DPPD
Środa, 31 stycznia 2018
· Komentarze(12)
Kategoria komunikacyjnie
Rano pojechałem po raz pierwszy przez Zaleskie
Łęgi, czyli trasą, którą w swoich wyobrażeniach widziałem jako
podstawową w ramach dojazdu z domu do pracy. To po pierwsze skrót, a po
drugie ominięcie ruchliwej ulicy Walecznych, która łączy Podjuchy ze
Zdrojami.
Po krótkiej sesji foto pod mostem przy Regalicy (wschodnie ramię Odry) nadziałem się na potężne zwały błota. W tak jesiennej aurze chyba tędy nie jeździłem i się tego nie spodziewałem. Ten kiepski fragment jest krótki, ma może z 200-300 metrów, a i to nie w całości błoto, ale, przynajmniej na razie, skutecznie mnie to zniechęciło i będę jednak nadkładał km przez Zdroje. Można też pojechać Autostradą Poznańską i przy Dziewokliczu wjechać na Wyspę Pucką, ale to wiąże się z kolei z dużym ruchem na wspomnianej Autostradzie...
W drodze do pracy, już pod sam koniec, czuję, że jakoś dziwnie pływa mi tył. Początkowo myślałem, że strzeliła szprycha w kole, ale chwilę później okazało się, że to "tylko" schodzące powietrze. Czyli pierwsza guma po niecałych 500 km. Biorąc pod uwagę, że doprowadził do niej opiłek szklany nie wróżę oponom schwalbe silento zbyt długiej kariery u mnie...
Po pracy nr 1 spokojna przejażdżka do nr 2. A na koniec powtórka z przedwczoraj. Wychodzę wprost w ulewny deszcz. Na szczęście los był dla mnie łaskawszy i tym razem dość szybko przestało padać. Tym niemniej woda "z dołu" towarzyszyła mi do samego końca. Do Smoczej dojeżdżam przez srogi podjazd ulicy Sąsiedzkiej. Szybko nabiera się tam wysokości, szybko :)

Po krótkiej sesji foto pod mostem przy Regalicy (wschodnie ramię Odry) nadziałem się na potężne zwały błota. W tak jesiennej aurze chyba tędy nie jeździłem i się tego nie spodziewałem. Ten kiepski fragment jest krótki, ma może z 200-300 metrów, a i to nie w całości błoto, ale, przynajmniej na razie, skutecznie mnie to zniechęciło i będę jednak nadkładał km przez Zdroje. Można też pojechać Autostradą Poznańską i przy Dziewokliczu wjechać na Wyspę Pucką, ale to wiąże się z kolei z dużym ruchem na wspomnianej Autostradzie...
W drodze do pracy, już pod sam koniec, czuję, że jakoś dziwnie pływa mi tył. Początkowo myślałem, że strzeliła szprycha w kole, ale chwilę później okazało się, że to "tylko" schodzące powietrze. Czyli pierwsza guma po niecałych 500 km. Biorąc pod uwagę, że doprowadził do niej opiłek szklany nie wróżę oponom schwalbe silento zbyt długiej kariery u mnie...
Po pracy nr 1 spokojna przejażdżka do nr 2. A na koniec powtórka z przedwczoraj. Wychodzę wprost w ulewny deszcz. Na szczęście los był dla mnie łaskawszy i tym razem dość szybko przestało padać. Tym niemniej woda "z dołu" towarzyszyła mi do samego końca. Do Smoczej dojeżdżam przez srogi podjazd ulicy Sąsiedzkiej. Szybko nabiera się tam wysokości, szybko :)






























