się klei, że postanawiamy potoczyć się DDRką w kierunku ronda kluczewskiego, a potem nowowybudowaną ulicą w stronę ronda na DW 106. Temat przewodni - skoki spadochronowe. :)

Za os. Pyrzyckim pokazuję Wojtkowi kiepskiej jakości skrót, którym można podjechać w kierunku osiedla Letniego. Tutaj rozstajemy się, a ja, jadąc jeszcze okrężnie przez rondo przy tesco docieram do domu. Niemal natychmiast po zamknięciu za sobą drzwi słyszę ulewę - ufff. :)



Kategoria wycieczka


  • DST 26.48km
  • Teren 7.00km
  • Czas 01:12
  • VAVG 22.07km/h
  • VMAX 33.50km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miedwie

Czwartek, 27 czerwca 2013 • dodano: 27.06.2013 | Komentarze 9

STARGARD-Grzędzice-Miedwiecko-Zieleniewo-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-STARGARD

MAPA

Po pracy do tesco, ale okrężną drogą.







  • DST 41.45km
  • Teren 13.50km
  • Czas 01:54
  • VAVG 21.82km/h
  • VMAX 40.20km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rekowo przez Cisewo

Sobota, 22 czerwca 2013 • dodano: 22.06.2013 | Komentarze 6

STARGARD-Grzędzice-Cisewo-Reptowo-Niedźwiedź-Rekowo-Bielkowo-Jęczydół-Morzyczyn-promenada nad Miedwiem-Zieleniewo-STARGARD

Mapa jest niekompletna, bo zapomniałem odpalić endo pod domem i zrobiłem to jakieś 6 km dalej. Dojazd do Grzędzic przez ul. Podmiejską.

MAPA

Po wszystkich sobotnich obowiązkach krótka przejażdżka przez podstargardzkie lasy. W pewnej części drogami, na których jeszcze mnie nigdy nie było (w tym na alternatywnym od „jezierzyckiego” dojeździe do Rekowa).

Przed samym Lipnikiem doganiam dwie starsze kobiety. Gdy jestem jakieś 50 m przed nimi jedna z nich upada i wygląda to dość drastycznie (przez chwilę myślałem, że przyczyną była utrata przytomności). Okazuje się jednak, że skończyło się na potłuczonym kolanie, a potrzeby wzywania karetki nie było.

Kończąc nadmienię tylko krótko, że miałem przyjemność spędzić kilka dni w Delft w Holandii, więc podzielę się zdjęciami. :)

Jak wiadomo Holandia jest krajem rowerowym. Jednak, jeśli wierzyć jednej z miejscowych dam, Delft wiedzie prym w kategorii najbardziej prorowerowych miast tego kraju. Przyznam, że momentami oczy robiły mi się jak pięciozłotówki. Wspaniała, zapierająca dech w piersiach infrastruktura, połączona z niezwykle ciekawą architekturą. Nie dziwi więc, że na ulicach widzi się całe masy rowerzystów w każdym wieku. Największe wrażenie zrobił na mnie licznik rowerów pokonujących jedno ze skrzyżowań. Gdy wracaliśmy do hotelu około 22 liczba rowerzystów, którzy tego dnia przez nie przejechali zbliżała się do... 7000! Widać to zresztą na zdjęciu, z tym, że zostało zrobione godzinę wcześniej, więc do 7000 jeszcze dość daleko. Liczba poniżej to ogólna liczba rowerzystów od początku roku.















Kategoria wycieczka


  • DST 51.50km
  • Teren 20.30km
  • Czas 02:30
  • VAVG 20.60km/h
  • VMAX 34.08km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przemocze przez Dąbrowicę

Piątek, 14 czerwca 2013 • dodano: 14.06.2013 | Komentarze 2

STARGARD-Lubowo-Siwkowo-Warchlino-Dąbrowica-Przemocze-Sowno-Wielichówko-Cisewo-Miedwiecko-Zieleniewo-STARGARD

MAPA

Chciałem pojechać gdzieś dalej (w ramach jednego dnia urlopu), ale zaspałem i wyszło jak wyszło. :)

Było bardzo wietrznie, a przez moment wyglądało, że zbiera się na burzę.





Kategoria wycieczka