Ruszyłem bez większego planu. Na "czerwonym", bo według prognoz miało dzisiaj trochę popadać, a Hanki nie chciałem za bardzo brudzić. Przy okazji postanowiłem wpaść po bardzo długim czasie nad Świdwie i to wariantem "terenowym" aż od Bartoszewa. Plan zrealizowałem, chociaż na wieżę widokową już nie wchodziłem - bawiła tam akurat jakaś wycieczka starszych kobiet ;)
Potem, odkrywając nowe szlaki, przejechałem przez łąki do skraju wsi Łęgi, konkretnie do ulicy Nad Świdwie. Stamtąd przedostałem się różnymi kombinacjami do DDRki Dobra - Blankensee, którą kontynowałem jazdę aż do Niemiec. Wjechawszy do Blankensee wybieram drogę na Boock, którą jeszcze nie jechałem. Przekonałem się dzięki temu, że ma komfortową nawierzchnię dla szosówki nie straszną. Do samego Boock nie docieram, bo odbijam w lewo na Pławno, które przejeżdżam bez zatrzymania. Chwilę później jestem na DDRce wzdłuż szosy Lubieszyn - Locknitz, z której jednak zaraz odbijam i przez przysiółek Wilhelmshof oraz Schmagerow dobijam do Ramin. Tamże omijam wredny bruk po chodniku i po chwili sunę na południe, w kierunku Lebehn przez Sonnenberg. Sunę to może słowo nienajlepsze, bo tutaj wiatr uprzykrzał mi nieco jazdę - wiało z południowego zachodu.
Klimatycznymi płytami wspinam się pod Ladenthin (Łodzięcin), skąd pięknym, pagrókowatym fragmentem uciekam do Nadrensee. Tutaj przekraczam autostradę i na pierwszym skrzyżowaniu odbijam na południe, co umożliwia mi dojazd do Tantow przez swojsko brzmiący Radekow. Za Tantow asfalt znacznie się pogarsza, w dodatku droga wiedzie niemal cały czas pod górę i wiatr. Jadę jednak cierpliwie, wiedząc, że wkrótce to zdyskontuję. I tak w Hohenreinkendorf (polskiej nazwy NIESTETY nie znam, a pewnie znacznie ułatwiła by sprawę) skręcam w lewo, w kierunku Gartz (Hradyszcze). Wiatr zaczyna pomagać, a w dodatku przy drodze napotykam liczne, obwieszone dojrzałymi owocami czereśnie! Zatrzymuję się przy jednym z nich i chyba przez 20 minut, bez chwili przerwy opycham się tymi słodkimi owocami. Nażarłem się za wszystkie czasy, czułem, że brzuch już pełen, ale aż żal było to wszystko tak samo sobie zostawiać, więc jeszcze z chciwości się dopełniałem. Jedno szczęście, że się to później na mnie nie zemściło ;)
W Gartz przejeżdżam nadodrzańską promenadą, potem bardzo fajny, dziki kawałek Odry-Nysy, którym docieram do Mescherin (Moskorzyn). Tuż za tą wsią/osiedlem przekraczam granicę i po chwili wpadam do Gryfina, gdzie tradycyjnie rzucam się na lody. W ten sposób uzupełniam kalorie i odpoczywam przez około 20 minut.
Następnie zgodnie z planem wspinam się zboczem Doliny Odry w kierunku Gardna i DW120 jadę aż pod Stare Czarnowo. Tutaj odbijam w lewo i przez Dobropole zaliczam widokową Drogę Kołowską na całej długości, aż do Podjuch. Wyłączony z użytku Most Cłowy omijam jadąc ulicą (za duże słowo) księżnej Anny. Potem już szybko przez miasto do domu.