W ciągu dnia odebrałem telefon od Rafała z bukbike. Okazało się po rozłożeniu roweru na części pierwsze, że skala naprawy będzie naprawdę duża. Cóż się dziwić? Stery? Nie robione od początku. Hamulce? Nie robione od początku. Suport? Nie robiony od początku. Kółeczka od przerzutki? Jedno wymienione, drugie oryginalne, od początku. Oprócz wyżej wspomnianych części wymiana całego napędu - korba to znów acera o crossowym układzie (od 48) + łańcuch + kaseta. Likwidacja wszystkich luzów, pisków, założenie całkiem nowych linek i pancerzy - robiłem to sam w listopadzie, ale wyszło jak wyszło. Dołożenie śruby regulacyjnej przy tylnej przerzutce, która, po informacji w innym sklepie, była rzekomo nie do dostania. Nowe klocki. Wszystko razem do kupy trochę kosztowało. Pewnie można by za to kupić już rower z najniższej półki. Ale z drugiej strony to przecież najlepszy dowód na to jak marny osprzęt się w nie pakuje... Teraz wszystko pracuje jak należy. Wziąłem sobie dodatkowo jeden łańcuch, który będę co ~1000 km zmieniał. Dłużej to to pożyje.
Na skutek nieogarnięcia logistycznego musiałem z tego Bukowego jechać w cywilnych ciuchach. A na koniec okazało się jeszcze, że przez pomyłkę klucz od mieszkania został w kieszeni innej kurtki, która wisiała sobie... w mieszkaniu. Nie miałem innego wyjścia jak nieco wydłużyć trasę i poczekać aż A. wróci z instytutu ;)
Dzisiaj tylko w jedną stronę. Potem rower pojechał w samochodzie na osiedle Bukowe, do sklepu/warsztatu BUKBIKE, któremu szefuje znany mi, sprawdzony i rzetelny serwisant Rafał, dawny pracownik coolbike`a z Wyszyńskiego. Wiem, że mogę mu maszynę powierzyć, zrobi to co trzeba, cierpliwie wyjaśni dlaczego i nie skasuje jak za zboże. Polecam to miejsce z całą odpowiedzialnością.
Lista rzeczy do zrobienia jest długa: wymiana napędu (duża), wymiana klamki hamulcowej, linek, pancerzy, regulacja przerzutek, serwis suportu, piast, itd. Ale raz na jakiś czas trzeba.
A wieczorem... Bieg na 4,5 km po Parku Kasprowicza. Po raz pierwszy od lutego albo marca 2014 :P
Rano po bułki na śniadanie do kauflanda. Potem wspólna konsumpcja tychże z eranis i starsząpania, co stanowi duet jedyny w swoim rodzaju, śmietankę kobiecego BSa by tak rzec, jedynie oktan zabrakło :P
Po konsumpcji i zakończeniu dysput, które ciągnęły się, z krótką przerwą na sen, od wczorajszego wieczora pojechaliśmy zawieźć gościnię na pociąg, po drodze zahaczając o empik w GK, gdzie Rzeczona nabyła prasę do pociągu.
Na koniec szybki odwrót do domu. Szybki, bo od samego rana mży, a wręcz pada.
Dokumentacja pobytu w dniu 6 marca 2016 poniżej :P Z całkowitą pewnością mogę napisać, że starszapani to najfajniejsza bajkstatsowiczka, którą poznałem w realu w ciągu ostatniego półtora roku :)
Klasyczne DPD, nawet nie jakoś szczególnie rozszerzone. A to dlatego, że po pracy musiałem podjechać załatwić coś na Zdrojach, a przy okazji spotkałem całkowicie przypadkowo dawno nie widzianą koleżankę. Z kolei jak już wróciłem po rower to skorzystałem z wiosennej aury i przy pomocy szmatki doprowadziłem czerwonego do jako takiego stanu. Momentami musiałem użyć siły, by odłupać zaschniętą glinę, pozostałość sobotniej wycieczki po Opolszczyźnie.
Rano do pracy tradycyjnie, lekko na około. Potem powrót do domu, szybkie zakończenie rozpoczętego wczoraj pakowania sakw na wyjazd i przejazd, wspólnie z A., na szczeciński dworzec główny. Potem szybki, wygodny i bezproblemowy przejazd Czciborem do Wrocławia uwieńczony krótką przejażdżką z PKP do zaprzyjaźnionego, otwartego na rowerzystów hostelu przy Ruskiej.
W wolnej chwili rozkręciłem kółeczka od przerzutki, bo straszliwie piszczały. Wyczyściłem je, nasmarowałem i wygląda na to, że problem rozwiązany, ale to już i tak tylko "na chwilę", bo remont zbliża się nieubłaganie.
Po południu mamy "wychodne", więc jeżdżenia rowerem dzisiaj już raczej nie będzie.
Pobudka już o 5, wspólne śniadanie z A. (dzięki, że Ci się chciało) i tuż przed 6 start przez uśpione jeszcze miasto. Trochę kombinowałem po drodze - ciężko było mi wycyrklować z czasem, żeby nie spóźnić się do roboty, ale i przedwcześnie nie zakończyć eskapady. Udało się całkiem dobrze - 10 minut przed ósmą zajechałem na miejsce.
Muszę jednak pomyśleć nad zmianą trasy - ulica Krygiera o poranku to nic miłego.