Rano, jak już wspominałem, ostatni dojazd z Bukowego rano do pracy. Bardzo gęsta mgła i duża wilgotność - dojechałem do pracy mokry, z daszku kasku nieustannie kapała woda.
Potem dość szybki przelot do pracy nr 2 - mimo, że jechałem żwawo lekko się spóźniłem.
A na koniec zapłata za trudy przeprowadzki - wreszcie dojazd do nowego mieszkania :)
Wyjechałem dziś rano ledwie kilka minut później niż wczoraj, a trasa dużo krótsza. Jednak powolne wdrapywanie się w Puszczy Bukowej to nie to samo co śmignięcie do Wielgowa ;) Ale nie żałuję. Do lasu trafiłem akurat jak zaczęło się rozwidniać. Teraz jest ten czas, gdy puszcza jest najbardziej kolorowa, do tego sucho, całkiem ciepło, no i niemal bez samochodów. Po prostu wspaniale.
Po południu nienajlepiej się czułem, stąd powrót dość mozolny i męczący...
Ostatni dzień jeżdżenia w tym tygodniu. Przynajmniej wszystko na to wskazuje, bo dziś wieczorem ruszam do Wrocławia na studia, tym razem samochodem.
Pojechałem sobie do pracy trochę naokoło, po długim czasie przez wertepiaste i nieco błotniste Zaleskie Łęgi. Potem tradycyjnie drożdżówa na Basenie G., wizyta w hurtowni wet. i tyle.
Rano nadłożyłem trochę drogi, bo musiałem dopisać się do rejestru wyborców w Szczecinie. Wyszedłem z domu trochę za szybko, więc pokręciłem się trochę po Prawobrzeżu. Potem jeszcze pyszna drożdżówa z Basenu Górniczego i do pracy.
Powrót do pracy nr 2 szybki i bezproblemowy. A po tejże i po skonsumowaniu obiado-kolacji ruszam do Puszczy Bukowej. Już na starcie gaśnie mi empetrójka, którą zapomniałem zawczasu podładować. Potem wspinam się Drogą Górską, którą uwielbiam niezależnie od strony w którą nią jadę. Drogą Kołowską zjeżdżam do Podjuch, Smoczą omijam przez Sąsiedzką, a na koniec podejmuję jeszcze decyzję o wspięciu się pod Panoramę. Do góry wtaczam się dość sprawnie. Niestety nie mam odwagi mocno rozpędzić się na zjeździe, bo jadąc w przeciwną stronę przepłoszyłem z ulicy dość sporego dzika, który na mój widok chrumknął głośno i dał drapaka w krzaki. Zjeżdżam więc gwiżdżąc donośnie, trzymając dłonie na klamkach hamulca.
Od środy rower stał w garażu w pracy. Przez te wszystkie dni była na tyle fatalna pogoda, że kierowany lenistwem i niechęcią do przemoczenia ciuchów jeździłem autem. Dzisiaj zdecydowałem się wrócić nań, mimo, że chmurzyło się. Ale ileż można odmawiać sobie roweru...
Dopiero wieczorem znalazłem czas, by podjechać do pracy, zostawić samochód i zabrać sobie rower na codzienne dojazdy. Nie chciało mi się jechać najkrótszą trasą na Bukowe, więc, mimo zmroku, kieruję się przez Podjuchy (w tym ul. Sąsiedzką) do Puszczy Bukowej. W wątłym świetle najsłabszego trybu mactronicowego scream`a docieram szosą kołowską do skrzyżowania z Drogą Górską. Nią właśnie wracam z powrotem do miasta, ciesząc się emocjonującym, szutrowym zjazdem w ciemnościach.
Na kilka długich godzin nastrój popsuł mi dziś wypadek, na który trafiłem na Leszczynowej dosłownie minutę lub dwie po fakcie. Z daleka wyglądało jakby kierowca grzebał coś przy uszkodzonym kole swojej wywrotki. Gdy podjechałem bliżej... :/