Do pracy i z powrotem. W obie strony w deszczu. W drodze powrotnej umawiamy się z A. pod Galaxy i stamtąd wespół zmierzamy do domu.
Całe miasto w biało czerwonych flagach. A to z powodu 51. rocznicy pierwszego przejęcia Szczecina przez Polaków po wojnie. Potem były jeszcze dwa takie przejęcia, z czego drugie, 5 lipca, ostateczne. Ot, taka ciekawostka. Na marginesie można dodać, że obie daty upamiętnione są w nazwach tutejszych ulic ;)
Po zajęciach zdecydowałem się pojechać na pociąg do Wrocławia zamiast, jak wcześniej planowałem, do Żmigrodu. A to dlatego, że chciałem poczuć na koniec jeszcze trochę klimatu tego wspaniałego miasta, a przy okazji zjeść coś dobrego, co było o tyle łatwe, że wcześniej zasięgnęłem opinii na temat pewnej gruzińskiej i niedrogiej knajpy.
Oczywiście zgodnie z Prawem Murphy`ego niemal natychmiast po ruszeniu zaczęło padać i tak było niemal już do samego końca. Zlokalizowałem knajpę dość sprawnie - U Gruzina na ulicy Nożowniczej, polecam! Zjadłem kubdari i chaczapuri. Pyszne, gorące, chrupiące.
IC znów zaś sprawiło niespodziankę i ponownie KOZIOŁKI jechały zestawione z wagonów starego typu. Tzn. był jeden taki wagon, reszta nowoczesna, ale akurat ten jeden, wybrany to był rowerowy. Na szczęście nie było tłoku i bez problemu, mimo wąskich drzwi (we Wrocławiu jest wysoki peron) się załadowałem, a potem zasiadłem w pustym przedziale z widokiem na rower :)
Dojazd na dworzec w Opolu i powrót z dworca w Szczecinie.
Pociąg IC KOZIOŁKI, którym już kiedyś jeździliśmy. I tutaj bardzo niemiła niespodzianka, po raz pierwszy od dawna jeżeli chodzi o podróże kolejowe z rowerem. Okazało się, że do przewozu rowerów wystawiono stary wagon przedziałowy, przy czym skrajny przedział pełnił rolę "schowka" (pojemność: 3 rowery). Takie wagony jeździły lata temu i pamiętam, że wówczas był to symbol nowoczesności i komfortu. Dzisiaj, gdy się już człowiek przyzwyczaił do cywilizowanych warunków w wagonach bezprzedziałowych pociągów IC, można jedynie złapać się za głowę. Pociąg zapchany, oczywiście także ten przedział dla rowerów. Drzwi wąskie, ciężko wyrobić się na zakręcie, a już w ogóle z sakwami. No niefajna ta podróż. Aha, uwieńczeniem było osiem osób w przedziale.
Rano do pracy standardową drogą z tym, że z sakwami, bo po południu miałem już nie wracać do domu.
I tak się stało. Tuż przed 16 przyjeżdża A., z którą ruszamy do Stargardu. Drogą przez Niedźwiedź, potem z Motańca skrótem do Kobylanki. Na koniec postój na statoilu koło dworca, gdzie ja się "myję" i przebieram w cywilne ciuchy. Przez te oblucje nie zdążyliśmy zjeść razem słynnej rolki z Wyszyńskiego. A. musiała się sprężać na pociąg, więc idę sam. Po chwili wysyłam smsa: "nie masz czego żałować, zeszli na psy" ;)
Podróż prawie pustym CZCIBOREM jak zwykle komfortowa na potwierdzenie czego niniejsze zdjęcie przedkładam :P