m i c h u s s
Więcej o mnie.

Znajomi
s p r z ę t
Archiwum bloga
- 2020, Listopad9 - 11
- 2020, Październik15 - 21
- 2020, Wrzesień15 - 58
- 2020, Sierpień20 - 77
- 2020, Lipiec16 - 32
- 2020, Czerwiec13 - 51
- 2020, Maj22 - 117
- 2020, Kwiecień19 - 78
- 2020, Marzec9 - 7
- 2020, Luty10 - 7
- 2020, Styczeń15 - 34
- 2019, Grudzień16 - 41
- 2019, Listopad19 - 50
- 2019, Październik20 - 43
- 2019, Wrzesień26 - 36
- 2019, Sierpień22 - 31
- 2019, Lipiec19 - 21
- 2019, Czerwiec24 - 47
- 2019, Maj8 - 30
- 2019, Kwiecień19 - 43
- 2019, Marzec17 - 48
- 2019, Luty17 - 64
- 2019, Styczeń18 - 41
- 2018, Grudzień10 - 25
- 2018, Listopad28 - 58
- 2018, Październik24 - 37
- 2018, Wrzesień17 - 43
- 2018, Sierpień21 - 46
- 2018, Lipiec26 - 66
- 2018, Czerwiec26 - 43
- 2018, Maj19 - 47
- 2018, Kwiecień23 - 59
- 2018, Marzec24 - 98
- 2018, Luty14 - 50
- 2018, Styczeń12 - 69
- 2017, Grudzień11 - 25
- 2017, Listopad18 - 29
- 2017, Październik16 - 113
- 2017, Wrzesień20 - 44
- 2017, Sierpień23 - 44
- 2017, Lipiec17 - 52
- 2017, Czerwiec20 - 78
- 2017, Maj25 - 108
- 2017, Kwiecień20 - 71
- 2017, Marzec24 - 41
- 2017, Luty13 - 105
- 2017, Styczeń23 - 49
- 2016, Grudzień25 - 68
- 2016, Listopad31 - 70
- 2016, Październik30 - 86
- 2016, Wrzesień29 - 149
- 2016, Sierpień24 - 181
- 2016, Lipiec20 - 76
- 2016, Czerwiec28 - 221
- 2016, Maj26 - 167
- 2016, Kwiecień26 - 185
- 2016, Marzec33 - 312
- 2016, Luty17 - 92
- 2016, Styczeń16 - 110
- 2015, Grudzień22 - 44
- 2015, Listopad23 - 87
- 2015, Październik18 - 113
- 2015, Wrzesień25 - 181
- 2015, Sierpień19 - 65
- 2015, Lipiec29 - 66
- 2015, Czerwiec20 - 40
- 2015, Maj16 - 77
- 2015, Kwiecień10 - 89
- 2015, Marzec5 - 20
- 2015, Luty6 - 39
- 2015, Styczeń7 - 78
- 2014, Grudzień13 - 99
- 2014, Listopad7 - 36
- 2014, Październik23 - 46
- 2014, Wrzesień26 - 86
- 2014, Sierpień18 - 72
- 2014, Lipiec26 - 33
- 2014, Czerwiec23 - 58
- 2014, Maj30 - 123
- 2014, Kwiecień15 - 64
- 2014, Marzec16 - 101
- 2014, Luty12 - 62
- 2014, Styczeń13 - 48
- 2013, Grudzień7 - 25
- 2013, Listopad11 - 45
- 2013, Październik7 - 31
- 2013, Wrzesień7 - 36
- 2013, Sierpień19 - 64
- 2013, Lipiec16 - 73
- 2013, Czerwiec17 - 69
- 2013, Maj9 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 36
- 2013, Marzec2 - 12
- 2013, Luty6 - 16
- 2013, Styczeń3 - 18
- 2012, Grudzień5 - 35
- 2012, Listopad10 - 44
- 2012, Październik9 - 59
- 2012, Wrzesień17 - 35
- 2012, Sierpień13 - 28
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec15 - 56
- 2012, Maj17 - 40
- 2012, Kwiecień13 - 49
- 2012, Marzec12 - 47
- 2012, Luty13 - 45
- 2012, Styczeń6 - 28
- 2011, Grudzień4 - 22
- 2011, Listopad5 - 25
- 2011, Październik7 - 33
- 2011, Wrzesień11 - 44
- 2011, Sierpień10 - 51
- 2011, Lipiec15 - 36
- 2011, Czerwiec12 - 22
- 2011, Maj10 - 21
- 2011, Kwiecień12 - 35
- 2011, Marzec7 - 8
- 2011, Luty2 - 4
- 2011, Styczeń5 - 6
- 2010, Listopad17 - 1
- 2010, Październik29 - 4
- 2010, Wrzesień15 - 4
- 2010, Sierpień29 - 19
- 2010, Lipiec23 - 4
- 2010, Czerwiec23 - 10
- 2010, Maj22 - 11
- 2010, Kwiecień23 - 0
- 2010, Marzec5 - 0
- 2010, Luty2 - 0
- 2010, Styczeń1 - 0
- 2009, Grudzień2 - 0
- 2009, Listopad2 - 0
- 2009, Październik3 - 0
- 2009, Wrzesień5 - 0
- 2009, Sierpień6 - 0
- 2009, Lipiec11 - 0
- 2009, Czerwiec17 - 0
- 2009, Maj15 - 4
- 2009, Kwiecień13 - 0
- 2009, Marzec7 - 0
- 2009, Luty1 - 0
- 2009, Styczeń1 - 0
- 2008, Listopad1 - 2
- 2007, Wrzesień2 - 0
- 2007, Sierpień2 - 0
- 2007, Lipiec3 - 0
- 2007, Czerwiec4 - 0
- 2007, Maj11 - 0
- 2007, Kwiecień5 - 0
- 2007, Marzec3 - 0
- 2007, Luty4 - 0
- 2007, Styczeń3 - 2
- 2006, Grudzień2 - 0
- 2006, Listopad4 - 0
- 2006, Październik4 - 0
- 2006, Wrzesień12 - 0
- 2006, Sierpień13 - 0
- 2006, Lipiec21 - 0
- 2006, Czerwiec14 - 0
- 2006, Maj12 - 0
- 2006, Kwiecień6 - 0
- 2006, Luty2 - 0
- 2006, Styczeń1 - 0
- 2005, Listopad4 - 0
- 2005, Październik8 - 0
- 2005, Wrzesień19 - 0
- 2005, Sierpień12 - 0
- 2005, Lipiec17 - 0
- 2005, Czerwiec18 - 0
- 2005, Maj6 - 0
- 2005, Kwiecień4 - 0
- 2005, Marzec5 - 0
- 2005, Luty2 - 0
- 2005, Styczeń1 - 0
- 2004, Grudzień2 - 0
- 2004, Listopad1 - 0
- 2004, Październik3 - 7
- 2004, Wrzesień12 - 0
- 2004, Sierpień9 - 0
- 2004, Lipiec21 - 0
- 2004, Czerwiec18 - 0
- 2004, Maj2 - 0
- 2004, Kwiecień3 - 0
- 2004, Marzec3 - 0
- 2004, Styczeń2 - 0
- 2003, Wrzesień6 - 7
- 2003, Sierpień1 - 0
- 1997, Lipiec7 - 0
- 1997, Maj2 - 0
- 1997, Kwiecień4 - 2
- 1997, Marzec1 - 2
Wpisy archiwalne w kategorii
wycieczka
| Dystans całkowity: | 66235.28 km (w terenie 3686.23 km; 5.57%) |
| Czas w ruchu: | 2973:34 |
| Średnia prędkość: | 21.93 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.30 km/h |
| Suma podjazdów: | 177935 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 185 (96 %) |
| Suma kalorii: | 908099 kcal |
| Liczba aktywności: | 892 |
| Średnio na aktywność: | 74.25 km i 3h 22m |
| Więcej statystyk | |
- DST 97.74km
- Czas 03:46
- VAVG 25.95km/h
- VMAX 52.82km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Taka prawie setka
Sobota, 3 września 2011 • dodano: 03.09.2011 | Komentarze 4
STARGARD-Kunowo-Skalin-Koszewo-Grędziec-Pyrzyce-Linie-Bielice-Gardno-Stare Czarnowo-Kołbacz-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARDZdjęć nie ma, bo aparat, póki co boję się wozić ze sobą w plecaku. Wprawdzie dzisiaj obeszło się bez spotkania z matką ziemią (druga jazda w spd`ach), ale było blisko-o tym za chwilę;)
Wyjazd tradycyjnie już nudną DDRką w kierunku Miedwia. Ruch, jak to w weekendy, olbrzymi. Trzeba uważać i mieć oczy dookoła głowy, bo oprócz mistrzów kierownicy rowerowej z rzadka (najczęściej zza pleców) pojawiają się mistrzowie kierownicy motorowerowej... Jazda całą szerokością drogi powszechna niczym kasa oszczędności;) Z ulgą więc opuszczam ten szlak na wysokości koszewskiej krzyżówki. Teraz pozostaje zacisnąć zęby (modląc się o to, żeby plomby zostały na swoim miejscu) i pokonać około kilometrowy, fatalny, potwornie dziurawy kawałek asfaltu.
W Koszewie, że użyję takiego zegarmistrzowskiego sformułowania, „natykam” się na dożynki. Nie jestem specjalistą od tych klocków, ale tydzień temu były w Lipniku-skłaniam się więc ku opcji, że tamte były gminne dla Stargardu, a te są dla Kobylanki;) Cała masa pań w ludowych strojach, do tego grubi, wąsaci panowie, koniecznie w niedopinających się garniturach-oj, będzie chlanie dziś wieczór;)
Z Koszewa do Skalina-lubię ten fragment, bo daje wspaniałą panoramę na stare zabudowania gospodarcze skalińskiego majątku. Ze Skalina drogą w kierunku Wierzchlądu-obecnie jest remontowana, więc jeśli ktoś miałby chęć skorzystać z wyjątkowo klimatycznej, a przy tym najdłuższej linii stargardzkiego MZK („5”, co poniektóre kursy relacji Koszewo-Storkówko, to jest prawie 30 km!) to informuję, że doznaje kilkuminutowych opóźnień w związku ze zmianą trasy;)
Do Koszewa pod lekki wiatr, nie lubię tego fragmentu-długa prosta przez pole z majaczącymi w oddali zabudowaniami wsi.
Za Koszewem przypominam sobie dawno „niejeżdżony” fragment żwiru, przechodzącego przed Wierzbnem w bruk (który na pewnym odcinku się omija wąską ścieżką z jego prawej strony). Z Koszewa pociskam asfaltem w kierunku Grędźca wzdłuż rezerwatu przyrody „Brodogóry” (więcej dość intresujących informacji na wiki).
Za Grędźcem dojeżdżam do wojewódzkiej sto szóstki i mknę przez Okunicę prosto do Pyrzyc, gdzie kieruję się do lidla. Z pewną dozą żalu stwierdzam brak mojego ulubionego napoju z serwatką-widać jakaś zmasowana akcja, bo w Stargardzie też już go nie ma:/
Po zrobieniu zakupów (woda) zmierzam starą trójką w kierunku Szczecina-można delektować się szerokim poboczem i minimalnym ruchem samochodów. Dojeżdżam tak jednak tylko kilka kilometrów i przed Żabowem skręcam w lewo, na Gardno. Tutaj spotykam sympatycznego szosowca z Podjuch-Piotrka. Jednak BS trochę „skrzywia” ludzi, bo pierwsze pytanie jakie mu zadaję to „Jesteś na bikestats?”;) Gwoli ścisłości dodam, że to on zaczął konwersację upewniając się czy w prawo to na pewno do Pyrzyc.
Dalej jadę „dziewiczą” dla mnie drogą, aż na odcinku do Gardna. Jakoś nie było okazji się tutaj pokręcić. Widoki niczego sobie, na części szlaku droga ma postać alei obsadzonej wiekowymi (bodajże) lipami. Przez cały czas towarzyszy mi ciągnik, który w oddali miga mi żółtym światłem ostrzegawczym. Po drodze mija mnie też tir z naczepą wypełnioną ziarnem, które w dość dużej ilości zostawia za sobą.
Przed Gardnem postój na wodę i odrobinę mleka z tubki;) Dalej orientuję się, że wiatr chyba nieco zmienił kierunek-jak wyjeżdżałem to odniosłem wrażenie, że wieje z południowego zachodu, ew. południa, a tymczasem po skierowaniu się w Gardnie w kierunku Starego Czarnowa dostaję podmuchy w twarz. Może nie jakieś wyjątkowo silne, ale nie powiem, nieco mnie to zbija z tropu.
Odcinek do Czarnowa idzie mi dość smętnie. Potem na zjeździe w kierunku Kołbacza osiagam swój maks, w którym swój dość znaczny udział mają zatrzaski;)
Od Kołbacza na Kobylankę z zaliczeniem pomniejszej, ale asfaltowej DDRki. Potem już szybko, przez Morzyczyn i Zieleniewo. Z racji dość dużego ruchu ma miejsce dość fajna sytuacja-na wysokości Lipnika całą szerokością drogi zasuwają dwaj młodzianie na swych góralach. Jako, że nie mam ochoty się wydzierać „wyprzedzam” ich z prawej strony „o włos”, dając w ten sposób do zrozumienia (przynajmniej w mojej wyobraźni), że tak się nie jeździ. Najwyraźniej trochę się im to nie spodobało i po chwili jeden z nich przypuszcza szarżę, która skutkuje tym, iż zostaję wyprzedzony. Cóż-tak skierowanej piłki nie da się nie umieścić w bramce;) Rozpędzam się i siadam mu na koło. I tak przez kilkanaście długich sekund jadę za nim i czekam, aż się obejrzy, a konkretniej na ten fajny, szeroki ruch głowy, żeby sprawdzić jak daleko z tyłu zostałem:) W końcu doczekałem się nagrody, odwrócił się i mocno zdziwił. Mała rzecz, a cieszy-he he ;)
Pod dom dojeżdżam jak zwykle-to znaczy tak, jakbym jechał na platformach:))) Zapominam się wypiąć i całą masą lecę na zaparkowany samochód... Jednak miałem sporo szczęścia, podparłem się ręką o szybę od strony pasażera, dosłownie poczuł jak ugina się pod moim naporem, ale wytrzymała, a ja nie porysowałem auta-”great succes”, jakby powiedział Borat;)
Co do samej jazdy w spd`ach-trochę popróbowałem jak radził mi sargath w poprzednim komentarzu, tj. jedną nogą (druga wypięta, zwisa swobodnie), ale jednak najlepszy efekt miałem przy pedałowaniu tak, jakbym chciał lekko podciągnąć stopę do góry. Nie wiem czy to dobra technika, nie wiem czy można, nie wiem nawet czy wypada, ale pierwszy raz poczułem „moc”, którą dają te pedały (ten maks koło Kołbacza właśnie na takiej zasadzie, aż poczułem lekki ból w łydkach tak zaczęły pracować).
A na zakończenie, jako, że nie ma zdjęć piosenka, która towarzyszyła mi w wyjeździe (nie, nie miałem empetrójki, rano usłyszałem i mi została w głowie).
Kategoria wycieczka
- DST 107.93km
- Czas 04:41
- VAVG 23.05km/h
- VMAX 53.34km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Pełczyce
Niedziela, 28 sierpnia 2011 • dodano: 28.08.2011 | Komentarze 9
STARGARD-Giżynek-Golczewo-cargotec-Warnice-Reńsko-Obryta-Lubiatowo-Kluki-Przelewice-Płońsko-Warszyn-Pełczyce-Dolice-Rzeplino-Krępcewo-Witkowo-STARGARDPo wczorajszym wypadzie w ulewie dzisiaj stanąłem przed problemem w czym jechać, a konkretniej jakie buty założyć na nogi (trampki wczoraj doszczętnie przemoczyłem, a na rowerowe buty oczekuję, mają przyjść lada dzień). Pojechałbym w sandałach, ale te niedawno, po dwuletnim okresie intensywnego użytkowania najzwyczajniej w świecie się rozpadły... Postanawiam więc rano, zaraz po śniadaniu załadować się w mojego „jarka” i przywieźć sobie nowe sandały ze Szczecina:) Efekt jest taki, że tuż po południu pedałuję już żwawo w kierunku kluczewskich pasów startowych.
Już podczas podróży samochodem zwróciłem uwagę, że mocno wieje. Jak się potem okazało z południowego zachodu, więc postanowiłem tradycyjnie wystartować naprzeciw wietrzysku.
Było parę momentów szczególnie „mocnych”-okolice Cargotecu i droga Warnice-Reńsko. Przez pasy startowe opracowałem sobie metodę przejazdu-jeśli wieje z południowego wschodu lub zachodu wybieram wschodni lub zachodni pas startowy-pomiędzy nimi rośnie wysoka kukurydza i można sobie to tak wycyrklować, że wiatru praktycznie się nie odczuwa.

Stary Przylep© michuss
W Lubiatowie chciałem zrobić powtórkę sprzed dwóch tygodni i kupić coś zimnego do picia, ale najwyraźniej w ramach oszczędności lodówka została wyłączona. Zakupy robię później, w Przelewicach, a tutaj posilam się jedynie mlekiem z tubki, o którym sobie przypomniałem dzięki zeszłotygodniowej wyprawie do DPK (Sargath miał to ze sobą).
Do Przelewic jadę świetną asfaltówką przez Oćwiekę i Kluki do Kosina.

Droga do Kluk© michuss
Dalej dość ruchliwą drogą biegnącą w kierunku Barlinka. W Przelewicach, oprócz wspomnianych wcześniej zakupów, zatrzymuję się również przy zabytkowym dworze, który znajduje się już w obrębie słynnego ogrodu dendrologicznego-wszystkim, którzy nie byli w tym miejscu polecam. Bilet jest co prawda dość drogi (w zeszłym roku kosztował 10 zł, nie wiem jak w tym), ale warto wydać te pieniądze i spędzić tam nawet kilka godzin (park jest dość rozległy).

Plan zespołu pałacowego w Przelewicach© michuss
Początkowo chciałem jechać do Barlinka, ale zmieniam plany i skręcam za drogowskazem „Pełczyce”. Zaraz za Przelewicami mijam tablicę mówiącą, że do tego miasta mam 19 km.

Widok z Przelewic w kierunku Kłodzina© michuss
Po chwili długim zjazdem docieram do Kłodzina. Następnie Rosiny (typowa zachodniopomorska okalnica, z tym, że ruch samochodów prowadzony jest jednokierunkowo po jednej i drugiej stronie centralnego placu-to dość rzadkie), a chwilę później wpadam do Płońska.

Aleja w Płońsku© michuss

Główne skrzyżowanie Płońska© michuss
Tutaj zaintrygowały mnie ruiny kościoła-niestety mam ze sobą tylko stałą „pięćdziesiątkę”, więc zdjęcia są jakie są.

Ruiny kościoła w Płońsku© michuss

Wieża zrujnowanego kościoła w Płońsku© michuss
Ciężko było to sensownie złapać, ale ruina robi duże wrażenie. Poszukiwania śladów po linii i stacji kolejowej linii Pyrzyce-Płońsko zostawiam sobie na kiedy indziej, z pewnością jeszcze tu wrócę. Zjazd w kierunku Pełczyc poprowadzony jest w głębokim jarze, tuż za nim jest krzyżówka (prosto-Ukiernica, czyli wieś na wojewódzkiej drodze z Pyrzyc do Dolic; w prawo-Pełczyce).

Skrzyżowanie za Płońskiem© michuss
Teraz droga wąska droga wije się przez dość gęsty las, opadając w dolinę przepływającej tędy Płoni.

Most na Płoni pod Warszynem© michuss
Tuż za mostem rozpoczyna się oczywiście podjazd, którym docieram do Warszyna. Przez moment chciałem skręcić w lewo do Brzeziny, ale potem stwierdzam, że skoro jestem tak blisko Pełczyc to wypadało by tam podjechać. Tak też czynię:) Wyjazd z Warszyna do krzyżówki, na której spotykają się drogi do Choszczna, Pełczyc, Dolic i ta „moja” nieźle wspina się pod górę. Wrażenie potęgują dość strome zbocza po obu stronach drogi. Coś jak DPK? Może nie tak bardzo, ale wyczuwa się zmianę krajobrazu tak płaskiego do tej pory.
W Pełczycach sklepostop, zdjęcia.

Główna ulica Pełczyc© michuss

Rynek Bursztynowy w Pełczycach© michuss
Podczas powrotu, po pokonaniu wzniesienia za Pełczycami przede mną roztacza się rozległa panorama. Po prawej w oddali majaczy... Nie, to chyba niemożliwe, do Choszczna aż 20 km... Robię zdjęcie i jednak Choszczno! Charakterystyczna sylweta tamtejszego kościoła widoczna jest aż stąd!

Panorama za Pełczycami, w oddali widoczne Choszczno© michuss
Wracam do krzyżówki, którą opisałem powyżej, z tym, że tym razem udaję się w kierunku Dolic. I muszę napisać, że ta droga przypadła mi bardzo do gustu-dość wąska, ruch niewielki i ciekawe widoki.

Pełczyce-Dolice© michuss

Droga Pełczyce-Dolice© michuss
Trasa mija mi szybko, nawet się nie spostrzegam jak na horyzoncie majaczy już wieża dolickiego kościoła.

Wjazd do Dolic od Pełczyc© michuss
Z Dolic wydostaję się drogą na Bralęcin-pojechałbym przez Kolin, ale tam podobno jakiś remont mostu. To kolejna interesująca asfaltówka pod Dolicami-teraz co prawda jest tam spory ruch w związku z objazdem, ale zazwyczaj prawie nikt z niej nie korzysta. Szczególnie korzystnie prezentuje się jesienią. Do samego Bralęcina nie zajeżdżam, tylko skracam sobie drogę przez pola w kierunku Rzeplina.

W oddali Rzeplino i wiatraki w Świętem© michuss
Podczas fotostopów odczuwam niezwykle silne podmuchy wiatru (od Przelewic jadę w bluzie, bo na krótki rękawek trochę za zimno), potem trochę daje mi się we znaki podczas pokonywania dziurawego odcinka Rzeplino-Witkowo.
Za Krępcewem uwieczniam dowód na czyjś brak sympatii do mieszkańców Strzebielewa;)

Ktoś nie lubi Strzebielewa... ;)© michuss
Gdy już się szykuję do odjazdu dostrzegam coś, co dotąd nie przykuło mojej uwagi, mimo że tę drogę pokonywałem kilkukrotnie-otóż w otoczeniu drzew stoi tu sobie najspokojniej w świecie... krzyż pokutny. Do tej pory wiedziałem o dwóch-w Stargardzie Szczecińskim i Trzebiatowie, a tu proszę:)

Krzyż pokutny pod Krępcewem© michuss

Moje narzędzie "pracy" ;)© michuss
Od Witkowa II do Witkowa I pokonuję nową, asfaltową ścieżkę rowerową. Podczas zjazdu ma tu miejsce zdarzenie, które chyba zmieni moje podejście do niesfornych rowerzystów. Z naprzeciwka, pod górę i wiatr całą szerokością drogi napierają dwie starsze panie na wigrakach. Już jestem wnerwiony, by nie użyć mocniejszego słowa, bo nie wiem jak się koło nich zmieszczę, ale w porę mnie dostrzegają i jedna z nich robi dramatyczny skręt w prawo, mało nie spadając z wysokiej skarpy. Przerażenie, które dostrzegłem w jej oczach sprawiło, że całkiem „zmiękła mi rura”, wręcz zrobiło mi się żal tej starszej pani, która po prostu chciała się przejechać rowerem...
Ten epizod wieńczy mój wyjazd. Przez Stargard przejeżdżam bez żadnych perturbacji i wartych opisania zdarzeń;)
Kategoria wycieczka
- DST 26.97km
- Czas 01:05
- VAVG 24.90km/h
- VMAX 34.39km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Kobylanka na mokro
Sobota, 27 sierpnia 2011 • dodano: 27.08.2011 | Komentarze 1
STARGARD-Zieleniewo-Morzyczyn-Kobylanka i z powrotemWychodziłem dzisiaj z domu dwa razy-pierwszy, gdy chciałem córeczkę wziąć na spacer i 30 minut później byłem ponownie w domu z powodu uciążliwego deszczu, a drugi-wieczorem, na rower (w sumie dwukrotnie, bo po przejechaniu 1,5 km musiałem się cofnąć po jakiś dokument, bo nic przy sobie nie miałem).
Już przed Lipnikiem dopadają mnie pierwsze krople deszczu. Do Morzyczyna pada na tyle słabo, że nie widzę sensu w zawracaniu, bo odcinek do Kobylanki poprowadzony w gęstej alei drzew powinien zapewnić w miarę suchy przejazd. Niestety, w momencie gdy dojechałem do wyżej wzmiankowanej jest już "regularna" ulewa i żadne drzewa nie są w stanie osłonić przed deszczem. W związku z tym dojeżdżam do Kobylanki, zawracam i doszczętnie przemoczony wracam do domu-wziąłem dzisiaj cywilne ciuchy, więc po nasiąknięciu wodą wiozłem ze sobą pewnie dodatkowy kilogram albo i więcej. Pod znakiem zapytania stawia to moje jutrzejsze plany jakiegoś dalszego wyjazdu, bo o ile "dresy" i polar nie stanowią problemu (jadę w ciuchach rowerowych), o tyle trampki, w których jeżdżę do czasu dostawy butów rowerowych nadają się do wyżymania...
Kategoria wycieczka
- DST 182.22km
- Czas 08:21
- VAVG 21.82km/h
- VMAX 46.17km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Drawski Park Krajobrazowy
Niedziela, 21 sierpnia 2011 • dodano: 22.08.2011 | Komentarze 26
STARGARD-PKP-CZAPLINEK-Stare Drawsko-Prosinko-Dolina Pięciu Jezior-Milice-Ogartówko-Połczyńska-Połczyn Zdrój-Plebanówka-Kłokowo-Wola Góra (219 m n.p.m.)-Czarnkowie-Bolegorzyn-Nowe Worowo-Stare Worowo-Złocieniec-Rzęśnica-Drawsko Pomorskie-Ginawa-Storkowo-Ińsko-Linówko-Długie-Lutkowo-Kępno-Sulino-Barzkowice-Pęzino-Ulikowo-Strachocin-STARGARDPomysł na kierunek wyprawy zrodził się w głowie Shrinka-podzielił się nim ze mną w piątkowy wieczór poprzez gg. Jednak sposób realizacji wycieczki to moja „zasługa”, bowiem po początkowych wahaniach czy do Czaplinka jechać samochodem, czy też na rowerach wymyśliłem pociąg PKP, a konkretniej Przewozów Regionalnych:) Szybki rzut oka w rozkład, w niedzielę pociąg do Szczecinka przez Czaplinek wyjeżdża ze Stargardu tuż po 9 (ze Szczecina około 8.20), zapewniając dojazd do południowych „bram” Drawskiego Parku Krajobrazowego na 10.40. Trochę późno, ale z braku laku...
W niedzielę, zgodnie z umową, Shrink dojechał samochodem z Nowogardu do mnie, do Stargardu, byśmy o 8.30 mogli już cieszyć się wspólną jazdą na dworzec kolejowy. Pociąg przyjechał punktualnie co do minuty, a we wnętrzu, wśród nielicznych pasażerów rozpoznaliśmy (a właściwie Shrink rozpoznał, bo ja nie miałem do tej pory poznać osobiście) Sargatha. Rowery zostały umieszczone tam gdzie ich miejsce, sympatyczna konduktorka z wyraźną zazdrością spoglądała na nasze sprzęty i ubiór-niestety, nie była przewidziana jako członek naszego teamu i w Czaplinku, gdzie opuściliśmy nowoczesny szynobus, pojechała dalej.

Pociąg regio ze Szczecina do Szczecinka© michuss

Na peronie w Czaplinku© michuss
Zaraz przed dworcem zostajemy pozytywnie zaskoczeni-na drzewie zauważamy znak szlaku rowerowego (czerwony). Tutaj napiszę coś, czego już mi się nie będzie chciało później nieustannie powtarzać-oznakowanie szlaków w Drawskim Parku Krajobrazowym to rewelacja! Podczas tych kilkudziesięciu km w parku jeden, jedyny raz przeoczyliśmy znak i skręciliśmy nie tak jak należy-ktoś może powiedzieć, że to o jeden raz za dużo. Ja jednak uważam, że przy takiej komplikacji tras jak tam jest to rewelacyjny wynik. Znaki namalowane są bardzo często i rzeczywiście-żeby się zgubić trzeba się postarać (tak jak my ten jeden, jedyny raz;) ).
Spod dworca dość szybkim tempem zmierzamy do centrum Czaplinka, przejeżdżamy przez charakterystyczne, jajowate rondo (ja robię to drugi raz w tym roku) i zmierzamy nad brzeg Jeziora Drawsko. Tutaj robimy sobie sesję z żaglówkami na drewnianym pomostku. Będzie to nasz ostatni „kontakt” z tym jeziorem podczas całego dnia.

Nad Drawskiem w Czaplinku-przed nami jeszcze 175 km do celu© michuss
Znad jeziora, wzdłuż jego brzegu kontynuujemy podróż niebieskim szlakiem „Dolina Pięciu Jezior”. Mijamy kolejne ośrodki wypoczynkowe, by przy jednym z nich ostro skręcić i skierować się na wschód. Ten manewr sprawia, że po kilkuset metrach asfaltu docieramy do ruchliwej drogi Czaplinek-Połczyn. Na szczęście ten fragment jest dość krótki i po kilku minutach kręcenia cieszymy się widokiem ruin zamku Drahim w miejscowści Stare Drawsko (czyli jakby powiedzieli nasi bracia zza Odry-Alt Draheim, co przy okazji tłumaczy nazwę zamczyska). Tutaj Shrink decyduje się na objazd ruin dookoła, Sargath coś majdruje przy rowerze na brzegu jeziora, ja zaś podziwiam piękne okoliczności przyrody stojąc w miejscu;)

Shrink z rumakiem pod murami zamku Drahim© michuss

Sargath nad jeziorem Żerdno w Starym Drawsku© michuss
Ze Starego Drawska niewielkim podjazdem kierujemy się na północ, jednak zaraz za granicą miejscowości skręcamy za niebieskimi znakami w prawo, w kierunku miejscowości Kuźnica Drawska. Tutaj zaczynają się zapierające dech w piersiach plenery. Już sama droga jest niezwykła-wąskie pasmo asfaltu poprzez łąki i lasy. Po jednej i drugiej stronie drogi pagórki, i to dość wysokie. Pogoda jest wspaniała-czego więcej chcieć? Oczywiście-zdjęć! Co chwila robimy postoje, żeby uwiecznić to co widzimy.

W Kuźnicy Drawskiej© michuss

Gdzieś koło Prosinka-na niebieskim szlaku rowerowym© michuss
Kolejno mijamy wsie Prosinko i Prosino-sprawiają wrażenie jakby wyjętych sprzed trzydziestu lat: nawierzchnie ulic brukowane, stare, ceglane domostwa. Bajka:)

Droga Prosinko - Prosino© michuss

Prosino-śródziemnomorskie klimaty© michuss
Po minięciu Prosina wjeżdżamy na dość wysokie wzgórze, z którego można podziwiać panoramę okolicy. Nie jest to jednak Spyczna Góra, której nie odwiedziliśmy, ale niechybnie ten błąd zostanie prędzej czy później naprawiony. Po krótkiej sesji zdjęciowej ruszamy dalej i po chwili dojeżdżamy do asfaltówki. Wjeżdżamy nań skręcając w lewo, a po kilkuset metrach docieramy do opisywanej już, ruchliwej w sezonie drogi Czaplinek-Połczyn (i dalej Kołobrzeg). Pokonujemy nią kilka kilometrów, mijając przy okazji dwa z pięciu jezior tworzących Dolinę Pięciu Jezior;) Przy skrzyżowaniu na Czarnkowie zostaje podjęta spontaniczna decyzja, która ukształtuje plany na resztę dnia-decydujemy się tu skręcić na wschód, tym samym opuszczając ruchliwy trakt, a zarazem forsownym podjazdem docierając na grzbiet jednego ze wzgórz okalających Dolinę. Wspinaczka wycisnęła z nas siódme poty, bo na krótkim fragmencie nabraliśmy sporej wysokości. Teraz zaczyna się kwintesencja tych okolic (nie bez kozery nazywanych Szwajcarią Połczyńską). Droga w lesie wije się to w górę, to w dół, wszystko urozmaicone zakrętami. Nawierzchnia-miejscami płyty, poza tym głównie szutry, a nawet zielsko na pewnym fragmencie. Tutaj chłopaki mogą w pełni cieszyć się potężnymi oponami-ja zaś jadę trochę zachowawczo, by uniknąć efektownej gleby, która mogłaby przekreślić dalsze plany;)

Shrink pokonuje zjazd w rezerwacie Dolina Pięciu Jezior© michuss

Sargath pędzi w dół-Dolina Pięciu Jezior© michuss

Fotostop gdzieś w Dolinie Pięciu Jezior© michuss
Po kilku km takiego kręcenia opuszczamy las i mijamy pojedyncze zabudowania gospodarskie rozlokowane wśród pól-to osada Milice. Przy jednym z nich droga malowniczo wije się przy brzegu małego oczka wodnego-oczywiście nie uchodzi to naszej uwadze, a całość zostaje uwieczniona na trzech kartach pamięci;)

Milice© michuss
Dalszy etap to świetny, długi zjazd równą, asfaltową drogą prosto do Połczyna Zdroju przez Ogartówko i Połczyńską. W samym mieście zatrzymujemy się w markecie, o którym ktoś śpiewał, że jest „mój ulubiony”;) Potem zaliczamy rundę oglądając stare budynki browaru, ucząc miejscowych kierowców jak nie powinno się parkować samochodów, rzucając okiem na wiekowe sanatoria, by wreszcie wylądować w słynnym parku zdrojowym. Tutaj ma miejsce dość zabawna sytuacja-ktoś postanowił umilić kuracjuszom spacery i rekreację w parku i puścił na cały regulator z gigantycznych głośników piosenki zespołu Scorpions. Kiedy przekraczamy bramę mówię żartobliwie do Shrinka: „E, no chyba skorpionsi przyjechali do Połczyna”, na co jakiś facet stojący z boku dopowiada: „Taa... Już od tygodnia koncertują”;)
W samym parku zatrzymujemy się przy pijalni wód, przy okazji obserwując partię szachów, którą dwaj panowie rozgrywają sobie na potężnej szachownicy, z figurami wielkości przerośniętego dziecka.

Szachownica w parku zdrojowym w Połczynie© michuss
Delektując się wodą opuszczamy to ciekawe miejsce bardzo fajną, brukowaną drogą, która doprowadza nas w głąb parku, a jednocześnie stanowi czerwony szlak rowerowy „Szwajcaria Połczyńska”, który będzie naszym towarzyszem na kilka najbliższych kilometrów.

Sargath w parku zdrojowym w Połczynie© michuss
Klucząc pomiędzy jakimiś budynkami i ogródkami działkowymi zostajemy doprowadzeni do ścieżki rowerowej poprowadzonej szlakiem zwiniętych torów na trasie Połczyn Zdrój-Złocieniec. Droga ma nawierzchnię asfaltową i robi niesamowite wrażenie-dla osób nielubiących ostrych podjazdów jest to nie lada gratka. Po kilkuset metrach przychodzi nam jednak zboczyć w las, w lewo (za czerwonymi znakami). W międzyczasie Sargath wypatruje interesujące miejsce położone na uboczu szlaku, dzięki czemu po chwili podziwiamy niesamowite, głębokie jary. Następnie kierujemy się czerwonym szlakiem, ciesząc się zbliżającym się etapem, a mianowicie punktem widokowym na Wolej Górze. Czas mija nam na interesujących rozmowach na tematy wszelakie, skutkiem czego mylimy drogę i wjeżdżamy najpierw na jedno, a potem na drugie podwórko (w tym drugim przypadku początkowo zostajemy przywitani swojskim „wypierdalać!”, by po chwili w miłej atmosferze zaczerpnąć z przebogatej skarbnicy wiedzy, jaką jest jedna z mieszkanek tej czarownej posesji, udzielająca nam wskazówek, trafnych zresztą, jak jechać dalej).
Chwilę później pedałujemy drogą Połczyn-Złocieniec, mijając charakterystyczną wieżę, bliźniaczą do tej spod Dobrej (Nowogardzkiej). Mijamy ją, a kilkaset metrów dalej skręcamy zgodnie z drogowskazem „Nowe Worowo 8”. Zaraz za skrętem mijamy brygadę składającą się z dwóch osób, które na drzewach malują znaki szlaków. Trzy minuty później delektujemy się linią brzegową jeziora Kłokowskiego. To znaczy, prawdę powiedziawszy, chłopaki się delektują wyszukując zmyślne kadry, a ja studiuję mapę, co trochę mnie, że tak powiem, frasuje. Zdaje sobie bowiem w tym momencie sprawę, że do Stargardu to dojedziemy już po ciemku-czarny scenariusz, który maluje mi się w głowie mówi, że będziemy około północy na miejscu. Po chwili odrzucam te myśli również oddając się urokom fotografii w plenerze.

Jezioro Kłokowskie© michuss
Za Kłokowem znaki nakazują nam skręt w lewo, tym samym opuszczamy po raz kolejny asfalt na rzecz wspaniałej, leśnej szutrówki. Tym duktem pokonujemy kilka kilometrów i docieramy na szczyt Wolej Góry (219 m n.p.m.). Tutaj znajduje się chyba największa atrakcja dzisiejszej eskapady-jest to wieża ochrony przeciwpożarowej, która jednocześnie stanowi punkt widokowy udostępniony dla chętnych!

Podjazd na Wolą Górę© michuss

Wieża widokowa na Wolej Górze-na dole rowery© michuss
Ze względów bezpieczeństwa na górę ruszają Shrink i Sargath, a ja zostaję przy rowerach, by kilkanaście minut później zamienić się ze Shrinkiem. Widoki są niesamowite, zapierają dech w piersiach. Dość powiedzieć, że według tablicy informacyjnej ustawionej u podnóża tej wieży można stąd dojrzeć nawet Koszalin! Potem zresztą stanie się to tematem żartów-ja pytam Sargatha czy uwiecznił jeden z koszalińskich pomników, które było „widać” z wieży, na co uzyskuję odpowiedź, że zdecydował się na makro biedronki, która spacerowała po tablicy informacyjnej przyczepionej do wyżej wzmiankowanego;)

Widok z Wolej Góry na wschód© michuss

Shrink rowerów pilnujący© michuss
Po zejściu na dół Shrink omawia dalsze plany-pojedziemy do wsi Czarnkowie, stamtąd czarnym szlakiem pieszym do Bolegorzyna, by po kilku km asfaltu dostać się do Nowego Worowa. Stąd rzut beretem drogą w kierunku Złocieńca do Starego Worowa, gdzie jednak skręcimy w prawo, na Chlebowo osiągając opisywaną już ścieżkę rowerową zlokalizowanej na dawnej linii kolejowej.

Wjazd do Czarnkowia© michuss

Czarnkowie© michuss

Nowe Worowo© michuss
Po dotarciu na miejsce przeżywamy małe rozczarowanie, bo zamiast nawierzchni asfaltowej jest szuter, ale po kilkuset metrach, po minięciu budynku dworca pojawia się ponownie asfalt. Teraz zostaje nam już szybkie ciśnięcie do Złocieńca w towarzystwie licznych pań. Na tym tle wyróżnia się jedna z przedstawicielek niewieściego rodu, która zdecydowała się jechać bez trzymania kierownicy, czytając jednocześnie książkę. Widok niespotykany, aczkolwiek chwilę później komentujemy, że gdyby była naprawdę zdolna to czytała by naraz dwie książki, a nawet czytała jedną, a pisała drugą:)

Kiedyś dworzec - dziś agroturystyka© michuss

Ścieżka rowerowa na dawnej linii kolejowej Połczyn - Złocieniec© michuss
W Złocieńcu postój w Biedce-uzupełnienie płynów, a potem całkiem smaczny kebab w jednym z lokali na miejscowym deptaku. Informuję panią, że mamy do przejechania jeszcze dystans do Stargardu Szczecińskiego w związku z czym apeluję do jej sumienia o przygotowanie obfitych porcji. Nie wiem czy doszło to do skutku, ale zobowiązała się pamiętać o tym podczas przygotowywania dań;) Podczas posiłku zapada decyzja o jeździe jak najkrótszą drogą, w miarę spokojnym tempem. Już wiemy, że ostanie kilkanaście kilometrów będziemy pokonywać po ciemku.
Ze Złocieńca wydostajemy się z niewielką pomocą policji. Następnie bardzo szybkim tempem (mała zmiana planów) pędzimy do Drawska Pomorskiego. Tutaj postój na rynku na uzupełnienie płynów, a przy okazji Shrink ubiera swój rower w pozycyjne światła.

Drawsko Pomorskie© michuss
Następnie żwawo kierujemy się na Węgorzyno aż do skrzyżowania pod Brzeźniakiem (wszystko to, aż od Złocieńca, ruchliwą, krajową dwudziestką, potwornie dziurawą na odcinku od Drawska). Na rzeczonym skrzyżowaniu obieramy kierunek południe i więcej podjeżdżając, jak zjeżdżając docieramy do Ińska. Po drodze oczywiście sesja zdjęciowa przy kopalni żwiru niedaleko Granicy.

Przy kopalni żwiru w Granicy© michuss
W samym Ińsku ostatnie zakupy w wykonaniu Sargatha. Shrink zaś otwiera swoje żelki haribo, którymi posilamy się oczekując na tego pierwszego.
Kolejne kilometry to dowcipy na tematy wszelakie we wspaniałej scenerii zachodzącego słońca i wąskiego pasma asfaltu z Ińska przez Linówko do drogi Chociwel-Dobrzany. Przy skrzyżowaniu z tą ostatnią skręcamy w prawo, by po chwili wpaść do Długiego. W tej wsi skręcamy w lewo, za drogowskazem „Lutkowo 5”. Przy cmentarnym murze zakładam oświetlenie na przód. Przy okazji rozważamy „awaryjne” użycie zniczy, szczególnie tych w czerwonych pojemnikach, które mogły by się doskonale sprawdzić jako oświetlenie tyłu;)
Przez mroki dojeżdżamy do Lutkowa, gdzie miejscowy udziela nam wskazówek jak nie przeoczyć zjazdu na Kępno. Wiadomości, po raz kolejny dzisiaj, okazują się przydatne. W Kępnie wpadamy na drogę Dobrzany-Marianowo-Trąbki, jednak korzystamy z niej tylko do Wiechowa, gdzie odbijamy na południe, do Sulina. W tymże skręt w prawo i przez Barzkowice oraz Golinę, bardzo szybkim tempem osiągamy Pęzino. Tutaj krótka sesja zdjęciowa przy zamku i ostatnie 40 minut na dojazd pod mój blok, przerwany jeszcze posiłkiem Sargatha na stargardzkim Orlenie.

Końcówka-cpn w Stargardzie© michuss
Podsumowując-wyjazd niezwykle udany. Po pierwsze urocze zakątki województwa zachodniopomorskiego zostały, że tak powiem, „liźnięte”. Bez wątpienia będzie trzeba tam wrócić-ja już nastawiam się na częstsze podróże z wykorzystaniem opisywanego pociągu, co eliminuje konieczność wykonania „pustych” kilometrów dla dojechania do celu. Na zakończenie nie sposób nie wspomnieć o towarzystwie, bez którego ta wyprawa na pewno nie była by tak wyborna:)
Kategoria wycieczka
- DST 107.09km
- Czas 04:21
- VAVG 24.62km/h
- VMAX 49.01km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Setka od niechcenia
Niedziela, 14 sierpnia 2011 • dodano: 14.08.2011 | Komentarze 3
STARGARD-Giżynek-Golczewo-cargotec-Warnice-Reńsko-Obryta-Lubiatowo-Kluki-Pyrzyce-Stare Czarnowo-Dobropole Gryfińskie-Sosnówko-Szczecin(Śmierdnica-Płonia-Sławociesze-Zdunowo)-Niedźwiedź-Motaniec-Kobylanka-Morzyczyn-Zieleniewo-STARGARDPoczątkowo chciałem pojechać gdzieś w okolice Dobrej, ale kierunek wiatru sprawił, że wybrałem się na południe powtarzając niemal w całości trasę z maja.

Kukurydza pod Giżynkiem© michuss

Krzyżówka drogi z Barlinka z wojewódzką 106 między Mechowem a Lubiatowem© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 125.93km
- Czas 05:46
- VAVG 21.84km/h
- VMAX 40.55km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrót z Trzebiatowa, czyli przez krainę psów szczekających d*pami
Niedziela, 7 sierpnia 2011 • dodano: 07.08.2011 | Komentarze 3
TRZEBIATÓW-Brojce-Natolewice-Wicimice-Iglice-Resko-Radowo Wlk.-Pogorzelica-Orle-Rogowo-Dobra-Wojtaszyce-Bagna-Dębice-Maszewo-Storkówko-Klępino-STARGARDPowrót z Trzebiatowa chciałem tym razem sobie nieco urozmaicić-w kwietniu jechałem przez Nowogard, a całą drogę „umilał” mi bardzo silny wiatr z południa, który momentami, na długich prostych przez pola pod Gryficami nie pozwalał pojechać szybciej niż 16 km/h. Decyzja zapadła dziś rano-jadę przez Wicimice, a to dlatego, że chciałem zaliczyć na rowerze klimatyczną „asfaltówkę” (słowo w cudzysłowie, bo asfaltu jest na tej drodze dużo mniej jak piachu, kamieni i dziur) przez las w kierunku Starej Dobrzycy. Wprawdzie trochę z tropu mnie zbijał fakt, że co chwila padało i to nawet dość intensywnie, ale stwierdziłem, że nie ma się co nad sobą rozczulać.
Wyjechałem około 12.15 mimo nalegań, bym został na obiad (co oznaczało ruszenie przed 15). Ruszyłem na południe w kierunku Brojc przez Żukowo. Na niebie przewalały się ciemne chmury, czystego nieba-jak na lekarstwo. Wiatr dość silny z północy i północnego zachodu (czyli dokładnie odwrotnie jak wczoraj)-idealnie dla mnie.

Droga Trzebiatów-Brojce© michuss
Do Brojc docieram dość szybko. Tutaj po krótkich poszukiwaniach odnajduję drogę do Natolewic (w żaden sposób nie oznakowana). Wiedzie początkowo przez las, a potem przez pola-typowo polna droga, z tym, że na leśnym odcinku bardzo dużo kałuż, momentami utrudniających przejazd. Ale generalnie bardzo fajnie się jechało-polecam.

Droga Brojce-Natolewice© michuss

Droga Brojce-Natolewice© michuss

Natolewice© michuss

Natolewice© michuss
W Natolewicach upewniam się u miejscowego czy właściwie wybrałem drogę do Wicimic, a potem zasuwam dziurawym asfaltem w kierunku krajowej szóstki, która majaczy w oddali. Po drodze pokonuje się zapomniany przejazd kolei wąskotorowej, który nawet dla mnie, wielkiego pasjonata tych kolejek stanowił niespodziankę (po sprawdzeniu okazuje się, że jest to pozostałość po linii Skrzydłowo-Tąpadły).

Pozostałość po kolejce wąskotrowej-droga Natolewice-Wicimice© michuss
W Wicimicach z niemałym trudem przedostaję się na drugą stronę „krajówki”-ruch jest niemożebny, całkowicie wykluczający jakiekolwiek próby przejazdu tą drogą rowerem. Na szczęście i tak nie zamierzałem tego robić, więc ruszyłem za znakiem „Stara Dobrzyca 12”, wiedząc, że będę miał podczas tego przejazdu sporo fajnych wrażeń (pokonywałem tę drogę samochodem jako urozmaicenie w trakcie dojazdów do Łobza z kierunku Koszalina). W istocie droga początkowo sprawia wrażenie bardzo szerokiej szutrówki, potem momentami pojawia się asfalt, raz z lewej, raz z prawej strony, raz jest gładki jak stół (ale to na odcinku niedłuższym jak 100 m w sumie, potem dziurawy jak ser szwajcarski. Pewnym zaskoczeniem jest spora ilość samochodów, które spotykam (wszystkie jadą od strony Dobrzycy i, poza jednym, mają tablice z południa Polski). Poza tym uwagę zwracają co i rusz ustawione drogowskazy wskazujące drogę do śródleśnych miejscowości, ustawione przy leśnych duktach.

Droga Wicimice - Stara Dobrzyca© michuss
Cały czas wypatruję resztek po przejeździe kolejowym na linii Resko-Skrzydłowo (wąskotorówka), ale się go nie doczekałem-na skrzyżowaniu na Orzeszkowo/Iglice skręcam do tej drugiej miejscowości (przejazd jest dalej, w kierunku Dobrzycy).
Droga do Iglic robi imponujące wrażenie-szutrówka, ale wysadzana drzewami, które tworzą monumentalną aleję. Później drzewa są nieco niższe, ale i tak wrażenie jest spore.

Szutrowa aleja Orzeszkowo-Iglice© michuss
W samych Iglicach ponownie konsultacja z miejscowymi (dzieci) w celu ustalenia drogi do Łabunia Wielkiego. Jazda po koszmarnie dziurawym asfalcie.
W Łabuniu docieram do skrzyżowania z drogą Resko-Dąbie-”szóstka”, gdzie skręcam w lewo, na Resko. Tuż za skrętem zauważam bociana, który stoi przy drodze i wcale się mnie nie boi. Robię zdjęcia jemu i standardowo-rzut na drogę, dzięki czemu uwieczniam ewenement chyba na skalę kraju-podwójne oznakowanie końca terenu zabudowanego i miejscowości, jedno za drugim w odstępie kilkunastu metrów. A w domu, przy obróbce zdjęć dopiero zwracam uwagę, że to nie jedyny powtórzony znak;)

Bociek pod Łabuniem Wielkim© michuss

Podwójne oznakowanie© michuss
W Resku krótka wizyta w Biedce po paliwo i batony, a dalej wyjazd pod górę w kierunku na Węgorzyno.

Wjazd do Reska-pozostałość po wiadukcie kolei wąsktorowej© michuss
Tutaj niestety niebo zaciąga się dokumentnie i przez długie kilometry towarzyszy mi mżawka, a potem nawet dość intensywny deszcz. Trochę mnie to irytuje, tym bardziej, że mam świadomość dość długiej drogi do domu.
Za Radowem Wielkim skręcam w kierunku Pogorzelicy, a tam z kolei w nowy asfalt do Orla (na mapie tę drogę oznaczoną mam jako nieutwardzoną).

Droga Pogorzelica - Orle© michuss
Od Orla przez kilka pomniejszych miejscowości zmierzam do Dobrej, którą mijam bez zatrzymywania.

Wyjazd z Orla w kierunku Dobrej© michuss

Dojazd do Dobrej© michuss
Tuż za nią... znowu „guma”. To już trzecia w ostatnim czasie. Poirytowany jestem strasznie, a potem wręcz lekko spanikowany, bo okazuje się, że dwa kawałki potłuczonego szkła zrobiły dwie dziury, skutkiem czego wykorzystuję wszystkie łatki które mam... Na szczęście dostrzegam olbrzymie „pokłady” trawy w okolicy, więc myślami nastawiam się już na wariant siwiutkiego, ale szczęśliwie okazuje się, że dziur więcej w dętce nie było, a i w dalszej drodze nie trafiłem na żadnego „kolca”-ba nawet udało mi się dodatkową łatkę zdobyć.
Od Dobrej już dość szybko uwijam się przez Wojtaszyce, Błota do wojewódzkiej „sto szóstki”. Ruch tutaj spory, bo wszyscy wracają znad morza. W Maszewie spotykam kumpla z phototrans.eu, od którego odkupuję łatkę w razie awarii w krótkiej już drodze do Stargardu.
Końcówka przez Storkówko, Małkocin, Klępino i dalej po płytach do Reymonta w Stargardzie. Dojeżdżam bardzo zmęczony, prawie bez energii-mogłem zjeść ten obiad w Trzebiatowie;)

Dojazd z Klępina do ul. Reymonta w Stargardzie© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 38.24km
- Czas 01:37
- VAVG 23.65km/h
- VMAX 37.01km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Koszewo
Sobota, 23 lipca 2011 • dodano: 23.07.2011 | Komentarze 0
STARGARD-Zieleniewo-Kunowo-Koszewo-Dębica-Kluczewo-STARGARDWreszcie gdzieś się ruszyłem... Po ostatniej niedzielnej eskapadzie pogorszyło mi się jeśli chodzi o zdrowie (wyjeżdżałem zakatarzony, wróciłem już solidnie przeziębiony), poza tym od środy w zasadzie non-stop lało. Dzisiaj wreszcie „odgruzowałem” mieszkanie, a jak tylko przestało padać to ruszyłem pojeździć po okolicy-krótko mówiąc udany dzień:)
Do Koszewa wzdłuż Miedwia, potem do granicy Warnic, pasy startowe (niesamowite wrażenie, bo pomiędzy nimi rośnie kukurydza, więc trochę się „zawęziło” pole widzenia), Lotnisko po płytach i dalej wzorową ddr`ką do miasta.

Koszewo© michuss

Cukrownia Kluczewo w Stargardzie Szczecińskim© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 109.24km
- Czas 04:45
- VAVG 23.00km/h
- VMAX 36.31km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Obiad w Stepnicy
Niedziela, 17 lipca 2011 • dodano: 17.07.2011 | Komentarze 6
STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Zabród-Goleniów-Miękowo-Wierzchosław-Widzieńsko-Stepnica-Żdżary-Goleniów-Zabród-Poczernin-Lubowo-Żarowo-STARGARDMiałem dzisiaj nigdzie się nie ruszać, bo w środę „załatwiłem” się w pociągu. Jednak po obudzeniu dokuczał mi już „tylko” katar, wobec czego postanowiłem skorzystać z zawsze otwartego zaproszenia do Stepnicy;)
Wydostaję się tradycyjnie-przez Poczernin. Tutaj, lekko zirytowany, dopompowuję koło-to od dętki, którą łatałem w Ińsku nad jeziorem, podczas ostatniego wypadu. Irytacja sięga zenitu jak 3 km dalej zmuszony jestem zatrzymać się i ponownie szukać dziury. Na szczęście mam wygodny korzeń, położony przy szutrowej drodze od krzyżówki DW 142 i DW 141 w kierunku szosy Stawno-Kliniska, z której korzystam dziś po raz pierwszy. Przyczyną przekłucia okazał się dość długi jak na „flaka” drucik, który w miarę bezproblemowo usuwam. Nie chcę źle oceniać opon z góry, ale w tym momencie mają u mnie dużego minusa (Author Silk Road Cross-de facto Panaracer).

Guma w lesie© michuss

Drucik-Sprawca© michuss
Do Goleniowa dojazd przez Zabród – wybrałem chyba najkrótszy wariant, bo po minięciu tablicy na liczniku widnieje 30 km z małym hakiem. Następnie zakupy w kauflandzie i wyjazd na Miękowo. Jedzie się tu teraz wspaniale, bo cały ruch puszczony jest obwodnicą, a we wsi nie spotykam ani jednego samochodu:) Nie do wiary.

Miękowo, lipiec, niedziela, kier. nad morze, godz. 11© michuss
Drogę przez Wierzchosław i Widzieńsko już znam i lubię, nawet dziury mi nie przeszkadzały.
W samej Stepnicy pyszny, dwudaniowy obiad, a o 16.20 start podróży powrotnej.
Z racji założonych opon decyduję się na skorzystanie z tzw. drogi pożarowej nr 18, która odbija od trasy Stepnica – Widzieńsko. Początkowo jedzie się super, bo nawierzchnię stanowi asfalt, a potem dość mocno ubity piach.

Pożarowa "osiemnastka" - Stepnica-Miękowo© michuss
Jednak po kilku km ubity piach robi się sypki i podróż nie jest już tak miła. Całość przejazdu ma dobrych kilka km i człowiek w pewnym momencie ma wrażenie, że nigdy z lasu nie wyjedzie;)

Piachy na "osiemnastce" Stepnica-Miękowo© michuss

Przed Żdżarami© michuss
Po drodze odbijają piaszczyste drogi, miejscami oznakowane. Sama „osiemnastka” też jest dość dobrze oznaczona, jednak finalnie, zamiast w Miękowie wyjeżdżam w Żdżarach, skąd bezproblemowo docieram do wiaduktu na wylocie z Goleniowa w kierunku Świętej i Stepnicy.
Przez Goleniów przejeżdżam bez zatrzymania – kolejny krótki postój funduję sobie gdzieś między Zabrodem i Bolechowem, bo urzeka mnie piękny, bukowy las, więc postanawiam go sfotografować, choć zdjęcie i tak nie odda tego „nastroju” w pełni.

Buczyna w Puszczy Goleniowskiej© michuss
Dalej droga wiedzie tak samo jak rano, a to dlatego, że zależy mi na jak najszybszym dojechaniu do domu. Mimo wszystko czuję, że przeziębienie do końca jeszcze nie odpuściło. W efekcie znalazłem chyba najkrótszą drogę do Stepnicy – 53 km z kawałkiem, ciężko będzie „dać” mniej;)
Kategoria wycieczka
- DST 21.53km
- Czas 00:57
- VAVG 22.66km/h
- VMAX 40.55km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Śmieszka na celowniku
Czwartek, 14 lipca 2011 • dodano: 14.07.2011 | Komentarze 2
STARGARD-Klępino-STARGARDNa rower ruszyłem dopiero po 20. Ubrałem się trochę za lekko, ale po wyjeździe już nie miałem chęci wracać po coś dodatkowego na grzbiet. Natomiast zweryfikowałem trochę swoje zamiary i zamiast przejechać asfaltową drogą rowerową do Motańca przez Morzyczyn (z tego co widzę podczas powrotów ze Szczecina chyba jest już cała ukończona, z wyjątkiem odcinka w samej Kobylance) ruszyłem na objazd Stargardu, a potem spontanicznie po płytach do Klępina (przez ul. Reymonta).
Aparat wziąłem na tak krótki wypad głównie po to, żeby zobrazować jak wygląda codzienność na ścieżce rowerowej wzdłuż ul. IX Zaodrzańskiego Pułku Piechoty. Za każdym razem jak jadę tym pseudoudogodnieniem dla rowerzystów to zastanawiam się ilu tym razem spotkam spacerowiczów z psami-podkreślam: ilu, a nie czy. Dzisiaj jest romantycznie, bo trafiam na parę zakochanych + psa. Nie wiem po co to coś zostało wybudowane-moim zdaniem kasa wyrzucona w błoto, bo po pierwsze wcześniej na ulicy były tu progi zwalniające i samochody nie rozpędzały się zbytnio, po drugie jakiś „specjalista” zaprojektował tą ścieżkę tak, że na przestrzeni około 800 m przecina jezdnię trzy (!) razy, wijąc się jak wąż ogrodowy, a po trzecie już na etapie budowy jasne było, że będzie to głównie trakt dla mieszkańców pobliskich bloków i ich czworonogów, bo chodzili tutaj jak długo pamiętam.

Trakt spacerowy? Nie droga dla rowerów w Stargardzie Szczecińskim© michuss

Ławeczka© michuss

Stargardzki "bauhaus"-Sąd Rejonowy© michuss

Nad Iną pod Klępinem© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 126.77km
- Czas 05:37
- VAVG 22.57km/h
- VMAX 40.55km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Nowogardzko-stargardzki minizlot BS z Ińską Wstęgą w tle
Wtorek, 12 lipca 2011 • dodano: 12.07.2011 | Komentarze 4
STARGARD-Strachocin-Ulikowo-Pęzino-Ulikowo-Pęzino-Czarnkowo-Marianowo-Kępno-Dobrzany-Kozy-Ciemnik-Ińsko-Ścienne-Kamienny Most-Lublino-Chociwel-Karkowo-Chlebowo-Chlebówko-Białuń-Łęczyca-Storkówko-Małkocin-Klępino-STARGARDWczoraj Shrink wystąpił z pomysłem, żeby spotkać się w Pęzinie, a tym samym doprowadzić do skutku planowane od jakiegoś czasu mini-spotkanie BS (oddział stargardzko-nowogardzki) ;). Jako, że akurat był dziś ostatni dzień mojego urlopu i nie miałem w planie żadnych ważnych zajęć postanowiłem przystać na Jego propozycję.
Punktem zbornym miał być zabytkowy zamek w Pęzinie, który ostatnimi czasy promuje się przy pomocy tablic reklamowych ustawionych w różnych, uczęszczanych miejscach w okolicy Szczecina (m.in. kojarzę taką reklamę ustawioną na Szosie Stargardzkiej, na wysokości stacji shell). Dobrze, że się promuje, bo miejsce jest niezwykle klimatyczne, a sam zabytek robi duże wrażenie. Ale, do rzeczy.
Spotkanie (w którym, jak się później okazało, miał brać też udział kolega Shrinka, początkujący, a zarazem rokujący bardzo duże nadzieje na przyszłość biker Grzesiek) Shrink wyznaczył na mniej więcej 9-9.30. Ruszyłem z domu z dużym zapasem, około 7.50 i około 50 minut później stanąłem pod bramą zamku. Jako, że chłopaków jeszcze nie było wysłałem smsa z informacją, że czekam. W odpowiedzi dość szybko skontaktował się ze mną Shrink, informując, że szybkim tempem minęli Grabowo i jeszcze szybszym zmierzają w kierunku Kiczarowa. Ponieważ nie lubię długo siedzieć w jednym miejscu ruszyłem im naprzeciw, co zaowocowało, że tak powiem, spotkaniem w sąsiednim Ulikowie. Stąd, po krótkim przywitaniu i popodziwianiu swoich rowerów, ruszyliśmy do Pęzina, gdzie ostatecznie zatrzymaliśmy się pod zamkniętą bramą zamku. Ponieważ chłopaki specjalnie przyjechali prawie 50 km, żeby zamek obejrzeć brama została dość szybko przez nas otwarta i znaleźliśmy się na dziedzińcu-parkingu posiadłości (z pewną obawą, bo tabliczka głosiła, że obiektu pilnuje zły pies). Nie zostaliśmy jednak rozszarpani przez żadnego psiaka, a chwilę później, po zaparkowaniu rowerów nawet dostąpiliśmy zaszczytu poobcowania z księżniczką (niestety, moja strata-rozmawiałem w tym czasie przez telefon i nie miałem okazji poznać owej zacnej niewiasty). Pokręciliśmy się trochę, porobiliśmy zdjęcia, jak to w takim miejscu wypada, napiliśmy się czegoś i dość szybkim tempem udaliśmy się w kierunku Marianowa (chwilę wcześniej zapadła decyzja o uszczęśliwieniu kol. Grzegorza wizytą na słynnej Ińskiej Wstędze).

Ekipa nowogardzko-stargardzka w Pęzinie. Autor-Shrink© michuss

Pod zamkiem w Pęzinie-Shrink i Grzesiek© michuss

Koniki na postoju© michuss

Zamek w Pęzinie© michuss
Za Czarnkowem, za moim przewodem, odbiliśmy w kierunku Barzkowic, a to wszystko po to, żeby zaliczyć niezwykle sympatyczną asfaltówkę, a właściwie należało by powiedzieć „asfaltóweczkę” przez las-zapomniana przez Boga i ludzi. Tutaj zatrzymujemy się na chwilę, podczas której Shrink zjada kanapkę, przyrządzoną przezeń zapobiegliwie w domu, ja natomiast oddaję się z niekłamaną radością ceremonii pompowania tylnego koła, z którego powoli, ale systematycznie schodzi mi powietrze (ta czynność powtórzy się jeszcze kilka razy, by wreszcie w Ińsku zakończyć ten korowód wymianą dętki).
Sama droga z Marianowa do Dobrzan mija nam niezwykle szybko. Przyzwyczajony do samotnych wyjazdów, a tu pogrążony w rozmowie nawet nie zauważam tej trasy-fajne to:) W Dobrzanach krótki sklepostop, podczas którego uzupełniamy bidony i raczymy się dodatkowo pepsi z puszki. Potem krótka wspinaczka w kierunku Kóz i już po chwili ukazuje się naszym oczom drogowskaz „Ciemnik 10”, co niechybnie zwiastuje początek niczym nieograniczonego rozkoszowania się wspaniałą widokowo trasą. Jedziemy trochę wolniej, delektując się śpiewem ptaków i, że tak powiem, szmerem strumyka;) W drugiej części trasy (tj. kawałek za leśniczówką Okole) zatrzymujemy się na fotostop-zajęcia odbywają się z zakresu fotografii w ruchu, z różnym skutkiem;) Kolega Grzesiek łapie tu krótki kryzys, który szybko zostaje spacyfikowany radosną informacją, że już za 10 km będziemy cieszyć się kebabem na ińskiej plaży (to pomysł Shrinka i po prawdzie mnie również rozradował, może nawet bardziej jak Grześka).

Grzesiek i Shrink podczas podziwiania uroków Ińskiej Wstęgi© michuss

Shrink podjeżdża© michuss

Shrink zjeżdża© michuss

Grzesiek zjeżdża© michuss
Trasa Ciemnik-Ińsko, kilka kilometrów, z których znów nic nie pamiętam, bo cały czas toczy się barwna rozmowa;) W samym Ińsku, na prośbę Shrinka, pokazuję chłopakom dawną stację kolei wąskotorowej. Ińsko, jako stacja, zostało zamknięte 1 czerwca 1996 roku, a ostatni pociąg pasażerski odjechał stąd najprawdopodobniej jeszcze wcześniej, stąd niemałe zamieszanie budzi nasze pytanie, skierowane do jednego z lokatorów postacyjnego budynku: czy zdążyliśmy na pociąg czy też będziemy musieli czekać na następny...

Na dawnej ińskiej stacji. Autor-Shrink© michuss
Ze stacji kierujemy się pod pomnik raka, przy pomocy którego powstaje kilka zdjęć, a chwilę później żwawo pedałujemy terenową ścieżką w kierunku miejskiej plaży.

Iński rak, którego wszyscy się boją;)© michuss

Na ińskim raku. Autor-Shrink.© michuss
Tu spada na nas jak grom z jasnego nieba informacja, że z kebaba nici, bowiem punkt je sprzedający nie został w tym roku otwarty. Chwilę wcześniej mignął mi jednak pan, który siedział pod namiotem z napisem „china box”, co wróżyło rychły kontakt z chińszczyzną. Okazało się, że ową „chińszczyznę” stanowi włoski makaron, zmieszany z mięsem, jakimiś grzybami i przyprawiony na sposób orientalny. Całość w gustownym, tekturowym pudełku z napisem, jakby kto miał wątpliwości, „china box”:) Delektujemy się makaronem, a po jego zjedzeniu zabieram się, przy wydatnej pomocy kolegów, za reperację dętki-dziurka okazuje się na tyle nieduża, że potrzebna jest pomoc wody z jeziora w celu jej lokalizacji. Podczas tych zabiegów przyłącza się do nas kolega chłopaków-Hubert. Oczywiście przybył tu na rowerze i, według swojej relacji, zamierza jechać dalej na wschód, w okolice Kalisza Pomorskiego. Po kilku minutach rozmowy decyduje się jednak na jazdę z nami, w kierunku Chociwla. Pada propozycja jazdy wzdłuż brzegu jeziora, korzystając z terenowej trasy. Bardzo fajnie się jedzie, szczególnie biorąc pod uwagę, że ja przyzwyczajam się do jazdy bez błotników, a w lesie jest sporo oznak, że niedawno lało;)

Off-road Ińsko-Ścienne: Hubert, Michuss, Grzesiek. Autor-Shrink.© michuss
Po kilku km jazdy w terenie docieramy do wsi Ścienne. Stanowi dość długi ciąg budynków skupionych wzdłuż głównej, biegnącej przezeń ulicy. Dla uatrakcyjnienia przejazdu droga faluje i co chwila jedziemy raz w górę, raz w dół. Kilka kilometrów później wpadamy na drogę Ińsko-Chociwel, a chwilę później nawiedzamy Kamienny Most, przy okazji zjeżdżając do zespołu szkół, który mieści się w starym pałacu zlokalizowanym we wspaniałym parku. Pierwsze moje wrażenie, zgodne zresztą z tym Shrinkowym, jest takie, że ten budynek mógłby śmiało zagrać w horrorze jako odludny szpital psychiatryczny;)

Na szkolnym parkingu-Kamienny Most. Autor-Shrink© michuss
Podczas wyjazdu z Kamiennego Mostu z ust Huberta pada propozycja, by zahaczyć o położoną nieopodal wieś Lublino, a to z racji „dzieła”, które miejscowy myśliwy wykonał na ścianie swojego domu. Krótko później odbieram telefon, chłopaki jadą dalej, a ja rozpoczynam gonitwę za nimi. Oczywiście na wysokości zjazdu do Lublina skręcam i zmierzam do ogólnie pojętego centrum tej miejscowości;) Mniej więcej w połowie tej stosunkowo krótkiej drogi ponownie słyszę sygnał telefonu-dzwoni Shrink i pyta gdzie jestem, bo czekają na mnie. Nie skręcili na Lublino-krótko mówiąc nie dogadaliśmy się, a raczej ja za wiele dodałem od siebie;) Okazało się, że chłopaki nie wykazali entuzjazmu dla zapoznania się z twórczością domorosłego, lublińskiego malarza-artysty. Moim zdaniem słusznie, bo całość ocieka wręcz tak zwanym kiczem;) Prawdę powiedziawszy nawet nie zwalniam na wysokości osławionych zabudowań.
Krótko później znajdujemy się w Chociwlu, a to kolejny sklepostop. Tym razem urozmaicony rozmową z przedstawicielami miejscowego establishmentu, raczącymi się „czymś mocniejszym”. Jeśli można tak powiedzieć w przypadku drugiego razu to tradycja zostaje podtrzymana i w miejscowym sklepie kupujemy puszkę coli i dodatkową butelkę z wypełniaczem do bidonu (w moim przypadku woda). Ze sklepu ruszamy na parking, z którego pięknie widać chociwelski kościół i jezioro na pierwszym planie. Tutaj następuje pożegnanie-Shrink przypuszcza, że poleją się moje łzy smutku, ja jednak zapewniam go, że podczas pożegnań trzymam się twardo, ale nie wykluczam, iż na dalszej trasie do Stargardu pokwilę sobie cichutko;) W tym miejscu szczere gratulacje dla Grześka, który dziś pobił swój poprzedni rekord (40 km) pewnie ze trzy razy, a i tak trzymał się niezwykle dzielnie! Brawo!

Kościół w Chociwlu© michuss
Z Chociwla chłopaki jadą na Dobrą, ja natomiast zmierzam do Karkowa (to droga, którą pokonałem w zeszłym roku, podczas majowej włóczęgi do Przytonia). W Karkowie, z polecenia Shrinka, oglądam pałac, a raczej to co z niego zostało, a chwilę później odbywam następujący dialog z dwiema dziewczętami z wózkiem dziecięcym:
-Ta droga to na Chlebówko?
-Ale to jest polna droga.
-Ale na Chlebówko?
-Ale to jest polna droga.
-Ale dojadę do Chlebówka?
-Tak.

Ruiny pałacu w Karkowie© michuss
Upewniony ostatnim słowem ruszam przez lasy i pola, niezwykle malowniczą drogą. Po kilkunastu minutach docieram do asfaltu, z którego dzisiaj już nie zjadę.

W tle droga Karkowo-Chlebowo© michuss
Kolejno mijam Chlebowo, Chlebówko, Białuń (tu odbijam na Łęczycę, bo przez Starą Dąbrową nie chcę jechać-potem trzeba korzystać z ruchliwej trasy Nowogard-Stargard).

Postój pod Tolczem© michuss
W Łęczycy zjeżdżam na tzw. „betonówkę”, by po około kilometrze odbić na Storkówko i dalej, tradycyjną trasą przez Małkocin i Klępino dotrzeć do domu. Dodam tylko, że w Klępinie skorzystałem z betonowej drogi, którą na skróty można dotrzeć do Stargardu.

Storkowo-relikt minionej epoki© michuss
Wypad niezwykle udany-dzięki za towarzystwo, mam nadzieję na kolejne wspólne wędrówki po okolicach. Jeśli o czymś zapomniałem to Shrink w swojej relacji niechybnie to uzupełni:)
Aha, zdjęcia autorstwa mojego i Shrinka (zaznaczam w opisie foty).
Kategoria wycieczka







