m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka

Dystans całkowity:66235.28 km (w terenie 3686.23 km; 5.57%)
Czas w ruchu:2973:34
Średnia prędkość:21.93 km/h
Maksymalna prędkość:75.30 km/h
Suma podjazdów:177935 m
Maks. tętno maksymalne:191 (100 %)
Maks. tętno średnie:185 (96 %)
Suma kalorii:908099 kcal
Liczba aktywności:892
Średnio na aktywność:74.25 km i 3h 22m
Więcej statystyk
  • DST 47.74km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 22.92km/h
  • VMAX 50.84km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stargard Szczeciński - Szczecin

Środa, 13 czerwca 2012 • dodano: 13.06.2012 | Komentarze 4

Do Szczecina przez Niedźwiedź, Zdunowo. Dodatkowo podjazd na Wojska Polskiego i dopiero potem do portu (wyjazd o 20.30, na miejscu około 23).

Szczecin - Port © michuss


  • DST 124.89km
  • Teren 1.50km
  • Czas 05:01
  • VAVG 24.90km/h
  • VMAX 36.66km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stepnica

Niedziela, 10 czerwca 2012 • dodano: 10.06.2012 | Komentarze 1

STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Przemocze-Podańsko-Goleniów-Modrzewie-Kąty-Stepnica-Widzieńsko-Miękowo-Goleniów-Podańsko-Przemocze-Sowno-Smogolice-Żarowo-STARGARD

Dzisiaj miałem w planach Tour de Natur z Rowerowym Szczecinem. Umówiłem się nawet wstępnie z oclahomapl na wyjazd ze Stargardu o 4.35, ale wczoraj miałem cały dzień straszliwie wyczerpujący (12 godzin w robocie) i postanowiłem wieczorem, że sobie ten wyjazd odpuszczę, bo nie będzie dla mnie niczym więcej jak męczarnią. Budzik nawet zadzwonił o 4, ale go od razu wyłączyłem i odwróciłem się na drugi bok.

Obudziłem się przed 8 i zobaczyłem, że za oknem piękna pogoda. Oczywiście pierwsza myśl-fajnie by było się gdzieś wypuścić, ale niedaleko, bo w domu sporo rzeczy do zrobienia. W tym momencie dostałem smsa od koleżanki ze Stepnicy: „Zapraszam na kapuśniak. Jak chcesz to przyjeżdżaj”. Nie mogłem takiej piłki nie skierować do bramki;)))

O 9.10 wystartowałem. Z racji tego, że jeżdżę teraz na wąskich oponach odpuściłem sobie dłuższe fragmenty terenu (przejechałem jedynie po „piachu” od Poczernina do betonówki). Około 10.30 zatrzymałem się pod lidlem w Goleniowie, gdzie zrobiłem drobne zakupy, a potem przez Modrzewie i Kąty, czyli drogą, której nie znoszę, do celu. Wiatr lekko przeszkadzał. Na miejscu byłem jakoś o 11.40.

Wyjazd o 14.10. Droga przez Widzieńsko, potem „trójka” do Miękowa i od Goleniowa podobnie jak rano, z tym, że zamiast przez Poczernin poleciałem przez Stawno, Smogolice.

W samym Stargardzie zajechałem jeszcze do dwóch dużych sklepów AGD, gdyż musiałem kupić... pralkę;) Poszukiwania uwieńczone zostały sukcesem i od wtorku będę się cieszył nową. A w ramach zysku dodatkowego udało mi się sfotografować rowerowy parking pod tesco: serce rośnie, musiałem dłuższą chwilę chodzić i znaleźć sobie miejsce, żeby sensownie zapiąć rower:)

Wzburzony Zalew Szczeciński w Stepnicy © michuss


Te liczby na drzewach nie zwiastują niczego dobrego © michuss


Parking pod tesco w Stargardzie Szczecińskim © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 204.50km
  • Teren 0.50km
  • Czas 08:48
  • VAVG 23.24km/h
  • VMAX 46.90km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gorzów Wielkopolski

Czwartek, 7 czerwca 2012 • dodano: 07.06.2012 | Komentarze 11

STARGARD-Giżynek-Golczewo-Cargotec-Warnice-Barnim-Moskorzyn-Żuków-Wołdowo-Laskowo-Barlinek-Łubianka-Kłodawa-Gorzów Wielkopolski-Kłodawa-Łubianka-Karsko-Nowogródek Pomorski-Renice-Lipiany-Pyrzyce-Stare Czarnowo-Szczecin(Śmierdnica-Płonia)-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARD



Chodził za mną ten Gorzów od dawna. Kusiła mnie na mapie żółta kreska łącząca Barlinek z Gorzowem, biegnąca niemal cały czas przez las. Dodatkową motywacją, od jakiegoś czasu, stała się perspektywa „doliczenia” sobie do ogólnego rozrachunku kilku nowych gmin, a wręcz województwa, po którym jeszcze nie jeździłem. Wczoraj sprawdziłem prognozy co do wiatru i wyszło mi, że jak nic-trzeba jechać do Gorzowa:)

Wyruszyłem około 7.30 (dokładnie to o 7.37). Od początku postanowiłem się nie forsować zbytnio, tylko czerpać maksymalną przyjemność z jazdy. Przez pierwsze kilometry muszę się wręcz hamować, bo aż chciało by się przycisnąć, ale wolę siły oszczędzać-czeka mnie kawał drogi.

Stargard opuszczam przez tereny strefy przemysłowej i przez dawne lotnisko dojeżdżam moją ulubioną drogą do Warnic. Tutaj, około 8.20 pierwszy postój na przesmarowanie łańcucha, który zaczął się tego dopominać. Następnie droga wiedzie przez Barnim (tu ciekawostka-do niedawna trzeba było korzystać ze ścieżki rowerowej łączącej tą wieś z Warnicami, ale ktoś pościągał znaki i można legalnie zasuwać asfaltem; to dobrze, bo ten twór ddrkopodobny był nieporozumieniem). W Barnimiu odbijam na Moskorzyn przez Kłęby i Żalęcino. Docieram w końcu do wojewódzkiej sto szóstki, skręcając w prawo. Po około 2 kilometrach osiągam kolejne skrzyżowanie (tuż przed Ukiernicą)-tu z kolei odbijam w lewo, za drogowskazem Żuków, Płońsko. W oddali majaczy mi wysoka, szpiczasta wieża kościoła w Żukowie. Droga jest wąska, o dość kiepskiej nawierzchni, ale jak się potem okaże będzie jeszcze dużo gorzej:) Mijam Żuków, potem Karsko (właśnie sobie uświadomiłem, że przejeżdżałem dzisiaj przez dwa Karska) objeżdżając Jezioro Płoń od wschodu.

Widok na Jezioro Płońsko spod Karska © michuss

W końcu dojeżdżam do krzyżówki, na którą kiedyś dotarłem od strony wsi Płońsko (jechałem w zeszłym roku tędy do Pełczyc). Znajduję się już na południe od wymienionego wyżej jeziora. Skręcam w lewo, jak twierdzi drogowskaz w kierunku Pełczyc. Ale ja już wiem, że do żadnych Pełczyc nie będę dzisiaj jechał i po około 3 kilometrach natrafiam na kolejne skrzyżowanie, z którego roztacza się piękny widok na wieś Wołdowo. Za wsią całkiem pokaźne wzgórza, przypominające mi trochę krajobrazy Kaszub.

Wołdowo © michuss


Wpadam do tego Wołdowa z całkiem niezłą prędkością (miałem z góry) i popełniam strategiczny błąd. Zbija mnie z tropu to, że zaraz na początku wioski asfalt znika, a tymczasem z mapy kojarzę białą kreskę, którą miałem dojechać do Jaru Liberta (jedyna skalista forma na Zachodnim Pomorzu). Zamiast dokładnie przeanalizować mapę pytam się o drogę, bez urazy, miejscowego, wiejskiego głupka. Lepiej nie mogłem wybrać. „Którędy na Barlinek”-mówię. Odpowiada: „Za tamtymi chojnami w prawo, pod górę do Laskowa”. Ja, kojarząc z mapy, dopytuję: „To będzie przez Niepołocko, tak?”. W odpowiedzi słyszę: „Laskowo... yyy Laskowo... yyy Laskowo...”. Więc jadę dalej, zgodnie z jego wskazówkami, które wydają się zresztą całkiem logiczne, bo za „chojnami” istotnie droga odbija pod górę, zaczynają się płyty jumbo, zaś prosto wiedzie jakaś rachityczna dróżka.

Namęczyłem się pod tą górę jak koń, bo to ten pagór, co go wcześniej oglądałem (na zdjęciu widać). Płyty jumbo ułożone byle jak, dziura na dziurze, ciągnę pod tą górę. Pewnym urozmaiceniem są dwa króliki, które mi uciekają. W końcu dojeżdżam do asflatu-mam dwie możliwości: skręcić w lewo, albo w prawo. Odruchowo myślę, że powinienem pojechać w lewo, ale szybki, nieuważny rzut oka na mapę każe mi kręcić na prawo. Szczęśliwie zaraz za wioską widzę drogowskaz „Płońsko 4”. E, no coś tu nie pasuje. Cofam się. Tym razem dokładnie analizuję mapę i wściekam się. Nici z Jaru Liberta, bo zamiast skręcać za tymi cholernymi chojnami miałem jechać prosto (inna sprawa, że mapa trochę zakłamuje rzeczywistość, bo pokazuje tam drogę co najmniej asfaltową). Mógłbym wrócić, ale zjeżdżać w dół po tych płytach mi się nie chce. Zawracam więc j już zdążam we właściwym kierunku, mijając jeszcze na wylocie znak „Barlinek 10”. W międzyczasie wypogadza się, pojawia się bezchmurne niebo, słońce przygrzewa, więc wreszcie ściągam bluzę.

Pod Barlinkiem © michuss


W samym Barlinku za wiele nie obejrzałem-cały rynek zajęty był przez procesjonistów i wiele nie było widać.

Rynek w Barlinku © michuss


Pojechałem nad jezioro, gdzie wmuszam w siebie banana i wodę.

Nad Jeziorem Barlineckim © michuss


Po około 15 minutowym postoju wyjeżdżam, a w zasadzie wspinam się wylotem na Gorzów.

Widok na Barlinek od strony wjazdu z Gorzowa © michuss


Kilka kilometrów później osiągam skraj lasu, który będzie mi towarzyszyć, z małą przerwą w Łubiance, aż do Kłodawy, czyli w zasadzie przedmieścia Gorzowa. Zatrzymuję się tu ponownie, bo podjazd zweryfikował moje siły i czuję, że ten banan to było trochę za mało. Zjadam więc przygotowaną rano bułę z nutellą i bananem. Kilka minut później czuję jak działa:) Do samego Gorzowa na liczniku cały czas 26-28 km/h. Jeszcze tylko dwa krótkie postoje: na zdjęcie na granicy województw, a potem na sikanie przed samą Kłodawą.

Na granicy © michuss


Typowy widok na drodze z Barlinka do Gorzowa © michuss


4gotten w swojej relacji z jazdy z Gorzowa opisywał fatalny wyjazd z tego miasta. Rzeczywiście-przedstawia się to tak, że ze zwykłej kostki jest zrobiona oznakowana ścieżka rowerowa.

DDRka w Kłodawie © michuss


Zadowolone z siebie debile postawiły przed każdą przecznicą znak koniec drogi dla rowerów, potem jest przejście dla pieszych, a dalej znowu znak „strefa pieszych i rowerzystów”. Pomijając idiotyzm takiego oznakowania sytuacja wygląda tak, że chcąc być w zgodzie z prawem co 50 metrów mam schodzić z roweru, przeprowadzać go po przejściu dla pieszych i jechać dalej. Chore. Żeby było jasne sytuacja wygląda tak w Kłodawie i w Gorzowie na ciągu DW 151.

Prawda, że fajnie? © michuss


Po 12 dojeżdżam w końcu do Gorzowa i po małym kluczeniu po centrum docieram do skrzyżowania przy dużym, zabytkowym kościele. Skrzyżowanie przez cały mój pobyt w mieście (około 1h20`) było zablokowane z okazji wiadomych uroczystości. Próbuję znaleźć kebab-z wczoraj wyszukanych namiarów wiem, że coś jest na Łokietka. Trafiam tam, ale knajpa jest zamknięta. Lekko zrezygnowany zaczynam myśleć o starcie w drogę powrotną i zjedzeniu czegoś ciepłego na stacji benzynowej. Ale później dochodzę do wniosku, że warto pójść nad Wartę:) Już dochodząc do rzeki trafiam na kebabownię, więc po zrobieniu stosownych fot wiem, gdzie iść jeść. Swoją drogą bardzo podoba mi się to, że miasto wyraźnie jest „zwrócone” w stronę rzeki. Na bulwarach są knajpki ze stolikami, place zabaw, widać, że zostało to niedawno zrobione i, że „żyje”.

Edward Jancarz © michuss


prof. Ernst Henseler © michuss


Nad Wartą w Gorzowie © michuss


Nad Wartą w Gorzowie © michuss


Nad kebabem nie będę się rozwodził. Mogę jedynie napisać, że czegoś tak słonego chyba w życiu nie jadłem:) Biorę na drogę colę i przez zablokowane skrzyżowanie zaczynam kierować się na DW 151, tę samą, którą tu dotarłem. Tym razem jadę za drogowskazami, które zmuszają mnie do lekkiego kołowania, ale w końcu trafiam gdziem chciał.

Wyjazd spokojny, szczególnie, że brzuch pełen, a droga wiedzie cały czas pod górę. Trochę niepokoi mnie wiatr, który mi jazdę utrudnia, a zgodnie z prognozami miało być już tylko lepiej;) Dodatkowo zaczyna kropić, na dobrą sprawę nawet nie wiadomo z czego, bo nie ma jakichś ciemnych chmur:)

Znów przez lasy dobijam do Łubianki, gdzie skręcam na potwornie dziurawą, wąską i ruchliwą drogę w kierunku Nowogródka Pomorskiego przez Karsko. To drugie osiągam po jakich 5-6 kilometrach jazdy. Duża wieś, wręcz sprawia wrażenie miasta, jakieś spore zakłady przemysłowe. Wszystko dokładnie na odwrót jak w Nowogródku Pomorskim, który brałem za miasto, a najwyraźniej jest nie za dużą wsią. Droga przez cały czas fatalna, ciężko utrzymać jakąkolwiek kadencję, co chwila dziury i wyboje, łata na łacie i ani kawałka gładkiego asfaltu, którego można by się trzymać.

Główne skrzyżowanie Nowogródka Pomorskiego © michuss


Na szczęście odcinek do Renic jest już nieco lepszy. Tutaj dostrzegam po swojej lewej S3, a kilka chwil później wjeżdżam na skrzyżowanie mojej drogi, ze starą trójką. Zatrzymuję się na uzupełnienie płynów i chwilę później staje koło mnie starszy szosowiec z Gorzowa, który pyta w czym pomóc. Dziękuję, mówię, że w niczym i ucinamy sobie kilkuminutową pogawędkę. Jedzie do ronda w Pyrzycach i wraca z powrotem. Zapomniałem jedynie spytać jak on od tych Renic do Gorzowa sobie radzi, bo z mapy mi wychodziło, że nowa trójka biegnie tam śladem starej.

Tutaj zaczynam odczuwać sprzyjający wiatr. Poprawia mi to morale, które dołowało na zakończonym właśnie odcinku od Łubianki:) Do Lipian mam sześć kilometrów, które pokonuje dość szybko. Na wylocie z miejscowości zatrzymuję się na stacji benzynowej, gdzie dokupuję sobie napoje (w sumie wypiłem dzisiaj około 4 litrów płynów).

Do Pyrzyc sprawnie, w towarzystwie majaczącej na zachodzie ciemnej chmury zwiastującej deszcz (obfity, bo kropi cały czas). W Pyrzycach miałem odbić na Stargard, ale jedzie się tak przyjemnie, ze postanawiam wybrać drogę przez Kołbacz. Więc znów kilometry szerokim, wygodnym poboczem mało ruchliwej, starej „trójki”. Gdy docieram do Starego Czarnowa myślę sobie, że fajnie było by zaliczyć jednego dnia dwie stolice województw;) Wprawdzie z Płoni do właściwego Szczecina jeszcze kawał, ale administracyjnie to jednak już stolica zachodniopomorskiego:) Dlatego jadę prosto do Płoni, omijam skręt na Kobylankę przez Kołbacz. Z oddali podziwiam jedynie nową wieżę miejscowego opactwa, ale niestety nie robię zdjęcia (w ogóle w drodze powrotnej spadła mi aktywność fotografowania).

Dawna krajówka drogą gminną © michuss


Z Płoni najprościej jak się da, „dziesiątką” (na pewnym odcinku już nie pada, tylko leje) do Motańca i dalej ddrką.

Wyjazd ze Szczecina DK10 © michuss


Zaglądam na promenadę miedwiańską, ale są tam tłumy, a ich zroweryzowana część robi tak nieprzewidywalne rzeczy, że tylko podnosi mi ciśnienie, wobec czego korzystam z pierwszej możliwej okazji i uciekam z powrotem na ddrkę.

W domu jestem około 18.40.

P.S. Wczoraj wieczorem założyłem swoje stare, gładkie Continentale SportContact.
Kategoria >200 km, wycieczka


  • DST 136.10km
  • Teren 9.60km
  • Czas 06:53
  • VAVG 19.77km/h
  • VMAX 45.72km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Święto Cykliczne 2012 w Szczecinie

Niedziela, 27 maja 2012 • dodano: 27.05.2012 | Komentarze 8

STARGARD-Żarowo-Smogolice-Poczernin-Zabród-Goleniów-Rurzyca-Kliniska-Pucice-Załom-Szczecin(Załom-Dąbie-Zdroje-centrum-WIELKI PRZEJAZD ROWEROWY-centrum-Dąbie-Załom)-Załom-Pucice-Kliniska-Strumiany-Sowno-Smogolice-Żarowo-Grzędzice-STARGARD



W tym roku postanowiłem wreszcie sprawdzić jak wygląda święto cykliczne. Ponieważ wcześniej wielokrotnie rozmawiałem na temat tej imprezy ze Shrinkiem, który był prowadzącym kolumnę z Nowogardu przez Goleniów umówiliśmy się, że przyłączę się do nich w Goleniowie. Chłopaki poruszali się według rozkładu jazdy, który miał spore luzy. Z Nowogardu mianowicie wyruszyli o 7, a planowany odjazd spod dworca w Goleniowie był o 9, czyli na pokonanie nieco ponad 20 km mieli bite dwie godziny. W efekcie, kiedy oni już jechali to ja jeszcze siedziałem w domu w odległym o 30 km Stargardzie Szczecińskim. Ruszyłem dość późno, bo o 7.40, co oznaczało, że nie powinienem się po drodze zatrzymywać, z kolei powinienem utrzymywać dość przyzwoite tempo. Udało się i jedno, i drugie (no, w Bolechowie zatrzymałem się na pół minuty, żeby pociągnąć nieco z butelki)-pod dworzec w Goleniowie zajeżdżam o 8.58, punktualnie niczym przedwojenna, polska kolej;)

Goleniów, godz. 9 © michuss


Postój nieco się przeciąga. Grupa liczy 20 osób, z czego część nowogardzka to 3 osoby. Tempo raczej umiarkowane, w granicach 21-22 km/h. Spokojnie osiągamy Rurzycę, gdzie pod zamkniętym na głucho sklepem pierwszy krótki postój. Następny, podczas którego dołączają się do nas nowe osoby w Kliniskach Wielkich. Niestety, nie obyło się bez drobnych strat powstałych na skutek dość gwałtownego hamowania kolumny. Potem zatrzymujemy się jeszcze chyba w Załomiu, a na pewno na łąkach między Załomiem a Dąbiem, gdzie odbywamy, o ile się zorientowałem, tzw. sikostop.

Postój nad Chełszczącą. Po lewej widoczni Axis i Sargath, lustrujący ramę tego pierwszego;) © michuss


W liczniejszym gronie stajemy pod jednym ze sklepów w centrum Dąbia, a potem już pod lidlem w Zdrojach, gdzie widać, że ludzi będzie sporo (to punkt zborny dla ekip z Goleniowa, Węgorzyna, Stargardu Szczecińskiego, Lipian, Barlinka, Gryfina i Widuchowej). Pojawia się też obstawa policji, dzięki której bezpiecznie dotrzemy na Plac Rowerzystów w Szczecinie.

Zdroje, zbiórka grup ze Stargardu, Barlinka, Lipian, Pyrzyc, Goleniowa, Nowogardu, Węgorzyna, Gryfina, Widuchowej © michuss


Teraz jazda jest już spokojna, by nie powiedzieć powolna. Skierowani zostajemy przez Most Cłowy, a potem nową DDRką, którą docieramy aż do Mostu Portowego. Dalej ulicą Energetyków, pod Trasą Zamkową i przez Plac Żołnierza Polskiego na Plac Rowerzystów (znany ogólnie jako Plac Lotników).

W centralnym miejscu zbiórki jest już masa rowerów z ich właścicielami. Niestety, z racji tego, że dotarliśmy dość późno ustawiamy się (ja, Shrink, kolega Shrinka imieniem Daniel, Rammzes) mocno z boku i tylko z oddalenia rozpoznajemy sylwetki znajomych rowerzystów z BS i RS.

Na Placu Lotników, około południa © michuss


W końcu następuje długo oczekiwany moment i spokojnie zabieramy się do wyjazdu na ulice Szczecina. Tempo poruszania się kolumny zróżnicowane-były momenty, że cisnęło się 30 km/h (rzadko), ale były i chwile, gdy na liczniku widziałem np. 3,5 km/h:) Trasa: Jagiellońska, Aleja Piastów, Plac Kościuszki, Krzywoustego, Plac Zwycięstwa, św. Wojciecha, Obrońców Stalingradu, Plac Żołnierza Polskiego, Trasa Zamkowa, Gdańska, Trasa Zamkowa (zdjęcie wykonywane przez p. Cezarego Skórkę z jego samolotu), Plac Żołnierza Polskiego, Wyzwolenia, Rayskiego, Mazurska, Śląska, Plac Grunwaldzki, Aleja JPII, Plac Armii Krajowej, Moniuszki, Skargi, Ogińskiego, Plac Armii Krajowej, Aleja JPII, Plac Grunwaldzki, Piłsudskiego, Plac Odrodzenia, Plac Sprzymierzonych, Wojska Polskiego, Bogusława X, gdzie nastąpiło zakończenie przejazdu. Słyszałem, że działo się coś na scenie, niestety staliśmy ze Shirnkiem i Danielem dość daleko, więc jedynie zorientowałem się, że trwa losowanie, gdy wykrzykiwano numery szprychówek (nie naszych;)), a także, że przemawia marszałek województwa, pan Geblewicz, który chyba powiedział coś co wzbudziło entuzjazm zebranych;)

Jagiellońska, wzbudzamy powszechne zainteresowanie © michuss


Trasa Zamkowa © michuss


Trasa Zamkowa © michuss


Fotografuje nas pan Cezary Skórka © michuss


Deptak Bogusława, zakończenie przejazdu © michuss


W międzyczasie uzupełniłem płyny i doładowałem akumulatory kebabem z pobliskiego „Zozana”, po czym niecierpliwy Shrink z kolegami jął do mnie wydzwaniać, bo pomału chcieli ruszać w kierunku swojego matecznika. Że dzwoni mi w plecaku telefon usłyszałem, gdy już widziałem na horyzoncie Shrinka trzymającego telefon w dłoni:)

Podjąłem się wyprowadzenia nas ze Szczecina-chłopaki rzadko tędy jeżdżą, a mi się zdarza wracać czasami z pracy do Stargardu (przez Dąbie, do którego chcieliśmy dojechać). Szła nam ta jazda bardzo sprawnie. W pewnym momencie, gdzieś w okolicach Mostu Portowego wyprzedzamy grupę rowerzystów. Shrink orientuje się, że jedzie w niej człowiek, z którym pokonywaliśmy rano kilometry z Goleniowa-zaczepia go, pytając czy jadą do Goleniowa. Pada odpowiedź: „Tak, ale my jedziemy w grupie. Szybko”. No, skończyło się to tak, że już na wysokości Estakady Pomorskiej, gdy obejrzałem się do tyłu nie widziałem tej „szybkiej grupy”;) Shrinkowi i Danielowi bardzo spodobała się droga rowerowa, którą można dojechać na skraj Dąbia (prawdę powiedziawszy sam tak daleko dojechałem nią pierwszy raz, bo zazwyczaj jadę na Tczewską, a nie wyjeżdżam w kierunku Załomia).

Po wyjeździe ze Szczecina na czoło naszej trzyosobowej grupy wychodzi Daniel i to on nadaje całkiem żwawe, ale i znośne tempo-posuwamy się z prędkością ok. 26-27 km/h. Całkiem szybko, ale „straty” w średniej powstałe podczas wielkiego przejazdu są tak druzgocące, że w Kliniskach podźwignęła się ledwie do około 19 km/h;) W Pucicach próbujemy zrobić zakupy w sklepie, w którym nie dość, że prawie nic nie ma to jeszcze śmierdzi. W Kliniskach dochodzi do rozstania-Shrink i Daniel zmierzają do Goleniowa, a ja odbijam w stronę Strumian.

Tuż za rozjazdem trafiam na sklep spożywczy, w którym uzupełniam zapasy napojów-na miejscu wychlałem, bo inaczej tego nie określę, pół litrową butelkę izotonika Oshee, a zabieram ze sobą litrową butelkę coli. Miałem niesamowitą ochotę na zimne piwo, które spoglądało na mnie z lodówki pod postacią oszronionej, lodowatej butelki. Już, już chciałem to brać i wyżłopać gdzieś w lesie, ale coś mnie jednak powstrzymało;) Jak się okaże za chwilę-słusznie:)))

Kolejne kilometry mijają mi na spokojnej jeździe z wiatrem w plecy albo z boku. W Żarowie decyduję się odbić w kierunku Grzędzic, mając nadzieję, że trafię na grupę, która ze Szczecina będzie wracać do Stargardu. Wprawdzie spotkałem sporo rowerzystów, jednak chyba w większości byli to odpoczywający nad Miedwiem. Na wysokości tesco decyduję, że nie będę jechał dookoła, przez strefę ekonomiczną, tylko prosto Szczecińską, a potem zjadę sobie na „moje” os. Chopina. Ha! I tu mnie mają;) Bo tuż za rondem, w krzakach stoi sobie policyjna „nyska” i ku mojemu zdumieniu... pan policjant zatrzymuje wszystkich, no prawie wszystkich rowerzystów, w tym oczywiście mnie:) Kontrola trzeźwości. No, nieźle, pierwsza w życiu:) Pada wymowne pytanie: „Było coś?”. Odpowiadam: „Wczoraj było, dzisiaj nie”:) Chwilę później dmucham-oczywiście zero, zero. Ciekawe co by wyszło, gdybym jednak to piwko w Kliniskach sobie zafundował;) Starszy pan, który kontrolowany jest po mnie ma nietęgą minę. Nie wiem jak skończyło się w jego przypadku, ale policjant, który spytał go o to samo co mnie usłyszał: „Było”;)))

Kilka minut później zajeżdżam pod dom.

Podsumowując-cieszę się, że pojechałem. Fajnie było poznać w realu kilka osób, które znałem do tej pory tylko z BS, szkoda, że w tej całej masie nie było okazji spokojnie pogadać, ale to jest do nadrobienia. No i przede wszystkim, co najważniejsze, było nas, rowerzystów dzisiaj w Szczecinie (i nie tylko) widać.
Kategoria wycieczka


  • DST 104.21km
  • Teren 5.80km
  • Czas 04:23
  • VAVG 23.77km/h
  • VMAX 55.02km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dolice przez Dobrzany

Sobota, 26 maja 2012 • dodano: 26.05.2012 | Komentarze 3

STARGARD-Gogolewo-Trąbki-Marianowo-Wiechowo-Mosino-Lutkowo-Kozy-Dobrzany-Tarnowo-Suchań-Piasecznik-Dolice-Kolin-Witkowo-Kluczewo-Golczewo-Giżynek-STARGARD



Planowałem dzisiaj raczej jakiś krótszy wypad, bo przecież jutro w Szczecinie święto cykliczne, na które, mimo niechęci do wszelkiej maści spędów;), zamierzam się wybrać. Jechało się jednak bardzo przyjemnie i początkowy plan, który stanowiło kółko do Dobrzan z zaliczeniem gruntowej, znanej dotychczas tylko z mapy, drogi łączącej Wiechowo z Lutkowem przez Mosino został w trakcie jazdy zmodyfikowany i, koniec końców, wylądowałem aż w Dolicach, z których powróciłem sobie pięknie odremontowaną (na dużej części) drogą przez Kolin do Witkowa. Muszę przyznać, że nieco mylnie oceniłem warunki atmosferyczne i na końcowej części trasy było mi w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawkiem zimno, a na ostatnich kilometrach, praktycznie w samym Stargardzie w końcu założyłem kurtkę od wiatru.

Bardzo lubię odcinek z Lutkowa do Kóz-nigdzie chyba na dzisiejszej trasie nie miałem poczucia zwiedzania czegoś, co ktoś kiedyś na jakimś rowerowym forum określił mianem „zachodniopomorskiego interioru”. Pola po horyzont, żadnej osady w okolicy-bajka.

W Kozach pofatygowałem się w okolice dawnej stacji kolejowej. Jest tu ciekawy układ torowy w kształcie trójkąta-w czasach świetności pociągi jadące ze Stargardu Szczecińskiego do Ińska z Kóz robiły „zajazd” do Dobrzan. Wracając z tego miasteczka udawały się do Ińska już bez zmiany kierunku jazdy, dzięki specjalnie wybudowanemu systemowi rozjazdów, tworzących trójkąt. Na bikemap w przybliżeniu widać o czym mówię. Dzisiaj jednak już żaden pociąg tędy nie jeździ, więc na jednym z ramion trójkąta trwa właśnie budowa. Przyznam, że w ogóle byłem zdumiony, że ten ciekawy układ torowy zachował się w terenie. Nie wiem tylko czy przed budynkiem dworca też znajdują się tory (korzystały z nich pociągi jadące ze Stargardu do Ińska i z powrotem bez zahaczania o Dobrzany).

W Suchaniu postój w „moim” sklepie, zaraz za zjazdem z „dziesiątki” na DW w kierunku Choszczna i dalej osławionego Miedzichowa;) Spijam coca colę w puszce, a w pół litrowej butelce biorę ze sobą. Dodam, że zupełnie nie sprawdził się izotonik z Biedronki, który okazał się lepkim napojem niegaszącym pragnienia, a wręcz je wzmagającym.

Wiatr z północy i północnego wschodu. Od Marianowa słońce schowało się za chmurami i tak już zostało do końca.

Słynne, długie proste na krajowej "dwudziestce" między Stargardem a Chociwlem © michuss


Mosino © michuss


W Lutkowie © michuss


Zachodniopomorski interior © michuss


Dawna stacja wąskotorowa w Kozach, widoczny rozjazd umożliwiający jazdę z Dobrzan do Stargardu i Ińska bez zmiany kierunku jazdy © michuss


Piasecznik © michuss


Dolice © michuss


Pod Morzycą © michuss


Kolin © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 40.72km
  • Teren 3.10km
  • Czas 01:35
  • VAVG 25.72km/h
  • VMAX 37.36km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niedźwiedź

Niedziela, 20 maja 2012 • dodano: 20.05.2012 | Komentarze 4

STARGARD-Morzyczyn-Zieleniewo-Jęczydół-Bielkowo-Kobylanka-Niedźwiedź-Motaniec-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARD

Już myślałem, że w ten weekend nie przejadę ani kilometra i nie wykorzystam wspaniałej pogody. Jednak udało się wygospodarować czas w niedzielny wieczór-wyjazd o 19.57, powrót około 21.45 (w drodze powrotnej zajechałem do tesco na drobne zakupy).

Warunki do jazdy wspaniałe, niewielki wiatr, bardzo ciepło, bez pachnie, ptactwo śpiewa-czego chcieć więcej;)
Kategoria wycieczka


  • DST 192.33km
  • Teren 36.30km
  • Czas 09:11
  • VAVG 20.94km/h
  • VMAX 49.01km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wokół Jeziora Lubie

Czwartek, 3 maja 2012 • dodano: 03.05.2012 | Komentarze 12

STARGARD-Gogolewo-Dzwonowo-Chociwel-Cieszyno-Winniki-Węgorzyno-Przytoń-Brzeźniak-Kumki-Drawsko Pomorskie-Gudowo-Lubieszewo-Zatonie-Sienica-Karwice-Mielenko Drawskie-Ziemsko-Studnica-Storkowo-Ińsko-Linówko-Długie-Lutkowo-Kępno-Wiechowo-Marianowo-Czarnkowo-Pęzino-Ulikowo-Strachocin-STARGARD



Plan na ten wyjazd (to jest objechanie Jeziora Lubie) zrodził się w głowie Shrinka po rozmowie ze mną we wtorek, kiedy to zadałem sakramentalne pytanie: „Pracujesz 3?”. Okazało się, że nie pracuje i jest chętny na wypad. Wstępnie zaproponowałem Ińsko i tereny poligonowe w kierunku Drawska (Studnica, itd.). Shrink pomysł nieco zmodernizował i w efekcie mieliśmy objechać Lubie dookoła. To mogło oznaczać tylko jedno-żarty się skończyły, to już nie przelewki. Sama runda wokół jeziora z Drawska do Drawska to 50 km. Dojazd też nie w kij dmuchał, szykowała się więc nie lada wyprawa.

Jeszcze wczoraj wieczorem (2 maja) uzgodniliśmy, że jeśli rano będzie lać (a to sugerował mój ulubiony portal pogodowy icm.edu.pl) to nie będziemy się na siłę męczyć i tak długi wyjazd sobie odpuścimy. Prawdę powiedziawszy dzisiaj rano, kiedy o 6.15 zadzwonił budzik miałem cichą nadzieję, że pada, bo ostatnią rzeczą, na którą miałem ochotę było wychodzenie z łóżka. Okazało się, że pogoda jest ok, więc nie pozostało nic innego jak po przygotowaniu tego co niezbędne ruszyć w drogę.

Punkt zborny wyznaczony został pod pomnikiem z żołnierzem w Węgorzynie. Nietypowo, bo stosunkowo daleko. Godzina zbiórki – 10.00. Ruszyłem mając w zanadrzu duży zapas czasu, bo o 7.15. Najpierw chciałem sobie nieco urozmaicić nudną jak flaki z olejem drogę do Chociwla i pojechać przez Starą Dąbrowę, Kanię, ale w końcu wybrałem „dwudziestkę” i przez blisko 30 km nudziłem się na długich prostych, lekkich, niemal niewidocznych podjazdach, itd.

Gogolewo - Dzwonowo © michuss


Chociwel minąłem bez zatrzymywania, dopiero tuż za nim, przy krzyżówce z drogą na Lublino staję, by się nieco napić.

Za Chociwlem, DK 20, widok w stronę Węgorzyna © michuss


Potem droga przez las mija mi bardzo szybko, a gdy z niego wyjeżdżam skręcam w lewo (decyzja spontaniczna), by do Węgorzyna dojechać alternatywną, mało ruchliwą (chociaż i „dwudziestka” 3 maja rano jest niemal pusta) drogą.

Wjazd do Winnik © michuss


Na miejscu melduję się około 9.35, a pod pomnikiem z żołnierzem jestem 10 min. później po zrobieniu małych zakupów.

Chłopaki przyjeżdżają z drobnym poślizgiem. Skład nowogardzkiej brygady to (w kolejności alfabetycznej): Giorginio12, Hubert, Shrink i Siwiutki. Tak się złożyło, że najprawdopodobniej z okazji dzisiejszego święta miejscowy kościół zorganizował coś na kształt koncertu patriotycznego na dzwony (a raczej na komputerowy syntezator udający dzwony)-repertuar był dobrany, prawdę powiedziawszy, trochę bez ładu i składu, bo tak: najpierw leciał Mazurek Dąbrowskiego, potem puścili Bogurodzicę, a dalej to już pooooszło: Rota, Ave Maria i, ostatni, który odnotowałem już po przyjeździe chłopaków, Barka. Całość stworzyła przekomiczne wrażenie, szczególnie, że chłopaki dotarli jak akurat przez miasto płynęło dostojne Ave Maria. Skłamałem, że to zamówiłem specjalnie dla nich. Nie wiem czy mi uwierzyli. ;)

Po krótkich zakupach w miejscowych delikatesach ruszamy drogę. Wcześniej właściciel tego przybytku wychodzi i pyta nas czy przypadkiem nie udajemy się na południe, bo stamtąd (pokazuje) nadchodzi czarna chmura. Odpowiadamy, że jedziemy w inną stronę i po chwili wesoło pedałujemy w kierunku Brzeźniaka przez Przytoń.

Zjazd do Przytonia © michuss


W tym pierwszym (w sensie, że drugim) pytamy miejscową o drogę na Kumki, pada zwięzłe: „Za krzyżem w prawo”. Nie pozostaje nam nic innego jak zdać się na jej twierdzenie i przy krzyżu w istocie odbijamy w prawo. Potem droga prowadzi nas przez las, doprowadzając mnie i Huberta do szału, bo obaj mamy wąskie opony, przez co zakopujemy się co i raz. Jednak wszystko co złe szybko się kończy (czy jakoś tak) i kilkanaście minut później lądujemy najpierw na bruku, a potem asfalcie w okolicy Kumek, który doprowadza nas do Drawska Pomorskiego.

Między Kumkami a Drawskiem © michuss


Krótka sesja foto na rynku i po chwili zmierzamy w kierunku dworca kolejowego, gdzie znajduje się początek naszej dzisiejszej pętli. Po drodze ma miejsce incydent-po zignorowaniu zakaz wjazdu opuszczamy rynek pod prąd. Podobnie jak rok temu w Złocieńcu tak i tu miejscowa, czujna policja (plus dla nich) podjeżdża do nas w osobie sympatycznego funkcjonariusza na motorze z migającymi niebieskimi światełkami i dokonuje, za pośrednictwem wyżej wzmiankowanego, pouczenia, przy okazji udzielając cennych wskazówek z zakresu topografii Drawska (konkretnie informuje nas o drodze na dworzec PKP). Gdy docieramy pod stację widok co poniektórym zapiera dech w piersiach (ja ją widziałem bodajże 2 tygodnie temu, podczas opisywanego przejazdu pożegnalnego SA110, więc wiedziałem, że wrażenie będzie piorunujące). Budynek został pięknie odnowiony (przez miasto), umieszczono w nim, o ile dobrze kojarzę, straż miejską i jeszcze jakąś miejską instytucję. Całość sprawia niezwykle schludne wrażenie.

Ciut po 12 wjeżdżamy na naszą pętle. Najpierw objeżdżamy od zachodu jezioro Okra, potem przez piękne, rzepakowe pole docieramy do mostku na Drawie i w końcu do asfaltu łączącego Mielenko Drawskie z Gudowem.

Zaraz za Drawskiem, zjazd nad Drawę © michuss


Zmierzamy do tego drugiego, po drodze konsumując shrinkową czekoladę z, jak to określił, żurawinowym żelem:) W samym Gudowie skręcamy w prawo i wjeżdżamy na asfaltówkę prowadzącą do Lubieszewa przez Linowno. Nam jednak nie będzie dane zobaczyć Linowna, bo szlak odbija z asfaltu w piękną polną drogę. Chwilę później, dzięki przytomności Grześka, nie mylimy szlaku i wspinając się starą aleją zmierzamy na południe w kierunku Lubieszewa. Po kilku wjazdach/zjazdach zatrzymujemy się na chwilę, dzięki czemu WRESZCIE ściągam długie rowerowe spodnie i ubieram krótkie. Od razu jedzie się lepiej. Chwilę później zatrzymujemy się jeszcze na podziwianie pięknej panoramy z Jeziorem Lubie w tle (szlak wiedzie w pewnym oddaleniu od samego jeziora).

Widok na Jezioro Lubie spod Lubieszewa © michuss


Potem następuje chyba najfajniejszy odcinek dzisiejszej wyprawy-polna droga, taka na dwa koła z trawą pośrodku zbiega łagodnymi łukami w stronę Lubieszewa. Zjazd jest dość stromy, ale nie na tyle, żeby co chwilę hamować. Wrażenie niesamowite.

Trwa ożywiona dyskusja © michuss


Kolejny etap to komfortowy asfalt biegnący do Zatonia od Lubieszewa. Hubert stwierdza, że aż szkoda z niego zjeżdżać, kiedy szlak nieco odbija. Dodatkowo, dla wzmocnienia jego słów polna droga ostro zaczyna wspinać się do góry, nawierzchnia-kopny piach:) Tak jedziemy kilka minut i w pewnym momencie wpadamy na leśną autostradę-droga jest szutrowa, bardzo szeroka, wygląda wręcz jak przygotowana do asfaltowania. Niemal cały czas prowadzi nas lekko pod górę, na krótkich zjazdach pozwalając osiągnąć przyzwoite prędkości. W końcu docieramy do tajemniczego asfaltu. Jako, że od dłuższego czasu nie zaglądałem w mapę nie mam pojęcia czy już jezioro objechaliśmy, czy jeszcze nie. Asfaltówka okazuje się być drogą z Wierzchowa do Kalisza Pomorskiego. Nawierzchnia równa jak stół, niemal cały czas z góry-jedzie się wybornie. Ale tylko chwilę, bo znak szlaku nakazuje nam zjechać z drogi ubitej na piaszczystą, którą wpadamy do Sienicy.

Sienica © michuss


Tam, mając wspaniałe widoki dookoła, zatrzymujemy się na chwilę, a w tym czasie wyprzedza nas liczna wycieczka z Drawska Pomorskiego (robią ten sam szlak co my). Spotykamy się chwilę później na miejscu piknikowym nad Drawą, gdzie zaczynamy się zastanawiać co się stało z Grześkiem-po chwili dostrzegamy go, otoczonego wianuszkiem słuchaczy z wymienionej wyżej wycieczki, która okazuje się być organizowana przez miejscowe PTTK. Przyłączamy się do dyskusji, a krótko później odjeżdżamy do Karwicy. W niej w ogóle się nie zatrzymujemy (to właściwie tylko wojskowy ośrodek wypoczynkowy) i jedziemy dalej, do Mielenka Drawskiego, zaliczając chyba najciekawszy leśny odcinek, którego kulminację stanowi wspaniały punkt widokowy na jezioro, zlokalizowany na wysokim brzegu.

Przygotowania do foto grupowego © michuss


Parking leśny © michuss


Giorginio12 proponuje dalszy przebieg wyprawy © michuss


Tu krótki popas i dalej przez las do Mielenka. W tym czasie nawiązuję rozmowę z Siwiutkim na bardzo ciekawe tematy, t.j. dobrego piwa i nie mniej dobrego jedzenia.

W Mielenku podejmujemy decyzję o niedomykaniu pętli do końca (brakuje nam jakieś 2 km) i, zamiast tego, jedziemy na południe drogą z Drawska Pomorskiego do Kalisza też Pomorskiego. Ale tylko kawałek, bo odbijamy w las, na poligonową drogę przez Oleszno, Ziemsko do Studnicy. W tej ostatniej, z inicjatywy Siwiutkiego odbywa się sklepostop. Najwyższa pora, bo zapasy (szczególnie napojów) drastycznie się skurczyły-tu podziękowania dla Giorginio12, który chwilę przed tym, przy wojskowym amfiteatrze za Olesznem poczęstował mnie puszką coli.

Sklepostop w Studnicy © michuss


Urozmaicony wyjazd ze Studnicy © michuss


Kolejnym etapem jest Ińsko, do którego docieramy asfaltem przez Storkowo. Najpierw jedziemy na plażę, ale tu nie ma co liczyć na ciepłe żarcie, więc kierujemy się do centrum, gdzie Siwiutki zna dobrą pizzerię, ale, podobno, otwartą dopiero od czerwca. Okazuje się, że jednak już jest otwarta, dzięki czemu wszyscy, z wyjątkiem Huberta, delektujemy się pizzą (szczególnie godna polecenia jest pizza ińska).

Po jej zjedzeniu ruszamy na ostatnie wspólne kilometry. Za Ińskiem chłopaki skręcają w prawo, na Chociwel, a ja odbijam w lewo, na Linówko. Zaraz po rozstaniu wkładam sobie słuchawki do uszu, dzięki czemu kolejne kilometry umila mi trójkowy polski top wszech czasów.

Lutkowo © michuss


Pod Pęzinem © michuss


Droga do Stargardu mija mi już bez większych przygód. Melduję się u celu po 20, z, przyznam szczerze, dość dużym zapasem sił, co mnie lekko dziwi. Jednak nie podejmuję decyzji o dokręceniu brakujących kilku kilometrów do dwusetki.

Po raz kolejny muszę napisać, że wspólny wypad udał się w 100%. Mimo zapowiedzi deszczu i burz pogoda była doskonała (od Kumek do Gudowa lekko kropiło). Pomijając już walory widokowe, warto było pojechać choćby dla posłuchania kilku „tekstów tej wyprawy”. Dzięki za towarzystwo!

Nagroda za wyjazd :) © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 61.98km
  • Teren 9.60km
  • Czas 02:36
  • VAVG 23.84km/h
  • VMAX 38.10km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stepnica - Stargard Szczeciński

Środa, 2 maja 2012 • dodano: 02.05.2012 | Komentarze 2

STEPNICA-Widzieńsko-Miękowo-Goleniów-Zabród-Poczernin-Smogolice-Żarowo-STARGARD

Powrót. Wyjazd o 17.25, w Stargardzie około 20.

Goleniów - Bolechowo © michuss


*** © michuss


  • DST 57.16km
  • Teren 9.60km
  • Czas 02:25
  • VAVG 23.65km/h
  • VMAX 33.50km/h
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stargard Szczeciński - Stepnica

Wtorek, 1 maja 2012 • dodano: 02.05.2012 | Komentarze 0

STARGARD-Żarowo-Poczernin-Zabród-Goleniów-Miękowo-Widzieńsko-STEPNICA

Niemal dokładna kalka trasy z soboty. Niemal, bo wyjechałem pięć minut później i pięć minut później byłem na miejscu. Aha, sakwy były trochę cięższe dzisiaj.

Warunki do jazdy znakomite.

Poczernin © michuss


Magnoliowa aleja w Goleniowie remontowana © michuss


  • DST 76.13km
  • Teren 6.70km
  • Czas 03:18
  • VAVG 23.07km/h
  • VMAX 49.01km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stepnica - Stargard Szczeciński

Niedziela, 29 kwietnia 2012 • dodano: 29.04.2012 | Komentarze 5

STEPNICA-Widzieńsko-Miękowo-Żółwia Błoć-Mosty-Danowo-Tarnowo-Tarnówko-Stawno-Strumiany-Sowno-Wielichówko-Cisewo-Miedwiecko-Zieleniewo-STARGARD



Wyjazd ze Stepnicy o 16.30. Dość już mam standardowych podróży na trasie Stargard-Stepnica-Stargard, więc postanowiłem sobie powrót co nieco „urozmaicić”. Początkowo myślałem o zajechaniu do Świętej, ale mając w pamięci dość monotonny krajobraz na odcinku Modrzewie-Święta dałem sobie spokój z tym i zdecydowałem się spróbować przedostać się (ponownie) od „szóstki” przez lotnisko w kierunku Mostów ( z małą korektą planów po telefonie do Shrinka i otrzymaniu informacji o jakości leśnej drogi do Niewiadowa). Jechałem tamtędy trochę ponad rok temu i przejazd ten pozostawiał wrażenie robienia czegoś nie do końca legalnie (płoty z kolczastymi drutami z jednej i drugiej strony, tablice wstęp wzbroniony, jakaś brama lekko uchylona, itd.). Dzisiaj dodatkowo stała tablica „Teren budowy. Wstęp wzbroniony”, za to bramy już nie było. Dlaczego teren budowy? Ano dlatego, że trwa realizacja połączenia kolejowego lotniska w Goleniowie z linią Kołobrzeg-Goleniów, dzięki czemu na samolot będzie się można w dobrym czasie dostać ze Szczecina pociągiem. Z tego co zauważyłem stacja kolejowa będzie niemal przed samym terminalem, do przejścia będzie może 100 metrów. Super sprawa.

Dalej normalnie, przez Mosty, z pomagającym wiatrem. W Tarnowie orientuję się, że do domu już całkiem blisko, a tak przyjemnie się jedzie. Pozostaje jedynie odbić w kierunku Stawna i dłużej delektować się jazdą. Koniec końców dojeżdżam do skrzyżowania z asfaltówką na Strumiany, przy moście na Inie mijając sympatyczną rowerzystkę, która wesoło mi macha jedyną wolną ręką (drugą trzymała telefon komórkowy).

Z Sowna, dla urozmaicenia rzecz jasna, „terenowo” przez Wielichówko (chociaż drogowskaz twierdzi, że to Wielichówek) i Cisewo do Miedwiecka. Potem już tylko ddrka do Stargardu z masą weekendowych rowerzystów. Na wysokości tesco widząc chmary wyżej wzmiankowanych zmierzających w kierunku centrum odbijam i przez strefę ekonomiczną w spokoju docieram do domu. Była niemal równo 20.

Docieram do "trójki" © michuss


Budowa linii kolejowej na lotnisko w Goleniowie © michuss


Pod Mostami © michuss


Danowo © michuss


Pod Tarnówkiem © michuss