m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka

Dystans całkowity:66235.28 km (w terenie 3686.23 km; 5.57%)
Czas w ruchu:2973:34
Średnia prędkość:21.93 km/h
Maksymalna prędkość:75.30 km/h
Suma podjazdów:177935 m
Maks. tętno maksymalne:191 (100 %)
Maks. tętno średnie:185 (96 %)
Suma kalorii:908099 kcal
Liczba aktywności:892
Średnio na aktywność:74.25 km i 3h 22m
Więcej statystyk
  • DST 126.58km
  • Czas 05:37
  • VAVG 22.54km/h
  • VMAX 53.61km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łoźnica

Niedziela, 10 kwietnia 2011 • dodano: 10.04.2011 | Komentarze 6

STARGARD-Żarowo-Smogolice-Sowno-Strumiany-Stawno-Zabród-Goleniów-Żółwia Błoć-Łoźnica-Czermnica-Węgorza-Glewice-Mosty-Rożnowo-Dąbrowica-Przemocze-Małkocin-Klępino-STARGARD



Pogoda rano ok, więc pozostaje zaplanować coś z sensem, jeśli chodzi o wiatr-wczoraj mi się udało, więc pozostaję przy starej, sprawdzonej zasadzie: jeśli pod wiatr to w lesie.

Ze Stargardu wyjeżdżam niedawno wybudowaną asfaltową (!) drogą rowerową do Żarowa. Na minus można jej zarzucić rozdzielenie części dla pieszych jedynie białą linią, a przy tym znaków informujących która część jest dla kogo jak na lekarstwo.

Droga pieszo-rowerowa Stargard-Żarowo © michuss


Na tym odcinku korzystam z dobrodziejstw lemondki-wiatr wieje z północnego zachodu, ale to wystarcza, żeby znacznie utrudnić podróż. W samym Żarowie zjeżdżam na drogę, mimo że wzdłuż niej, na chodniku wyznaczono coś na kształt ścieżki rowerowej-czerwony polbruk, opadający nieustannie w górę i w dół przy wjazdach do posesji. Na szczęście w niedzielę, tuż po 9 ruch jest niewielki, więc mogę się delektować równiutką nawierzchnią. Za Żarowem odcinek w lasku, a potem osłonięty szpalerem drzew, więc wiatru jakoś szczególnie nie odczuwam i radośnie, z góry wjeżdżam do Smogolic.

Smogolice © michuss


Dalej znów przez las, aż do Sowna.

Wjazd do Sowna © michuss


Tutaj odbijam w lewo, drogą prowadzącą do Strumian. Nigdy tędy nie jechałem, a szkoda. Kawałek za Sownem moja droga przechodzi wiaduktem nad obecną drogą wojewódzką Szczecin-Chociwel. Kiedyś, w niemieckich jeszcze planach miała tędy biec autostrada Berlin-Szczecin-Królewiec, stąd niezwykła jak na drogi wojewódzkie szerokość, a przy tym wprawne oko wypatrzy miejsce pod drugie pasmo, które nigdy nie powstało i nie powstanie...

Stary, poniemiecki wiadukt nad niedoszłą autostradą-droga Sowno-Strumiany © michuss


W Strumianach moją uwagę przykuwa dziwne centrum spa, które otoczone jest wysokim plotem z drutem kolczastym;) Poza tym i kilkoma domkami w tej miejscowości, nadzwyczaj urokliwie położonej nie ma już nic. No, jest jeszcze leśniczówka, którą mijam kilkaset metrów za ostatnimi zabudowaniami, a potem już prosta po horyzont. Nie liczyłem, ale pewnie z dobre 5 km, jak nie więcej, jedzie się cały czas prosto przez sosnowy, charakterystyczny las. Na koniec dociera się do skrzyżowania, które nieuważnego kierowcę może zaskoczyć.

Skrzyżowanie dróg ze Strumian, Klinisk i Stawna © michuss


W lewo skręca się do Klinisk, w prawo do Stawna-i ten właśnie kierunek wybieram. Po drodze przeskakuje się Inę, mija kolejną leśniczówkę, by wreszcie wjechać do Stawna.

Stawno © michuss


Dalej jadę drogą, którą już zaliczałem i to w obie strony. Po dziurach, przez Zabród, przez lasy Puszczy Goleniowskiej dojeżdżam do Goleniowa właśnie.

Droga Stawno-Goleniów przez Zabród © michuss


Goleniów © michuss


Przez miasto przejeżdżam bez zatrzymywania-postój robię dopiero za przejazdem kolejowym na ulicy, która wyprowadza w stronę Gdańska (sądząc po oznakowaniu zanim wybudowano obwodnicę biegła tędy krajowa „szóstka”). Podczas postoju zjadam syte i całkiem smaczne, a przy tym dające niezłego kopa malinowe batoniki musli z Biedki. Potem czeka mnie dość długa prosta, której zakończeniem jest skrzyżowanie z „szóstką”. Przecinam je jadąc na wprost-prosto do Żółwiej Błoci, gdzie fotogaruję obowiązkowy punkt każdej wycieczki tutaj-rzeźbę żółwia, który spogląda w moją stronę bez entuzjazmu.

Żółw w Żółwiej Błoci © michuss


Potem lasami, aż do Łożnicy przez Niewiadowo. Spokojne drogi, trochę dziurawe, ale zapach z sosnowego lasu wynagradza wszystko. Poza tym chroni od wiatru, o którego sile przekonuję się po wyjeździe na otwartą przestrzeń przed Łożnicą, gdzie silne podmuchy są dość mocno odczuwalne.

Łożnica © michuss


Z Łożnicy skręcam do Czermnicy. Znów zapomniana przez wszystkich droga, czyli to co lubię. Na pewnych odcinkach czuję przedsmak tego, co czeka mnie później, czyli silny wiatr w plecy. Rozpędzam się znacznie, a przy okazji nadrabiam straty w prędkości średniej.

Czermnica-byłem tu dwa razy w życiu. Dzisiaj jest ten drugi. Pierwszy był tydzień temu. Znaną już drogą jadę do Węgorzy, skąd, zgodnie z mapą, powinienem drogą nie najlepszej jakości, trzecio-, albo i czwartorzędną dojechać do „szóstki” pod Glewicami. Zdziwienie maluje mi się na twarzy, bo ta boczna droga okazuje się być całkiem przyzwoitą trasą, z asfaltem bez dziur (no, może prawie bez dziur), szczególnie na odcinku zaraz za Węgorzami. Po drodze przekraczam most na Stepnicy, co przypomina mi, że jednym z wariantów na dzisiejszy dzień miał być wyjazd do Stepnicy.

Author nad Stepnicą © michuss


Następnie czeka mnie dość krótki odcinek do pokonania krajową „szóstką”. Jedzie się nawet fajnie-te same miejsca z perspektywy siodełka rowerowego wyglądają zupełnie inaczej, a dodam, że przejeżdżałem tędy samochodem wielokrotnie i nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będę ten odcinek zaliczał na rowerze. Oczywiście najfajniejsze są światła w Glewicach, o których, jako kierowca, wiem, że zmieniają się z czerwonego na zielone zawsze w ostatniej chwili, wymuszając na kierowcach zredukowanie prędkości. Ta zasada nie działa przy jeździe na rowerze, stąd łamiąc przepisy przebijam się na czerwonym przez puściutkie skrzyżowanie. Dalej docieram do skrzyżowania przy porcie lotniczym, gdzie podejmuję udaną próbę skrętu w lewo. Mijam zabudowania lotniska, widzę jakiś samolot na płycie. W sumie ciekawe-tak do mnie dociera, że w rocznicę sławetnej katastrofy los rzucił mnie w miejsce również związane z lotnictwem.

Port Lotniczy Goleniów © michuss


Dalej jest z przygodami. Prosta, którą jadę, zostawiając lotnisko z lewej strony po około 1,5 km od skrzyżowania z „szóstką” kończy się bramą przed jakimiś lotniskowo-wojskowymi budynkami. Już mam wracać się do lotniska, skąd odchodziła wyraźna prosta asfaltówka do Glewic, skąd, zgodnie z mapą, jest prosty przejazd do Mostów kiedy zauważam, że przed bramą, wzdłuż płotu jest jakaś dziurawa droga. Jadę nią, po chwili z dziurawej gruntówki zjeżdżam na płyty. Nie wróżę sobie sukcesu, bo z jednej z drugiej strony mam płoty, co prowadzi mnie do wniosku, że pewnie zaraz dojadę do kolejnej bramy. Tak się jednak nie dzieje. Docieram do wąskiej, asfaltowej drogi, którą prowadzi mnie przez otwartą, zapomnianą przez wszystkich bramę, wzdłuż torów linii kolejowej Goleniów-Kołobrzeg do przystanku PKP Mosty. Tutaj znajduje się też skrzyżowanie-dedukuję, że skręcając w prawo dojadę do Mostów, natomiast gdybym skręcił w lewo... No właśnie-zaraz za przejazdem kolejowym jest brama prowadząca do jednostki wojskowej. Ciekawe... Z mapy wynikało, że z Glewic do Mostów jest normalny przejazd... Jak to się można czasem naciąć-a pomyśleć, że nawet chciałem początkowo ominąć lotnisko i pojechać krótszą drogą z Glewic prosto do Mostów...

Jednostka Wojskowa w Mostach © michuss


Od przejazdu kolejowego do wsi Mosty jest dobre kilka km. Ale wyraźnie czuję moc wiatru, który pcha mnie, w związku z czym bez problemów uzyskuję prędkości rzędu 30-35 km/h, praktycznie bez większego wysiłku. Dalej jest jeszcze lepiej, bo z Mostów jadę w kierunku Rożnowa, przez pola, mając dookoła siebie otwartą przestrzeń, więc wiatr ma naprawdę duże pole do popisu.

Wiosna pod Goleniowem © michuss


Na zjeździe do Danowa osiągam maksymalną prędkość tego wyjazdu-nieco ponad 53 km/h.

Od Tarnowa do Rożnowa już kiedyś jechałem, więc pamiętam, żeby wystrzegać się dziur. A w Tarnowie trafiam na rzadko spotykany widok-bydło wypasane w lesie.

Bydło w lesie © michuss


Z kolei w Rożnowie jadę prosto-do Dąbrowicy.

Dąbrowica-tutaj czas się zatrzymał © michuss


Tutaj zaliczam skuchę, bo chciałem pojechać do Warchlinka, a kończy się tak, że wyjeżdżam w Przemoczu. Prawdę powiedziawszy widziałem zarośniętą drożynę, która najwyraźniej była tą, w którą powinienem się skierować, ale uznałem, że to może być sajgon (w zeszłym roku w tych okolicach, kierując się moją mapą przedzierałem się przez trawy po pas-wg kartografów miała to być droga Przemocze-Poczernin) i wybrałem wygodniejszy trakt.

Panorama na Przemocze © michuss


Z Przemocza boczną drogą, nieco na skróty dojeżdżam do opisywanej już betonówki (czyli niedoszłej autostrady), którą docieram do małego przysiółka Siwkowo, a dalej już zwyczajnie przez Małkocin, Klępino do Stargardu.

"Betonówka", czyli niedoszła autostrada © michuss


Wyjazd bardzo udany, praktycznie nie czułem zmęczenia. Widocznie zaliczka z poprzedniego weekendu procentuję-pokonałem wówczas nieco ponad 100 km praktycznie cały czas pod wiatr.

Na koniec dodam, że już jakiś czas temu zwróciłem, że w Zachodniopomorskiem w prawie każdej wiosce, nawet tych najmniejszych, znajdują się ciekawe, zabytkowe kościoły. Stąd dzisiaj postanowiłem przynajmniej część z nich uwiecznić na matrycy:)
Kategoria wycieczka


  • DST 64.66km
  • Czas 03:05
  • VAVG 20.97km/h
  • VMAX 47.55km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Skrajem Puszczy Bukowej

Sobota, 9 kwietnia 2011 • dodano: 10.04.2011 | Komentarze 3

STARGARD-Grzędzice-Cisewo-Wielichówko-Szczecin(Wielgowo-Zdunowo-Sławociesze-Płonia-Śmierdnica)-Dobropole-Stare Czarnowo-Kołbacz-Bielkowo-Jęczydół-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARD



Na rower czas znalazłem dopiero po 16. Z racji tego, że dość mocno wiało z zachodu postanowiłem udać się właśnie w takim kierunku, żeby wracać z wiatrem. Obrałem kierunek Puszcza Bukowa, a przy okazji zdecydowałem się odszukać drogę z Wielichówka do szczecińskiego Wielgowa.

Ruszyłem pod ostry wiatr. Mam wrażenie, że później, w trakcie jazdy nieco osłabł, ewentualnie ja przywykłem do tych podmuchów.

Ze Stargardu wyjechałem przez pola w kierunku Grzędzic, a konkretniej drogą, która wprowadza na peron przystanku Grzędzice Stargardzkie. Było to o tyle korzystne, że część tej drogi wiedzie przez las, gdzie wiatr nie był tak bardzo dokuczliwy. Taką zasadą kierowałem się też później, decydując się na drogę lasami aż do Szczecina. Czyli tak: z Grzędzic aleją w kierunku przysiółka Grzędzice-Majątek, potem leśnymi drogami do Cisewa.

Grzędzice Majątek © michuss


Wiosna pod Grzędzicami © michuss


Tutaj krótki fragment równiuteńkiego asfaltu, by znów zjechać z niego i jednocześnie wkroczyć w ostępy leśne, którymi docierami do kolejnej wioski położonej w samym sercu reptowskich lasów-do Wielichówka.

Droga Cisewo-Wielichówko © michuss


Dalej drogą ni to gruntową, ni to asfaltową (podejrzewam, że ktoś sobie ją ulepszył na własną rękę). Ten dukt początkowo wiedzie przez łaki, a potem wprowadza do lasu, by po kilkuset metrach dotrzeć do drogi Reptowo-Sowno. Dzisiaj przecinam ją i jadę prosto. Tak na logikę powinienem dojechać do Szczecina. I rzeczywiście, po kilku km zauważam zabudowania Wielgowa, czyli jestem na miejscu. Wcześniej miałem trochę atrakcji, po na pewnym odcinku droga jest brukowana, potem wylane jest na niej coś na kształt asfaltu, a na koniec znów piach i dziury. Nie mniej, jedzie się tamtędy fajnie i całkowicie omija różne ruchliwe drogi, które, przynajmniej na razie, są nie do uniknięcia przy podróży ze Stargardu do Szczecina rowerem (w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o już rozpoczętej budowie drogi rowerowej z Zieleniewa aż do Motańca, wzdłuż dawnej „dziesiątki”).

Z Wielgowa do Puszczy Bukowej jadę przez Zdunowo, Sławociesze, Płonię i Śmierdnicę, skąd wjeżdżam do lasu ulicą o wiele mówiącej nazwie Droga do Glinnej. Sam wyjazd ze Szczecina tą drogą jest niezwykle klimatyczny-człowiek ma wrażenie, że jest na wsi-widać, że kiedyś ta dzielnica była samodzielną wioską. Zresztą co się dziwić-to jedna z bardziej odległych od centrum dzielnic i niewiele się tu pewnie zmieniło. Droga na odcinku „miejskim” jest brukowana, po wyjechaniu poza terytorium Szczecina po chwili wjeżdżamy na asfalt i rozpoczynamy podjazd-stosunkowo łagodny, na krótkich odcinkach nieco „ostrzejszy”.

Po wjechaniu na górę mijam skrzyżowanie na Kołowo i jadę prosto, zgodnie ze znakiem na Glinną. Potem jednak odbijam w lewo i przez Dobropole Gryfińskie zjeżdżam do Starego Czarnowa, skąd już tradycyjnie i bez przygód, przez Kołbacz, Bielkowo, Jęczydół, Morzyczyn wracam do domu.

Dobropole Gryfińskie © michuss


Wjazd do Kołbacza, w głębi dawne opactwo cystersów © michuss


Po drodze zatrzymuję się jedynie nad brzegiem Miedwia zobaczyć jakie spustoszenie wyrządziła tu powódź.

Zmierzch nad Miedwiem © michuss


Na zakończenie pochwalę się, że dzisiaj przeszły chrzest moje nowo zakupione opony-Continental SportContact. Bieżnik jest gładki, typowo szosowy, stąd miałem trochę problemów w lesie, ale na asfalcie jest ok. Poza tym, że zdziwiły mnie tym, że są głośne.

Nowe opony-Continental SportContact © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 104.43km
  • Czas 05:12
  • VAVG 20.08km/h
  • VMAX 36.16km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Walka z wiatrem, czyli powrót z Trzebiatowa

Niedziela, 3 kwietnia 2011 • dodano: 03.04.2011 | Komentarze 4

TRZEBIATÓW-Gryfice-Unibórz-Błotno-Nowogard-Redło-Maszewo-Storkówko-Klępino-STARGARD



Plan zakładał powrót z Trzebiatowa do Stargardu przez Dobrzycę, Radowo, Węgorzyno, Ińsko, Ciemnik, Dobrzany, ale musiałem go zweryfikować podczas krótkiego spaceru. Wiało bardzo mocno i zdałem sobie sprawę, że pokonanie tak długiej trasy może być problemem, tym bardziej, że po wczorajszej jeździe dość mocno dawały o sobie znać długo „niejeżdżone” kolana. Decyduję się więc na wariant jak najkrótszy, tym bardziej, że jeszcze okazja do odwiedzin Trzebiatowa w tym roku będzie i wtedy postaram się coś wykombinować.

Ruszam około 12.30 (półtorej godziny po planowanym ruszeniu) i od razu uświadamiam sobie zarówno trafność rezygnacji z dłuższej trasy jak i wątpliwość w osiągnięcie celu w takich warunkach. Wyjazd z Trzebiatowa w kierunku Gryfic to długa prosta, niczym nie osłonięta. Wieje tutaj niesamowicie, tym bardziej, że wokół drogi rozpościerają się pola. Licznik zatrzymał się na magicznej siedemnastce i bardzo ciężko jest pojechać choć trochę szybciej... Cały odcinek Trzebiatów-Gryfice składa się z wielu długich prostych, więc wywiało mnie dość konkretnie. Najlepszym obrazem sytuacji jest fakt, że wczoraj odległość pomiędzy tymi miastami-18 km-pokonałem w 45 minut, a dzisiaj lekko przekroczyłem godzinę. Maksymalna osiągnięta prędkość to... 24 km/h. Na 18 km odcinku!

Jedna z prostych między Trzebiatowem a Gryficami © michuss


W Gryficach robię sobie przerwę nieopodal muzeum kolei wąskotorowych. Zjadam batona, piję wodę i zaczynam się zastanawiać czy mi się uda.

Muzeum Kolei Wąskotorowych w Gryficach © michuss


Krótko później zostaję utwierdzony w swoich wątpliwościach-wyjazd z Gryfic w kierunku Uniborza (drogowskaz Golczewo) jest poprowadzony długą prostą. Zakładałem, że będzie wiało tam z boku, ale wieje albo prosto w twarz, albo nieco pod kątem, ale też przeciwnie do kierunku jazdy... Teraz jest jeszcze lepiej, bo licznik „zatrzymuje” się na 16 km/h, a przede mną jeszcze jakieś osiemdziesiąt km do celu... Na szczęście potem zaczynają się odcinki, na których jest się przynajmniej trochę osłoniętym od wiatru-momentami udaje się przez dłuższą chwilę utrzymać 25-26 km/h, ale to krótkie chwile. Odcinek ten przejeżdżam bez zatrzymywania-dopiero w Uniborzu biorę łyka wody, a chwilę później, już za golczewskim rondem, po skręcie w lewo na Nowogard robię sobie dłuższy postój. Tu jedzie się akurat świetnie, bo droga poprowadzona jest przez gęsty las, więc wiatru się praktycznie nie odczuwa. Poza tym poprawiam sobie nieco ustawienie lemondki, w związku z czym uzyskuję, przynajmniej tak mi się wydaje, optymalną pozycję. Nawet po wyjeździe z lasu mam wrażenie, że wiatr nieco zelżał, bądź kierunek jazdy zmienił się na tyle, że aż tak mocno się go nie odczuwa.

W Nowogardzie zatrzymuję się na kupno napoju, a potem kilka km za miastem, na drodze w kierunku Redła na jedzenie i wodę. Dzisiaj przerwy robię sobie częściej, praktycznie co 20 km.

Aleja Nowogard-Redło © michuss


Od Redła już znajoma z wczoraj trasa, z tym, że dziury są jakby nieco bardziej odczuwalne;)

Dziury w drodze z Redła do Maszewa © michuss


W Maszewie robię ostatni postój-zjadam tu cały pozostały zapas batonów z musli i, podobnie jak wczoraj, przez Storkówko, Małkocin, Klępino dojeżdżam do Stargardu, przekonując się przy okazji, że wietrzysko chyba sobie trochę odpuściło.

Droga Małkocin-Storkówko © michuss


Ostatnie km po Stargardzie na szybko, ponad 25 km/h (staram się chociaż nieco „uratować” średnią-od początku wiedziałem, że przekroczyć 20 km/h będzie trudno).
Kategoria wycieczka


  • DST 107.85km
  • Czas 04:34
  • VAVG 23.62km/h
  • VMAX 43.40km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trzebiatów

Sobota, 2 kwietnia 2011 • dodano: 03.04.2011 | Komentarze 5

STARGARD-Klępino-Storkówko-Maszewo-Redło-Osina-Kikorze-Błotno-Unibórz-Gryfice-TRZEBIATÓW

#lat=53.69345&lng=15.06775&zoom=8&type=2

Niestety, z powodu tzw. natłoku obowiązków ruszyć ze Stargardu mogłem dopiero około 15. Planowałem dojechać do Trzebiatowa na mniej więcej 20 i tak się udało.

Jako, że nie przepadam za ruchliwą drogą Stargard-Nowogard postanowiłem pojechać alternatywną trasą na północ. Początkowo chciałem przez Nowogard przejechać, ale później zmieniłem nieco plany.

Do Maszewa jadę najpierw przez Klępino, Małkocin, Storkówko, potem-z konieczności-kawałek wspominaną ruchliwą drogą (chociaż po sezonie to i tak oaza spokoju).

Droga Małkocin-Storkówko © michuss


W Maszewie odbijam w lewo, w kierunku Redła. Oczywiście wiąże się to ze zmianą nawierzchni na dziurawą. W lesie kilka km za Maszewem zatrzymuję się na batona i napój (30 km od startu) i orientuję się, że... zapomniałem atlasu woj. zachodniopomorskiego. Mało mnie szlag nie trafił, bo pół dnia myślałem o tym, żeby go tylko nie zapomnieć... Cóż, decyduję się na jazdę „na czuja”. W końcu spędziłem nad planowaniem tego wyjazdu trochę czasu i sporo w głowie zostało. Dlatego w Redle zamiast pojechać prosto w kierunku Nowogardu skręcam w lewo, zgodnie z drogowskazem na Kikorze.

Cmentarz w Redle © michuss


Po drodze do Kikorzy mija się Osinę, która jest siedzibą gminy. Oprócz tego w Osinie przecina się linię kolejową z Goleniowa do Kołobrzegu, zaś w Kikorzach dociera się do krajowej drogi nr 6. Tu przez moment jestem zaskoczony, bo zbliżając się do skrzyżowania z oddali dostrzegam zakaz skrętu w lewo dla rowerów, a ja, by dojechać do Błotna przez Czermnicę tak właśnie powinienem pojechać... Jednak po chwili się wszystko wyjaśnia-wzdłuż drogi krajowej poprowadzona jest droga obsługująca ruch lokalny i nią docieram do skrzyżowania szóstki z drogą do Czermnicy. Do Błotna jadę przez Węgorze, Czermnicę i Trzechel-w każdej z tych miejscowości są urokliwe kościółki, a dwa z nich fotografuję. Poza tym trafiam na pierwsze, tak wyraźne pąki co jest już ewidentym potwierdzeniem wiosny.

Kościół w Czermnicy © michuss


Wjazd do Trzechela © michuss


Wiosennie © michuss



Za Błotnem wjeżdżam na dobre w nieprzebrane, nowogardzkie lasy. Oj, widać, że jest tu gdzie jeździć.

Na rondzie, tuż przed Golczewem skręcam w prawo w kierunku na Płoty, bo po około 2 km, w Uniborzu odbić w lewo-do Gryfic. Zaraz za miejscowością jest przejazd kolejowy w linii Płoty-Golczewo-Wysoka Kamieńska. Około półtora roku temu miałem okazję zrobić tam ciekawe zdjęcie: http://rail.phototrans.eu/14,40451,0.html

Nieczynna linia kolejowa Płoty-Golczewo-Wysoka Kamieńska © michuss


Do Gryfic dojeżdżam już nieco zmęczony-to w końcu pierwszy większy dystans w tym roku, a droga od Uniborza jest dość mocno pofałdowana (a przy tym prawie na całej długości dziurawa).

Gdzieś pod Ościęcinem © michuss


W mieście zatrzymuję się na ciekawie odnowionym rynku na piętnaście minut, by po ruszeniu w 45 minut dojechać do celu.

Centrum Gryfic © michuss


Rynek w Gryficach © michuss


Bardzo udany dzień, jechało się świetnie, mimo dość długiej przerwy w takich dystansach. Sprawę ułatwił dość znacznie wiatr, o czym miałem się boleśnie przekonać następnego dnia...
Kategoria wycieczka


  • DST 82.40km
  • Czas 03:29
  • VAVG 23.66km/h
  • VMAX 37.92km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaoszczędzone paliwo, czyli do i z pracy :)

Czwartek, 31 marca 2011 • dodano: 31.03.2011 | Komentarze 2

STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka-Motaniec-Niedźwiedź-Szczecin (Zdunowo-Wielgowo-Dąbie-port-Dąbie-Wielgowo-Zdunowo)-Niedźwiedź-Reptowo-Cisewo-Grzędzice-Żarowo-STARGARD

#

Dzisiaj wreszcie miałem wolne popołudnie, dzięki czemu mogłem samochód zostawić pod domem, a do pracy dojechać rowerem.

Rano wybywam z chałupy około godzinę wcześniej niż gdybym zrobił to samochodem. Jadę tradycyjnie do Kobylanki (od Zieleniewa udaję, że ścieżki rowerowej nie ma, bo jest w opłakanym stanie). Od Kobylanki najpierw planowałem jechać dziesiątką (droga czteropasmowa z szerokim poboczem), ale, że łączy się to potem z jazdą pozbawionym pobocza odcinkiem Płonia-Kijewo to postanowiłem wykorzystać nowy asfalcik między Motańcem a Niedźwiedziem, a potem przez las dotrzeć do szpitala w Zdunowie. Tak zrobiłem-pod szpitalem byłem równo o 7.15 (czyli 50 minut od wyjazdu), a potem skierowałem się Bałtycką i Tczewską do Dąbia. Ruch na szczęście niewielki, jechało się dobrze. A od Dąbia nawet bardzo dobrze, bo po przyzwoitej ścieżce rowerowej (acz łyżkę dziegciu dodam, bo już jest mocno pofałdowana, ale to w sumie nic takiego).

Z powrotem jadę identycznie aż do Wielgowa. Początkowo planowałem przebić się przez las do Wielichówka, ale zdecydowałem się na jakieś zakupy w Zdunowie, bo zrobiłem się głodny i co gorsza spragniony. Przy przejeździe kolejowym kupuję sobie napój i dwa snickersy, i posilony ruszam w dalszą drogę·

Do Niedźwiedzia tak samo jak rano, a potem odbijam w kierunku Reptowa, z którego przez otwierany na żądanie przejazd kolejowy (tym razem miałem szczęście, bo jechały dwa samochody, dla których otwarto przejazd; w sierpniu musiałem się tarabanić z rowerem na dziko, bo nikt nie zareagował na moje dzwonienie) w kierunku Cisewa. Potem przez lasy do Grzędzic-Majątku, by po chwili wjechać do samych Grzędzic. Jako, że chcę dobić do 80 km decyduję się na jazdę do Żarowa, a potem ścieżką rowerową do Stargardu, gdzie zadowolony, ale i dość mocno zmęczony kończę ekonomiczną przejażdżkę. Ekonomiczną dlatego, że oszczędność na paliwie, które bym spalił jadąc samochodem wynosi prawie 22 zł (po odliczeniu napoju i snickersów i tak jestem 15 zł do przodu). Teraz pewnie będę bardziej skłonny jeździć całą trasę rowerem-w zeszłym roku miałem miesięczny na PKP i jeśli jechałem rowerem to bilet był po prostu "niewykorzystany", a obecnie jazda rowerem przekłada się na realne pieniądze, które zostają w kieszeni. Na zakończenie dodam, że pieniądze te zdążyłem już wykorzystać na zakup reportaży Kapuścińskiego z polskiej prowincji z lat 50 ubiegłego wieku:)

  • DST 31.90km
  • Czas 01:22
  • VAVG 23.34km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żurawie

Niedziela, 13 marca 2011 • dodano: 13.03.2011 | Komentarze 1

STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARD

Powtórka trasy z zeszłego tygodnia.

Za Poczerninem widziałem pierwsze w tym roku żurawie. Idzie wiosna.
Kategoria wycieczka


  • DST 32.98km
  • Czas 01:37
  • VAVG 20.40km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pęknięta szprycha

Niedziela, 6 marca 2011 • dodano: 08.03.2011 | Komentarze 0

STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARD

Tradycyjna trasa do betonówki i z powrotem, nieco frustrująca, bo dość mocno odczuwam długą przerwę zimową. Wymęczył mnie dojazd do Poczernina, bo było cały czas pod wiatr, a poza tym na dużej części w odkrytym terenie. Jak już tam dotarłem to próbowałem się zorientować gdzie powstaje obiekt, o którym przeczytałem niedawno w Focusie, mianowicie jedyne w Europie... Centrum Egzorcyzmowania. Poszukiwania okazały się bezskuteczne, ale przyznać muszę, że nie włożyłem w nie "całego serca";)

Powrót rewelacja, cały czas z wiatrem. Pomiędzy Klępinem a Stargardem słyszę charakterystyczny strzał z tylnego koła-od razu domyślam się, że poszła szprycha, choć wcześniej mnie coś takiego nigdy nie spotkało. Moją pewność ugruntowuje fakt, że koło zaczyna ostro kolebać się na boki, szczęśliwie jednak nie bijąc o klocki hamulcowe.

Dzisiaj (wtorek) koło pojechało do naprawy.
Kategoria wycieczka


  • DST 52.70km
  • Czas 02:44
  • VAVG 19.28km/h
  • VMAX 35.18km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Warnice

Niedziela, 13 lutego 2011 • dodano: 13.02.2011 | Komentarze 4

STARGARD-Kunowo-Wierzchląd-Koszewo-Dębica-Warnice-Golczewo-Skalin-Kunowo-STARGARD



Korzystając ze wspaniałej pogody-słońce, ale mroźno-postanowiłem zrobić sobie mały wypad, połączony z zaliczeniem asfaltówki Koszewo-Warnice, której nie miałem jeszcze okazji nawiedzić.

Ze Stargardu dobrą, ale nudną jak flaki z olejem drogą rowerową kieruję się w stronę Zieleniewa. Dalej, podobnie jak w czwartkowy wieczór, w stronę Kunowa po dziurach. Dzisiaj niedziela, więc mam okazję przekonać się, że kościół w Kunowie „działa”. Zawsze wydawał mi się opuszczony, ale dzisiaj widziałem kunowian udających się doń na nabożeństwo.

Fragment drogi, który w czwartek był mokry dzisiaj jest zamarznięty-omijam na wszelki wypadek chodnikiem, bo na „glebę” ochoty nie mam.

W Wierzchlądzie zajeżdżam nad Miedwie-zgodnie z tym co mówią stargardzkie media poziom wody w jeziorze jest najwyższy od 300 lat. Wczoraj odwiedziłem promenadę, którą na pewnym odcinku zalana jest do tego stopnia, że nie da się jej przejść suchą stopą. W Wierzchlądzie też widać, że wody jest więcej niż zwykle.

Jezioro Miedwie w Wierzchlądzie © michuss


Od Wierzchlądu do Koszewa mam silny boczny wiatr, co zwiastuje mi „atrakcje” na odcinku Koszewo-Warnice. I faktycznie. Po skręcie w Koszewie w lewo, kilkaset metrów za wsią, gdzie droga biegnie w otwartym polu, a drzewa majaczą gdzieś w oddali biję się z myślami, żeby zawracać, bo jadę dla przyjemności. Jednak zwycięża niechęć do zmiany planów i pochylony maksymalnie do przodu wlokę się z prędkością 15-16 km/h, nic nie słysząc i w zasadzie nic oprócz przedniego koła nie widząc. Po około kilometrze docieram do trzech drzew, które znajdują się przy leciuteńkim łuku (droga zmienia kierunek dosłownie o kilka stopni w lewo)-tutaj wiatr wieje jeszcze mocniej, więc podejmuję decyzję o chwilowym postoju dla zrobienia zdjęcia i, przede wszystkim, złapania tchu. Nigdy nie byłem zwolennikiem takich rozwiązań-zapewne to nierozsądne, ale wolę jechać i przemęczyć się, a nie zatrzymywać ze świadomością, że zaraz czeka mnie to samo.

Między Koszewem a Dębicą © michuss


Postój przynosi jednak dobry rezultat i do widocznych w pobliżu zabudowań docieram z zawrotną jak na warunki prędkością 18 km/h. Najgorsze podmuchy mam za sobą.

W Warnicach kupuję sobie snickersa i litrową colę, której nie dopiję do końca przez dalszą część wycieczki.

PKP Warnice © michuss


Postanawiam wracać przez kluczewskie pasy startowe i dalej ścieżką rowerową przy Cargotecu aż do ronda Golczewo. Przez lotnisko jedzie się wyśmienicie, bo wiatr wieje z tyłu, potem też jest dobrze.

Na golczewskim rondzie podejmuję decyzje o skręcie w kierunku Skalina, a tam odbijam do Kunowa, gdzie wjeżdżam na trasę, którą dzisiaj już pokonywałem.

Ponieważ nie mam chęci tłuc się po dziurach do Zieleniewa decyduję się na przejazd skrótem do Lipnika przez pola, po wiadukcie nad obwodnicą Stargardu. Pech chciał, że ten skrót robiłem zawsze od Lipnika, więc nie zauważam, że za wcześnie odbijam w prawo. Orientuję się dobrych kilkaset metrów za wsią kiedy widzę majaczący w oddali po lewej wiadukt, którym powinienem przeprawić się nad S-10. Ochoty na powrót do Kunowa nie mam najmniejszej, więc podejmuję naganną decyzję o pokonaniu pola na przełaj.

Na przełaj do wiaduktu © michuss


Jedzie się nawet nawet, lekko podbija na nierównościach, ale pewnym jest, że pokonanie tego odcinka przy dodatnich temperaturach raczej do przyjemności by nie należało. Chętnych do potępienia mnie za chuligański przejazd rowerem przez uprawne pole spieszę usatysfakcjonować, gdyż po pokonaniu wiaduktu spotkała mnie zasłużona kara. Okazało się, że mój skrót, droga gruntowa do Lipnika zaraz za wiaduktem jest nieprzejezdny z powodu zalania. To znaczy może i przejechać by się dało, ale jestem niemal pewien, że nie udało by się tego zrobić suchą stopą. Już na samym początku rozlewiska jest głęboko, a dalej nie wygląda nic lepiej. Podejmuję więc decyzję o odwrocie do Kunowa. Czyli summa summarum nic mi ten przejazd po polu nie dał.

Dalej nie pojadę © michuss
Kategoria wycieczka


  • DST 30.34km
  • Czas 01:24
  • VAVG 21.67km/h
  • VMAX 34.26km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trzydziestka po ciemku

Czwartek, 10 lutego 2011 • dodano: 10.02.2011 | Komentarze 0

STARGARD-Kunowo-Wierzchląd-Skalin-Golczewo-Kluczewo-STARGARD



Co tu wiele pisać. Spontaniczny wyjazd po ciężkim dniu w pracy-relaks jak najbardziej zasłużony i udany.

Do Zieleniewa standardowo drogą rowerową. Dalej odbicie w dziurawą asfaltówkę w kierunku Kunowa. Przejazd tędy w dzień jest dość uciążliwy, bo droga składa się praktycznie z samych dziur. Na szczęście zakupiona w zeszłym roku sigma pava pomyślnie przechodzi test i jedzie się nawet, nawet.

W Kunowie natykam się na jedyny ślad tego, że w Miedwiu znacznie podniósł się poziom wody-jezdnia w najniższym miejscu we wsi jest mokra, widać, że spływa trochę wody z łąk nadmiedwiańskich.

Z Kunowa zamiast prosto do Skalina kieruję się na Wierzchląd. Ze zjazdu nad jezioro jednak rezygnuję, mając w pamięci upierdliwego kundla, który kiedyś dopadł mnie w tej wiosce. A wyjazd po ciemku po dziurawej asfaltówce, do tego pod górę w takich warunkach nie byłby niczym relaksującym.

Od krzyżówki wierzchlądzkiej łapię już wiatr w plecy. Jedzie się wyśmienicie-nawet nie zauważyłem jak mijam Skalin. Przez pola i łąki szybko docieram do ronda Golczewo w pobliżu olbrzymiej fabryki opon Bridgestone. Tutaj zaczynają się świetne ścieżki rowerowe-jedna biegnie bezpośrednio w kierunku Kluczewa, a druga odchodzi w prawo, w głąb stargardzkiej strefy ekonomicznej, w kierunku nieco później od Bridgestone wybudowanego gigantycznego magazynu Cargotec. Przy tymże magazynie znajduje się kolejne rondo, na którym zjeżdża się albo dwoma zjazdami na pasy startowe dawnego lotniska Kluczewo, albo trzecim zjazdem do dzielnicy o tej samej nazwie. Dla odróżnienia trzecia droga też biegnie pasem startowym. Jako, że jest już ciemno trochę się gubię w tym i dla pewności jeszcze raz okrążam rondo, żeby trafić na pewno we właściwy, trzeci zjazd.

Potem mam sporo szczęścia, bo od Kluczewa nadjeżdża auto. Dzięki temu widzę jego reflektory i orientuję się, że pas startowy, którym jadę ma odnogę odchodzącą pod lekkim kątem w lewo, czyli najkrótszy dojazd do Kluczewa. Dobrze, że spotkałem ten samochód, bo w przeciwnym razie mógłbym się zamotać w tej plątaninie betonowych, bardzo szerokich dróg co w lutowych ciemnościach nie było by niczym przyjemnym.

Po krótkim czasie wpadam do Kluczewa, z którego po pokonaniu krótkiego odcinka dziurawej drogi docieram do komfortowej ścieżki rowerowej, wiodącej w kierunku centrum Stargardu.

Po mieście robię małą rundkę, dzięki czemu uzyskuję niemal równe 30 km. Pewnie taką pętlę będę sobie robił częściej w najbliższym czasie.
Kategoria wycieczka


  • DST 44.10km
  • Czas 02:06
  • VAVG 21.00km/h
  • VMAX 31.24km/h
  • Sprzęt Author Stratos
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lasy cisewskie zimą

Niedziela, 30 stycznia 2011 • dodano: 30.01.2011 | Komentarze 1

STARGARD-Zieleniewo-Miedwiecko-Cisewo-Wielichówko-Sowno-Poczernin-Lubowo-Żarowo-Grzędzice-Lipnik-STARGARD



Korzystając z pięknej pogody wybrałem się na krótki wypad po okolicach Stargardu Szcz. Postanowiłem zaliczyć po raz kolejny sympatyczne szutrówki w okolicy dwóch śródleśnych osad-Cisewa i Wielichówka.

Warunki do jazdy były nader sprzyjające, chociaż trzeba dodać, że było stosunkowo zimno-zapewne około 3 stopni poniżej zera. Niebo bezchmurne, powietrze lekko zamglone.

Do lasu wjechałem za Miedwieckiem, przecinając felerny przejazd kolejowy na trasie Stargard-Szczecin. Kilka miesięcy temu pijany kretyn posłał stąd na drugi świat siebie oraz dwóch kolegów, pakując się samochodem, mimo znaku stop i działającej sygnalizacji, wprost pod rozpędzony pociąg pospieszny. Oprócz osobistej tragedii rodzin poszkodowanych, reperkusje tego zdarzenia odczuło kilkaset osób, które wieczorem chciały pociągiem pokonać trasę ze Stargardu do Szczecina i na odwrót.

Przez Miedwiecko prowadzi droga o nawierzchni asfaltowej, która w lesie zmienia się w klasyczną szutrówkę, dość wyboistą. Po kilku km dojeżdża się do Cisewa, przez które również toczymy się po asfalcie (zauważam przy drodze ciekawy pomnik, przy którym znajdują się wmurowane w kamienną ścianę tablice nagrobne z czasów przed II wojną światową-ostatni pochówek miał miejsce w 1941 r; poza tym znalazła się też tablica, na której nie zdążono wypisać daty śmierci). Potem kolejny fragment szutru do Wielichówka. Jechałem w ten sposób kilka miesięcy temu, ale wówczas w Wielichówku skręciłem od razu w prawo, kierując się do Sowna. Dziś postanowiłem dotrzeć do tej miejscowości trochę inaczej, więc przez Wielichówko przejechałem jadąc cały czas na wprost, by po minięciu miejscowości, w lesie skręcić na szerokiej szutrówce w prawo.

Za Sownem podziwiałem imponujące rozlewisko Iny. Dojechałem do betonówki, którą przejechałem jakieś 1,5 km w stronę Chociwla i czmychnąłem w las, do Poczernina. Potem już znajomy asfalt aż do Żarowa. W Lubowie po raz drugi dzisiaj obserwuje potężną Inę. Robię zdjęcie w miejscu, w którym dwa tygodnie nie obeszło się bez zamoczenia butów (rzeka przelewała się przez szosę)-dzisiaj przedostałem się tamtędy suchą stopą, bo ktoś rozsądnie ułożył wzdłuż drogi worki z piaskiem.

Z Żarowa na Lipnik i dalej, podobnie jak rano, do Stargardu.

Wiadukt rowerowy nad S-10 pod Stargardem © michuss


Poniemiecki cmentarzyk w Cisewie koło Stargardu © michuss


Rogowo, droga Poczernin-Żarowo © michuss


Rozlewisko Iny pod Lubowem © michuss


Rozlewisko Iny pod Lubowem-rower stoi na szosie Lubowo-Żarowo © michuss


Rozlewisko Iny pod Lubowem © michuss


Droga Żarowo-Lipnik © michuss
Kategoria wycieczka