SZCZECIN(NIEBUSZEWO-Centrum-Zdroje-Klęskowo-Kijewo-Płonia)-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-Stargard-Witkowo-Kolin-Dolice-Piasecznik-Choszczno-Bierzwnik-Dobiegniew-Drezdenko-Chełst-Kwiejce-Piłka-Miały-Hamrzysko-Wronki-Szamotuły-(PKP)-
SZCZECIN(Centrum-NIEBUSZEWO)
MAPA
W tygodniu A. wymyśliła, że w niedzielę objedziemy Zalew. Z takim nastawieniem jechałem pociągiem z Wrocławia w sobotę. Jednak pod koniec podróży zacząłem się zastanawiać jak wieje wiatr i czy nie lepiej będzie machnąć jakąś dłuższą traskę niż klepać objazd zalewu, z nudnym kawałem Świnoujście-Stepnica. W końcu na wschodzie naszego województwa i na północy kolejnego czai się tyle ciekawych miejsc. Gdy przekazałem swoje spostrzeżenia A. rzekła, że dla niej trasa nie ma znaczenia. Chodzi o to, by wreszcie razem zrobić dwusetkę. Pozostało nam jedynie poinformować naszego młodego kolegę, Piotra, który chciał jechać z nami na Tour de Zalew, że plany zmieniamy. Mimo to wyraził chęć jazdy z nami (poznaliśmy go całkiem niedawno, to kolega kolegi, który swego czasu sporo jeździł, np. wyprawa do Serbii i Grecji, ale w tym roku na rowerze jeszcze nie siedział).
O 5.30 umawiamy się pod naszą bramą. My już po śniadaniu - owsianka i kanapki. Kolega czeka, a więc można jechać. Spokojnie, bez szarpania i szaleństw suniemy w kierunku Stargardu. Ja jadę z przodu, a A. dyskutuje z Piotrkiem. Potem zmiana. Tak docieramy aż do Witkowa, gdzie na pętli autobusowej robimy sobie pierwszy postój. Piotrek już tutaj został daleko z tyłu. Ale mimo to wyraził chęć dalszej jazdy. Po zjedzeniu smakołyków takich jak: czekolada, banany, kwaśniaki z kindziukiem jedziemy dalej. Piotr wciąż z tyłu, mimo, że my naprawdę jedziemy dość spacerowo. W końcu, w Kolinie A. sugeruje bym odbył z nim męską rozmowę. Ona jedzie dalej, ja czekam około 5 minut. Gdy Piotrek podjeżdża od razu mówi, że się przeliczył, że nie jest zmęczony, ale preferuje wolniejsze tempo i, że chce sobie dalej jechać sam. Wszystko, na szczęście, w atmosferze zgody i zrozumienia :) Zjeżdżamy się jeszcze w Dolicach na przejeździe kolejowym, potem machamy sobie na odchodne - my suniemy szybko na południowy wschód, Piotrek rekreacyjnie snuje się po Ziemi Choszczeńskiej ;)
Od rozstania, z pomocą wiatru kierujemy się na Choszczno, potem Raduń, Bierzwnik (postój na słabo wyposażonej stacji orlenu - dostępne tylko hotdogi z parówkami), Dobiegniew i Drezdenko wreszcie. Niestety, gdzieś tak od Witkowa spadają na nas pierwsze krople deszczu i potem towarzyszą nam niemal do samego końca. Raz słabiej, czasami dość mocno, jak na przykład po odjeździe ze stacji w Bierzwniku, gdzie strugi wody spod kół dość szybko zalewają mi buty. Chwilami przechodzi, wtedy mamy okazję się trochę podsuszyć, ale gdy tylko na moment zapominamy o tym zaczyna kropić ponownie. Nie ma jednak co narzekać - wiatr sprzyjał.
Przed Drezdenkiem słynne dwa kilometry bruku - przeszły dość znośnie. Mamy okazję zorientować się jak urocza to mieścina, gdy leją się z nieba strugi deszczu :P W końcu docieramy do Chełstu, gdzie, za namową starszejpani w jednym z jej wcześniejszych wpisów, wbijamy się w rozległe połacie Puszczy Noteckiej. Wrażenia? Pozytywne, a nawet bardzo. Aż szkoda, że to tak daleko. Drogi? O niezłej nawierzchni, niemal bez ruchu samochodowego, aromatyczne, sosnowe lasy, zapomniane wsie gdzieś w samym środku głuszy, śródleśne jeziorka, stacje kolejowe po środku lasu... Poezja :)
Za Kwiejcami Nowymi robię zdjęcie wlotowi drogi wojewódzkiej 133 z Sierakowa, o której słyszałem już dawno i którą zlustrowałem już sobie na GSV. Po zrobieniu zdjęcia mówię A., że zawsze chciałem to zobaczyć. Pyta, czy chcę wjechać tam rowerem. Żart. Hanka (a nawet czerwony) nie poradziła by sobie tam zupełnie. Całości egzotyki tej trasy dopełnia znak widoczny na zdjęciu poniżej :)
W Piłce, ponownie dzięki starszejpani, nawiedzamy park grzybowy. Wizyta ma jednak charakter pobieżny, bo już spieszymy się na spotkanie z naszą wirtualną przewodniczką oraz na pociąg :)
Na dobrą sprawę z Puszczy Noteckiej wyjeżdżamy dopiero we Wronkach, gdzie łapiemy północny brzeg Warty. Przejeżdżamy na drugą stronę rzeki i po chwili na horyzoncie majaczy nam znajoma sylwetka. A więc starszapani! :)
W tym składzie dojeżdżamy do pobliskich Szamotuł, gdzie zapada decyzja o zamknięciu wycieczki. Zajeżdżamy do kawiarni, potem docieramy pod dworzec, gdzie obdarowani przez starsząpanią wypiekami ruszamy pociągiem w świat. Konkretnie to do Szczecina, a konkretniej to nie tyle pociągiem co szmelcowatym impulsem. Piszę tak, bo w tym składzie nie da się normalnie przewozić rowerów. O niebo lepsze są klasyczne kible, względnie te po modernizacji pod warunkiem, że nie pierdzą im głośniki.
Wyprawa miała swój wymiar symboliczny - to pierwsze >200 km pokonane przez nasz duet. Jest to też pierwsze >200 od czasów czterysetki z 4gottenem i wąskim w sierpniu 2014, a więc od bardzo długiego czasu. Do kompletu to pierwsze >100 na Hance, do której z wolna się przyzwyczajam. Trochę bolą mnie przedramiona, ale to z racji typowego dla roweru szosowego ułożeniu na kierownicy.
Jestem zbudowany formą Agnieszki :) Grzała naprawdę nieźle, ani przez moment nie odpuszczała koła, od czasu do czasu odjeżdżała do przodu i nawet po 150 km musiałem ją lekko stopować! Jednak co daje regularne jeżdżenie :) Teraz tylko planować kolejne ekspady :)
Ponownie przepraszam za jakość zdjęć - to z telefonu.