Szybka, popołudniowa przejażdżka na Hance. Nawrotka na stacji benzynowej w Widuchówku. Gorąco, ale znośnie - wyjazd dopiero około 18 godziny. Powrót po 20 i niestety już widać, że dzień powoli coraz krótszy... Wiatr zdecydowanie sprzyjał na powrocie, stąd masa pucharków stravowych na tym kierunku.
W nocy nad Trzebiatowem przeszła potężna nawałnica. Gdy ruszałem wraz z wujkiem około 9 drogi były jeszcze tu i ówdzie mokre. Dość silny wiatr zdawał się wiać z północy, ale po drodze okazało się, że wiał z całej gamy kierunków zachodnich ;) Jednym słowem przeszkadzał. Drogi od Błotna aż do Żółwiej Błoci tragiczne do bardzo tragicznych ;) Za Goleniowem zrobiło się słonecznie, drogę rowerową po wale za Lubczyną pokonuję już w upale. Jakoś około 16 melduję się w Szczecinie.
Nieplanowany wolny weekend postanowiłem wykorzystać na wizytę u wujka w Trzebiatowie, do którego jeżdżę dość regularnie. Dość w tym wypadku oznacza poprzednią wizytę w końcu września 2017, kiedy to pojechałem do niego jeszcze z Bolszewa. I prawdę mówiąc tamta trasa licząca 220 km mniej mnie zmordowała niż ten wyjazd. Od początku było wiadomo, że będzie upalnie. Mi takie temperatury zbytnio nie przeszkadzają, ale długi dystans plus obfitość odcinków terenowych o kiepskiej nawierzchni zrobiły swoje. Po drodze wypiłem 5,5 litra płynów. Dużo jak na taką trasę, ale i z termometra nie schodziło nic niżej 27 stopni. Trochę sobie wydłużyłem drogę, dodałem parę lubianych (iglickie lasy) fragmentów, jestem zadowolony :)
Jestem pod wielkim wrażeniem pierwszego kawałka rowerowej trasy z Gryfina do Siekierek. Dziś dojechałem do Stobnicy i z powrotem. Zapowiada się świetna atrakcja. Od Szczawna (nad Tywą, kilka km za Gryfinem) zaczyna się asfaltowa nitka prowadząca śladem dawnej linii kolejowej do Chwarstnicy i dalej do Bań. Czterokilometrowy fragment od Borzymia do Małego Borzymia jest szutrowy, więc szosówki raczej odpadają. Ale za to ten kawałek malowniczo wije się przez sosnowy las, raz w górę, raz w dół. Potem dociera się znów do asfaltowej drogi, która kawałek dalej łączy się ze starą drogą rowerową i jedziemy nią aż do Bań i potem do Swobnicy. Zajechałem do zamku, większych zmian nie zauważyłem.
Powrót, dla utrwalenia ;), tą samą drogą. Z tym, że w Chwarstnicy odbijam na Sobieradz i dalej, przez Gardno, gdzie natykam się na leżącą w rowie, pijaną rowerzystkę, która jednak chęć pomocy kwituje krótkim "spierdalajcie wszyscy" dojeżdżam do chlebowskiego McD. Tam obiad i szutrową drogą do Binówka przez Drogę Mazowiecką zajeżdżam do domu.
Nie mogę się doczekać skończenia tej inwestycji. Rajd do Siekierek - obowiązkowy.
Mój ulubiony kierunek na szosę - Chojna. Przeważnie jeżdżę przez DK31, ale dziś skręciłem na Krajnik za Widuchową. I też bardzo fajna droga, szczególnie za Ognicą, gdy Odra jest na wyciągnięcie ręki. W Krajniku postój na "łocapowanie" i zakupy. W sklepiku ceny na produktach są w euro, a w złotówkach drobne, z boku. Fanta też z dystrybucji niemieckiej, a przynajmniej ja nie kojarzę takich smaków u nas - kiwi i truskawka? Dawno nie piłem, może to nic niezwykłego? Pełno sąsiadów zza rzeki na zakupach i do fryzjera. Bo na klub gogo "Grabowo richtung Chojna" chyba trochę za wcześnie? I raczej za upalnie ;)
Powrót już tradycyjnie, przez ulubioną DK31. Spokojnie, ruch jak zwykle, niewielki. Postój na picie w Dębogórze i Gryfinie, gdzie najlepsze "szejki" w okolicy. Aż żal, gdy się kończy, a w tym upale znika szybko.
Straszyli od wczoraj deszczem, a tymczasem poza niewielkimi mżawkami nic strasznego mnie nie spotkało. No, może na koniec w Bukowej trochę mocniej zaczęło padać, ale dzięki temu można było zrobić fajniejsze zdjęcia.
W weekend czas na rower został mi jedynie w niedzielne popołudnie. Postanowiłem przyprowadzić sobie rower z portu do domu przez dawno nieodwiedzane, kochane Niemcy :) A końcówka dodatkowo przez zapomnianą, a bardzo fajną drogę z Chlebowa przy brzegu Jeziora Binowskiego do Binowa, skąd niezłym podjazdem Drogi Mazowieckiej do krzyżówki z Drogą Kołowską. Na koniec szybki, godny PRa na stravie zjazd do Podjuch.