Bez większego pomysłu. Po DK31 do stacji paliw w Widuchówku, a potem z powrotem, ale w Gryfinie odbijam na Gardno. Wreszcie przez Wełtyń można przejechać już normalnie, ale ponoć teraz kopią gdzieś w okolicy Żelisławca.
Jak to zwykle bywa - przez cały dzień pochmurno, po 14 lekka mżawka, ale gdy wyruszyłem w drogę lunęło jak z cebra. I tak padało przez dobre pół godziny. Zmokłem do suchej nitki. Zakupy w Dąbiu i stamtąd, planowałem, prosto do domu. Ale zrobiło się tak przyjemnie, że jednak postanowiłem nadłożyć drogi przez Tczewską i Wielgowo. W końcu MPP za pasem, a tam może się okazać, że trzeba będzie w deszczu jechać dłużej. Oby nie ;)
A już myślałem, że w ten weekend nie znajdę czasu na rower...
1) Z tego komina można teraz skakać. Platforma, jak przyjrzeć się to widać, jest 250 m nad ziemią! Podobno skok kosztuje około 450 złotych.
2) Stacja Daleszewo Gryfińskie przetrwała w (raczej) niezmienionej formie.
3) Choć niektóre przystanki i stacyjki na "nadodrzance" mają już modernizację za sobą...
4) Nadodrzańskie bulwary w Gryfinie.
5) Najbardziej malowniczy i jednocześnie najbardziej upierdliwy fragment drogi z Gartz do Hohenreinkedorf. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w czerwcu można się tu obeżreć czereśniami po korek.
6) Hohenreinkendorf przystrojone na ichniejsze dożynki. Albo jakiś jubileusz wioski.
7) Wyjątek wśród niemieckich tras przygranicznych - syfiasty asfalt w okolicach Tantow.
Snucie się bez ładu i składu. Choć nie. Był cel. Przejechać się trasą strusia w okolicy Przylepu. Teraz ja mogę odwdzięczyć się mu określeniem "darkowa droga". Pochłonąłem nieprawdopodobne ilości picia. Natomiast co do jedzenia - przejechałem to wszystko jedynie na czterech kanapkach ze śniadania. I gdy dotarłem do domu nie byłem w ogóle głodny!
Bardzo ciepło, a wiatr niemal w ogóle nie przeszkodził. W sumie można powiedzieć, że tam gdzie miał chłodzić tam chłodził.
Wyjechałem bez większego planu. Chciałem przejechać się do Niemiec. Ale najpierw, by uciułać trochę km na starcie, do centrum miasta ruszyłem przez Dąbie i DDRką wzdłuż Przestrzennej. Gdy dobijałem w okolice Łasztowni zauważyłem pod Trasą Zamkową stojącego rowerzystę w koszulce BBT. Zaciekawiony obejrzałem się, a to dawno niewidziany ;))) czerkaw we własnej osobie. Mało tego! Właśnie dzwoniący do mnie z zapytaniem o wspólną przejażdżkę! :) Tak więc dalej pojechaliśmy już razem. Najpierw postój na lody u Dutkiewicza, a potem już leniwe snucie się przed siebie - do Niemiec wjeżdżamy przez Lubieszyn, ale docieramy tam okrężną drogą przez Stobno i Dołuje. Dalej do Bismark i bocznymi, spokojnymi, równymi jak stół asfaltami wieziemy się aż do Lebehn, gdzie pokazuję kompanowi podjazd po idealnie spasowanych płytach pod Ladenthin. Dalej ostro w dół, a potem w górę aż pod Nadrensee. Kolejne km dobieramy jadąc nie prosto do Rosow, a odbijając do Tantow, skąd już prościutko przez Międzyodrze wpadamy do Gryfina. Tam, zgodnie z tradycją shake, a potem jeszcze tłucząc się po bocznej drodze przez Żabnicę i Dębce docieramy do DK31 w Daleszewie. Trochę czerkaw tam cierpiał, bo jechał na szosówce. Ale za to malownicze widoki na rzekę zaliczone. Kończymy u mnie honorowym piwkiem, po którym Paweł odjeżdża na pociąg do domu. Fajna przejażdżka.