m i c h u s s
Więcej o mnie.

Znajomi
s p r z ę t
Archiwum bloga
- 2020, Listopad9 - 11
- 2020, Październik15 - 21
- 2020, Wrzesień15 - 58
- 2020, Sierpień20 - 77
- 2020, Lipiec16 - 32
- 2020, Czerwiec13 - 51
- 2020, Maj22 - 117
- 2020, Kwiecień19 - 78
- 2020, Marzec9 - 7
- 2020, Luty10 - 7
- 2020, Styczeń15 - 34
- 2019, Grudzień16 - 41
- 2019, Listopad19 - 50
- 2019, Październik20 - 43
- 2019, Wrzesień26 - 36
- 2019, Sierpień22 - 31
- 2019, Lipiec19 - 21
- 2019, Czerwiec24 - 47
- 2019, Maj8 - 30
- 2019, Kwiecień19 - 43
- 2019, Marzec17 - 48
- 2019, Luty17 - 64
- 2019, Styczeń18 - 41
- 2018, Grudzień10 - 25
- 2018, Listopad28 - 58
- 2018, Październik24 - 37
- 2018, Wrzesień17 - 43
- 2018, Sierpień21 - 46
- 2018, Lipiec26 - 66
- 2018, Czerwiec26 - 43
- 2018, Maj19 - 47
- 2018, Kwiecień23 - 59
- 2018, Marzec24 - 98
- 2018, Luty14 - 50
- 2018, Styczeń12 - 69
- 2017, Grudzień11 - 25
- 2017, Listopad18 - 29
- 2017, Październik16 - 113
- 2017, Wrzesień20 - 44
- 2017, Sierpień23 - 44
- 2017, Lipiec17 - 52
- 2017, Czerwiec20 - 78
- 2017, Maj25 - 108
- 2017, Kwiecień20 - 71
- 2017, Marzec24 - 41
- 2017, Luty13 - 105
- 2017, Styczeń23 - 49
- 2016, Grudzień25 - 68
- 2016, Listopad31 - 70
- 2016, Październik30 - 86
- 2016, Wrzesień29 - 149
- 2016, Sierpień24 - 181
- 2016, Lipiec20 - 76
- 2016, Czerwiec28 - 221
- 2016, Maj26 - 167
- 2016, Kwiecień26 - 185
- 2016, Marzec33 - 312
- 2016, Luty17 - 92
- 2016, Styczeń16 - 110
- 2015, Grudzień22 - 44
- 2015, Listopad23 - 87
- 2015, Październik18 - 113
- 2015, Wrzesień25 - 181
- 2015, Sierpień19 - 65
- 2015, Lipiec29 - 66
- 2015, Czerwiec20 - 40
- 2015, Maj16 - 77
- 2015, Kwiecień10 - 89
- 2015, Marzec5 - 20
- 2015, Luty6 - 39
- 2015, Styczeń7 - 78
- 2014, Grudzień13 - 99
- 2014, Listopad7 - 36
- 2014, Październik23 - 46
- 2014, Wrzesień26 - 86
- 2014, Sierpień18 - 72
- 2014, Lipiec26 - 33
- 2014, Czerwiec23 - 58
- 2014, Maj30 - 123
- 2014, Kwiecień15 - 64
- 2014, Marzec16 - 101
- 2014, Luty12 - 62
- 2014, Styczeń13 - 48
- 2013, Grudzień7 - 25
- 2013, Listopad11 - 45
- 2013, Październik7 - 31
- 2013, Wrzesień7 - 36
- 2013, Sierpień19 - 64
- 2013, Lipiec16 - 73
- 2013, Czerwiec17 - 69
- 2013, Maj9 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 36
- 2013, Marzec2 - 12
- 2013, Luty6 - 16
- 2013, Styczeń3 - 18
- 2012, Grudzień5 - 35
- 2012, Listopad10 - 44
- 2012, Październik9 - 59
- 2012, Wrzesień17 - 35
- 2012, Sierpień13 - 28
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec15 - 56
- 2012, Maj17 - 40
- 2012, Kwiecień13 - 49
- 2012, Marzec12 - 47
- 2012, Luty13 - 45
- 2012, Styczeń6 - 28
- 2011, Grudzień4 - 22
- 2011, Listopad5 - 25
- 2011, Październik7 - 33
- 2011, Wrzesień11 - 44
- 2011, Sierpień10 - 51
- 2011, Lipiec15 - 36
- 2011, Czerwiec12 - 22
- 2011, Maj10 - 21
- 2011, Kwiecień12 - 35
- 2011, Marzec7 - 8
- 2011, Luty2 - 4
- 2011, Styczeń5 - 6
- 2010, Listopad17 - 1
- 2010, Październik29 - 4
- 2010, Wrzesień15 - 4
- 2010, Sierpień29 - 19
- 2010, Lipiec23 - 4
- 2010, Czerwiec23 - 10
- 2010, Maj22 - 11
- 2010, Kwiecień23 - 0
- 2010, Marzec5 - 0
- 2010, Luty2 - 0
- 2010, Styczeń1 - 0
- 2009, Grudzień2 - 0
- 2009, Listopad2 - 0
- 2009, Październik3 - 0
- 2009, Wrzesień5 - 0
- 2009, Sierpień6 - 0
- 2009, Lipiec11 - 0
- 2009, Czerwiec17 - 0
- 2009, Maj15 - 4
- 2009, Kwiecień13 - 0
- 2009, Marzec7 - 0
- 2009, Luty1 - 0
- 2009, Styczeń1 - 0
- 2008, Listopad1 - 2
- 2007, Wrzesień2 - 0
- 2007, Sierpień2 - 0
- 2007, Lipiec3 - 0
- 2007, Czerwiec4 - 0
- 2007, Maj11 - 0
- 2007, Kwiecień5 - 0
- 2007, Marzec3 - 0
- 2007, Luty4 - 0
- 2007, Styczeń3 - 2
- 2006, Grudzień2 - 0
- 2006, Listopad4 - 0
- 2006, Październik4 - 0
- 2006, Wrzesień12 - 0
- 2006, Sierpień13 - 0
- 2006, Lipiec21 - 0
- 2006, Czerwiec14 - 0
- 2006, Maj12 - 0
- 2006, Kwiecień6 - 0
- 2006, Luty2 - 0
- 2006, Styczeń1 - 0
- 2005, Listopad4 - 0
- 2005, Październik8 - 0
- 2005, Wrzesień19 - 0
- 2005, Sierpień12 - 0
- 2005, Lipiec17 - 0
- 2005, Czerwiec18 - 0
- 2005, Maj6 - 0
- 2005, Kwiecień4 - 0
- 2005, Marzec5 - 0
- 2005, Luty2 - 0
- 2005, Styczeń1 - 0
- 2004, Grudzień2 - 0
- 2004, Listopad1 - 0
- 2004, Październik3 - 7
- 2004, Wrzesień12 - 0
- 2004, Sierpień9 - 0
- 2004, Lipiec21 - 0
- 2004, Czerwiec18 - 0
- 2004, Maj2 - 0
- 2004, Kwiecień3 - 0
- 2004, Marzec3 - 0
- 2004, Styczeń2 - 0
- 2003, Wrzesień6 - 7
- 2003, Sierpień1 - 0
- 1997, Lipiec7 - 0
- 1997, Maj2 - 0
- 1997, Kwiecień4 - 2
- 1997, Marzec1 - 2
Wpisy archiwalne w kategorii
wycieczka
| Dystans całkowity: | 66235.28 km (w terenie 3686.23 km; 5.57%) |
| Czas w ruchu: | 2973:34 |
| Średnia prędkość: | 21.93 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.30 km/h |
| Suma podjazdów: | 177935 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 185 (96 %) |
| Suma kalorii: | 908099 kcal |
| Liczba aktywności: | 892 |
| Średnio na aktywność: | 74.25 km i 3h 22m |
| Więcej statystyk | |
- DST 82.82km
- Czas 03:35
- VAVG 23.11km/h
- VMAX 43.58km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Puszcza Bukowa przez Załom
Niedziela, 10 lipca 2011 • dodano: 11.07.2011 | Komentarze 3
STARGARD-Zieleniewo-Miedwiecko-Cisewo-Wielichówko-Szczecin(Wielgowo-Załom-Dąbie-Zdroje-Klęskowo)-Kołowo-Szczecin(Śmierdnica-Płonia-Sławociesze-Zdunowo)-Niedźwiedź-Reptowo-Cisewo-Grzędzice-STARGARDDzisiaj mogłem wyjechać dopiero po godzinie 14.
Początek taki sam jak wczoraj-delektuję się bieżnikiem, który umożliwia normalną jazdę po lesie (na starych kołach miałem continental sportcontact-opony bez bieżnika, na asfalt), więc jadę z Zieleniewa szutrem do Miedwiecka. Tam krótki fragment asfaltu przez wieś, a potem gruntówką przez las do Cisewa. W tej wsi znów pojawia się na pewien czas asfalt, który opuszczam na wysokości cmentarzyka dawnych mieszkańców Cisewa, skręcając w lewo w las do Wielichówka.

Cisewo© michuss
Dalej trasę zmieniam w stosunku do wczorajszej. Korzystam z trasy, którą już kiedyś przejeżdżałem, mianowicie przez lasy docieram do szczecińskiego Wielgowa. Ponieważ moim celem jest dzisiaj Puszcza Bukowa mam dalej dwie albo i trzy opcje-decyduję się na jazdę w kierunku Załomia, przez las. Tutaj nawierzchnia jest już nieco gorsza, sporo kopnego piachu. Po chwili docieram do wiaduktu nad autostradą (gdy jeździłem samochodem zawsze się zastanawiałem co to za droga po nim przebiega), a tuż za nim do skrzyżowania pod Załomiem. Skręcam w lewo i kieruję się na Dąbie. Miałem zamiar zrobić zakupy w lidlu (ostatnio namiętnie pijam zimny napój z serwatką za 2,5 zł, polecam), ale lidl na Dąbiu w remoncie, w związku z czym kierują mnie do najbliższego sklepu na Batalionów Chłopskich. W sumie to po drodze, więc zajeżdżam tam robiąc zaplanowane zakupy. Przy okazji odwiedzam nowo wybudowany ciąg pieszo-rowerowy wzdłuż Płoni-całkiem fajne pomyślane i zrobione.

Ciąg pieszo-rowerowy wzdłuż Płoni© michuss
Od ronda w Zdrojach kieruję się na Klęskowo, by ulicą Chłopską wspiąć się pod monumentalne wiadukty autostrady. Dalej fajne leśne skrzyżowanie, oznakowane na Żelisławiec-ja jadę trochę inaczej, bo odbijam lekko w lewo, po płytach w kierunku ogródków działkowych, a następnie wspinam się pod Kołowo.

Leśne skrzyżowanie-tutaj kończy się Szczecin© michuss
Po wjechaniu na szczyt Wzgórz Bukowych kontynuuję jazdę mijając Kołowo, a przy okazji sporo rowerzystów. Po dotraciu do krzyżówki nieopodal pomnika z głazem (na Śmierdnicę i na Glinną) jadę prosto, drogą, którą poznałem dzięki widmo (jeszcze raz serdeczne dzięki!). Delektuję się wspaniałym zjazdem, ciekawymi dolinkami i w końcu wyjeżdżam na południowo wschodnich przedmieściach Szczecina. Dalej starą trójką jadę w kierunku skrzyżowania z Szosą Stargardzką, gdzie skręcam w prawo, na Stargard. Jadę tak jednak tylko kilkaset metrów, bo później skręcam w lewo i zaraz jeszcze raz w lewo, dzięki czemu po płytach zmierzam w kierunku Zdunowa, mijając przy okazji dzielnicę Sławociesze.
Od szpitala sprawdzoną drogą w kierunku Niedźwiedzia. Dalej, nieco inaczej jak zwykle, do Reptowa, a stąd zapomnianym asfaltem do Cisewa. Po drodze mija się przejazd kolejowy, który zazwyczaj jest zamknięty, a otwiera się „na żądanie”, przyciskiem. Dzisiaj jednak szlabany są w górze. Krótko później dopadają mnie dość nagle „sensacje” żołądkowe, ale spokojnie, przec Grzędzice-Majątek dojeżdżam do domu:)
Kategoria wycieczka
- DST 47.91km
- Czas 02:03
- VAVG 23.37km/h
- VMAX 38.86km/h
- Sprzęt Author Airline
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsze koty za płoty...
Sobota, 9 lipca 2011 • dodano: 09.07.2011 | Komentarze 3
STARGARD-Zieleniewo-Miedwiecko-Cisewo-Wielichówko-Sowno-Przemocze-Rożnowo-Dąbrowica-Warchlinko-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARDDzisiaj rano odebrałem nowy sprzęt z cetusa. W domu rower został przygotowany przeze mnie do jazdy (ściągnięcie światełek odblaskowych, założenie tylnego oświetlenia, założenie i ustawienie licznika) i około 14 ruszyłem w trasę.
Różnica zauważalna w porównaniu do poczciwego stratosa. Przede wszystkim amortyzacja, z którą do tej pory nie miałem do czynienia. Trochę inna jest pozycja, ale nie narzekam, było wygodnie. Do giętej kierownicy bez rogów też się przekonałem;) Poza tym, jak to w nowym rowerze, wszystko chodzi płynnie, bez luzów i oporów. Teraz potrzeba kilkudziesięciu kilometrów, żeby się to wszystko dotarło, nabrało luzów, itd. Zobaczymy jak będzie się sprawował, oby był przynajmniej tak samo dobry jak „staruszek”. Aha, dlaczego akurat ten? Po pierwsze, że dysponowałem taką, a nie inną kwotą, a po drugie skusił mnie swoim wyglądem-zawsze miałem rowery w spokojnych, stonowanych kolorach, więc odmiana się przyda, choć zdaję sobie sprawę, że jest duże grono ludzi, którzy na rower w takiej barwie by nie wsiedli;) No i na koniec-to już mój trzeci author, jak do tej pory z wszystkich poprzednich byłem zadowolony.
Co do trasy-zrobiłem dzisiaj niecałe 50 km, a i tak zaliczyłem kilka miejsc w bezpośrednim sąsiedztwie Stargardu, w których do tej pory mnie nie było.

"Autograf" na ławce© michuss

Kokpit po nowemu© michuss

Wielichówko-widok na drogę do Sowna© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 86.85km
- Czas 03:44
- VAVG 23.26km/h
- VMAX 40.06km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Jeszcze dalej niż północ
Piątek, 8 lipca 2011 • dodano: 09.07.2011 | Komentarze 3
BOLSZEWO-Wejherowo-Kępino-Darżlubie-Połczyno-Puck-Swarzewo-Władysławowo-Chłapowo-Jastrzębia Góra-Mieroszyno-Łebcz-Starzyński Dwór-Mechowo-Darżlubie-Kępino-Wejherowo-BOLSZEWOPonieważ dość niespodziewanie musiałem skrócić swój pobyt na Kaszubach i w piątek wieczorem jechać z powrotem do Stargardu okazało się, że dzisiejsza wycieczka będzie ostatnią, którą tu zrobię. Szczęśliwie trochę poprawiła się pogoda, więc chociaż ten raz będzie jechało się przyjemnie (wczoraj dokuczała mi mżawka, a przedwczoraj wyjechałem tylko na chwilę wieczorem, bo cały dzień padało).
Wybór nie mógł być inny-nad morze. A jak nad morze to obowiązkowo asfaltówką z Wejherowa do Darżlubia, która stanowi najsensowniejszy wyjazd na północ. Dlaczego? Ano dlatego, że prawie nie ma na niej ruchu (ja dzisiaj, objeżdżając tę drogę w obie strony nie spotkałem żadnego samochodu). Śladowe ilości samochodów można spotkać na odcinku od „szosy krokowskiej” do leśniczówki Kępino, gdzie jest urządzony punkt postojowy, ale potem jest już puściuteńko.
Z Darżlubia można już kombinować i dalej jechać albo przez Mechowo, albo przez Puck. Ja wybrałem to drugie rozwiązanie, między innymi dlatego, żeby przekonać się jak wygląda droga rowerowa z Pucka do Władysławowa.
Przy okazji dojeżdżam na puckie molo, gdzie zauważam spory ruch w marinie. Dalej, dostrzeżoną przeze mnie „nowością”, czyli ścieżką rowerową, zaczynającą się tutaj i biegnącą w kierunku zachodnim. Okazuje się to być wspominana droga rowerowa, która ma mnie zaprowadzić aż do Władysławowa. Co prawda na początku już jest mały zgrzyt, bo na części wydzielonej i wyraźnie oznakowanej jako TYLKO dla rowerów wędruje sobie młoda mama, babcia pchająca wózek i chaotycznie biegająca, kilkunastomiesięczna pociecha. Pani zabija mnie wzrokiem jak ich próbuję ominąć, a ja nie mam ochoty na tłumaczenie co i jak.
DDRka po opuszczeniu brzegu Zatoki Puckiej wije się licznymi zakrętasami, omija jakieś zakłady, zalicza mostek nad kanałem i w końcu doprowadza do drogi Reda-Władysławowo. Tutaj nawierzchnia z kostki zmienia się na asfaltową i tak będzie wyglądać aż do skraju punktu widokowego na Zatokę Pucką Kaczy Winkiel. Potem wspina się ostro asfaltem do góry i biegnie całkiem fajną szutrówką. Ruch rowerów jest spory, doganiam i wyprzedzam parę sakwiarzy, potem spotykając jeszcze dość licznie ten gatunek rowerzystów.
W Swarzewie klnę, bo oczywiście brak jakiegokolwiek oznakowania przebiegu drogi. Okazuje się, że zamiast skręcić w prawo, w dół do Zatoki ja jadę prosto, a potem w lewo i w efekcie docieram do głównej szosy na półwysep ze strony Trójmiasta. Na szczęście jest dość szerokie pobocze, a ruch w piątkowe popołudnie nie jest zbyt duży.
We Władysławowie na rondzie obieram kierunek na Jastrzębią Górę. Przez pewien czas korzystam ze ścieżki rowerowej (z towarzyszeniem, a jakże!, pieszych), potem zjeżdżam z niej, bo dość niespodziewanie się kończy.
Odcinek z Władka do Jastrzębiej jest dość męczący, bo wiedzie po zabytkowej kostce brukowej, pamiętającej jeszcze lata międzywojenne. Po drodze mijam latarnię morską w Rozewiu i po kilku minutach wpadam (dosłownie, bo wieje z południowego wschodu) do Jastrzębiej Góry. Tutaj udaję się na stromy brzeg morski i robię zdjęcie.
Ponieważ zaczyna doskwierać mi pragnienie rozglądam się za czymś do picia. Moją uwagę przykuwa „sorbet truskawkowy”-wygląda zachęcająco, bo w specjalnej maszynie kręci się drobno zmielony, czerwony lód. Decyduję się na dużą porcję za 4 zł, chwilę delektuję się zimnym napojem, a po chwili zauważam, że lód, który mam w plastikowym kubku robi się biały. Krótko mówiąc-wyssałem całą chemię, został sam lód, zresztą o bardzo dziwnym smaku.
Podróż kontynuuję zmieniając kierunek na południe, w związku z czym aż do Łebcza borykam się z przeciwnym wiatrem. Co gorsza, na dość dużym odcinku wycięto tu drzewa, które stanowiły naturalną ochronę przed podmuchami wiatru.
W Łebczu docieram do dawnego przejazdu kolejowego i zauważam... że poprowadzono tu asfaltową drogę rowerową szlakiem zwiniętych torów. Nie namyślając się długo zjeżdżam na ten twór i cieszę się jazdą nim aż do Starzyńskiego Dworu (w praktyce oznacza to dość stromy jak na warunki linii kolejowej spadek i przejazd przez zabytkowy wiadukt nad drogą Łebcz-Starzyno). Asfalt w miarę równy, rowerzystów sporo-w sumie wydaje się, że to trafiona inwestycja, aczkolwiek kto wie, czy gdyby tory nie leżały nikt w gminie Krokowa nie pokusiłby się o uruchomienie pociągów w kierunku Trójmiasta.
W Starzyńskim Dworze mijam rzadki twór-pomnik radzieckiego żołnierza. Ma on związek z tragedią z roku 1945, kiedy to wycofujący się Niemcy zapędzili jeńców radzieckich do stodoły i tam spalili...
Ze Starzyńskiego Dworu szutrówką w kierunku Mechowa-początkowo przez pola, potem przez lasy Puszczy Darżlubskiej. W samym Mechowie postój na uzupełnienie płynów, groty mechowskie omijam, bo byłem już tu wiele razy:)
Z Mechowa przez las asfaltem do krzyżówki pod Darżlubiem, gdzie skręcam w lewo po chwili docierając do tej wsi. Na koniec pozostaje mi skręcić w asfaltówkę, którą przyjechałem tu przed paroma godzinami (oznakowanie „leśniczówka Darżlubie 0,6 km”) i delektować się kilkunastoma kilometrami spokojnej drogi przez las.
Zdjęcia niestety gorszej jakości, z komórki, a to dlatego, że wyjeżdżając na urlop zapomniałem zabrać z domu ładowarki do baterii z aparatu „właściwego”.

Puckie molo© michuss

Widok na Zatokę Pucką, w głębi Półwysep Helski© michuss

Szlak rowerowy Puck-Hel pod Swarzewem© michuss

Klifowy brzeg morski w Jastrzębiej Górze© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 68.07km
- Czas 03:19
- VAVG 20.52km/h
- VMAX 53.09km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Szutrówki powiatu wejherowskiego
Czwartek, 7 lipca 2011 • dodano: 07.07.2011 | Komentarze 2
BOLSZEWO-Wejherowo-Sopieszyno-Przetoczyno-Częstkowo-Smażyno-Strzepcz-Tłuczewo-Osiek-Paraszyno-Strzebielino-Kębłowski Młyn-Kębłowo-Gościcino-BOLSZEWOPlan na dziś obejmował zaliczenie różnych dróg, które przed kilkoma laty namiętnie zjeżdżałem, ze wskazaniem na południe od Wejherowa.
Ruszyłem przez tzw. Cegielnię w kierunku miejscowości Szemud. Zostałem miło zaskoczony, bo rozpadający asfalt został wreszcie naprawiony. Ponadto zrobiłem sobie ponownie wycieczkę po odnawianym parku wejherowskim (co miłe-dopuszczono ruch rowerów po alejkach).
Droga wiedzie lekko pod górę, z paroma fragmentami, na których pochylenie odczuwa się wyraźniej (szczególnie między Białą a Sopieszynem).
W Przetoczynie zatrzymuję się na chwilę, a potem skręcam w szutrową drogę, którą można dotrzeć, a właściwie wspiąć się do Częstkowa. Wiązałem pewne nadzieję z tym szlakiem, bo jadąc przez Częstkowo zauważyłem, że zmianie uległa nawierzchnia z szutrowej na asfaltową. Okazało się jednak, że ten asfalt leży na odcinku mniej więcej pół kilometra od częstkowskiej krzyżówki, na reszcie nadal pozostał szuter, co w sumie nadaje smaczku i sprawia, że podjazd na wysoko położone częstkowskie łąki i pola jest wyraźnie odczuwalny.

Szuter Przetoczyno-Częstkowo© michuss

Kopalnia żwiru pod Przetoczynem© michuss

Częstkowo© michuss
W Częstkowie postój na uzupełnienie płynów, a potem z góry do Smażyna. Dalej mijam krzyżówkę z trasą z Luzina, Pobłocie i w końcu wjeżdżam do Strzepcza.

Kaszubskie drogowskazy© michuss
Początkowo chciałem pojechać do Mirachowa, czyli skręcić tutaj w lewo, jednak po chwili zastanowienia postanawiam skręcić w prawo i kierować się w stronę Lini. Główną przyczyną zmiany planów jest pogoda-dokucza mi mżawka, której niby się nie odczuwa, ale po dłuższej chwili jazdy człowiek i tak cały jest mokry...
Za Strzepczem wspaniały zjazd w dolinę Łeby w okolicy przysiółka Zielony Dworek.

Zielony Dworek pod Strzepczem© michuss
Potem z kolei trzeba nadrobić utraconą wysokość, wspinając się skrajem poligonu tłuczewskiego (nadal używanego, zresztą nawet dzisiaj słychać było strzelanie). Wreszcie, po minięciu z prawej strony bramy na tereny wojskowe rozpoczyna się ponowny zjazd nad Łebę, tym razem bardzo karkołomny. To jeden z największych spadków drogi w okolicach Wejherowa, który kojarzę.

Zjazd w dolinę Łeby w Tłuczewie© michuss
Oczywiście w samym Tłuczewie znów trzeba się trochę wspiąć na zachodni skraj doliny.
Zaraz za wsią odbijam w prawo w kierunku Godętowa, dojeżdżając jedynie do Osieka, w którym wybieram szutrową drogę do Paraszyna.

Osiek-tablica na szlaku Poczuj kaszubskiego ducha gminy Linia© michuss

Osiek-szlak Poczuj kaszubskiego ducha gminy Linia© michuss
Szlak ten darzę szczególnym sentymentem, bo jeździłem tu wielokrotnie. Droga wiedzie doliną Łeby, co jakiś czas słychać przepływającą rzekę.

Zjazd w dolinę Łeby w Osieku© michuss
Oczywiście dzikie zwierzęta są w zestawie obowiązkowym;) Po drodze mija się skrzyżowanie z drogą prowadzącą z Nawcza przez Łówcz, leśną osadę Porzecze, gdzie znajduje się schronisko młodzieżowe i w końcu dociera do Paraszyna, w którym podziwiać można zabytkowy dwór. Niestety, z tego co widzę w tym sezonie obiekt sprawia wrażenie opuszczonego-brama zamknięta na „głucho”, turystów, ani obsługi nie widać. Szkoda.

Dwór w Parszynie "od tyłu"© michuss
Od Paraszyna wciąż wzdłuż Łeby do Strzebielina.

Elektrownia Wodna na Łebie© michuss
Wieś osiąga się przy zabudowaniach stacji kolejowej Strzebielino Morskie-ciekawostkę może stanowić fakt, że przed wojną była to polska stacja graniczna, bo Bożepole leżało już w Niemczech.

PKP Strzebielino Morskie© michuss
Ze Strzebielina „szóstką” udaję się do niewielkiej osady Charwatynia, gdzie odbijam na północ, w szutrówkę poprowadzoną wschodnim skrajem pradoliny rzeki Redy.

Wschodnim skrajem pradoliny Redy© michuss
Po ok. półtora kilometra dojeżdżam do zabudowań osady Kębłowski Młyn oraz skrzyżowania, na którym skręcam w prawo stromym, a pod koniec wręcz bardzo stromym podjazdem do Kębłowa.
Końcówka trasy-”szóstka” i zjazd do Gościcina wśród pędzących samochodów.
Kategoria wycieczka
- DST 157.26km
- Czas 06:59
- VAVG 22.52km/h
- VMAX 45.06km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Darłowo-Bolszewo
Wtorek, 5 lipca 2011 • dodano: 05.07.2011 | Komentarze 0
DARŁOWO-Chudaczewko-Mazów-Staniewice-Nosalin-Pałowo-Sycewice-Bolesławice-Słupsk-Siemianice-Lubuczewo-Główczyce-Wicko-Borkowo Lęb.-Zwartowo-Dębina-Salino-Dąbrówka-Chynowie-Zielnowo-Zelewo-Zamostne-BOLSZEWOJako, że wczoraj część trasy z Bolszewa do Darłowa pokonałem pociągiem dzisiaj postanowiłem się sam przed sobą zrehabilitować;)
Trasa do Słupska biegła dokładnie tak jak dzień wcześniej, tj. płytami przez Chudaczewko do Mazowa, dalej bocznymi drogami przez Staniewice, Pałowo do „szóstki” w Sycewicach.

Okolice Chudaczewka© michuss

Kościółek w Pałowie© michuss
Wiatr najgorzej dawał mi się we znaki przez pierwsze kilka km za Darłowem (wiało z północy i, chyba, z północnego zachodu). Spodziewałem się od Sycewic masakry pod kątem wiatru właśnie, ale było całkiem ok. Z pewnością także dzięki samochodom, które mijając mnie troszkę mnie swoim pędem popychały.
Słupsk-nie zmieniam zdania. Fatalne miasto do jazdy na rowerze. Jakieś karykaturalne twory w postaci super-wąskich chodników udostępnionych także dla rowerów (zakaz jazdy po ulicy w pakiecie). Dodatkowo, przy przekraczaniu przecznic tylko przejścia dla pieszych, więc teoretycznie co chwila należy z roweru schodzić i go przeprowadzać. Wszystko w takiej formie nie ma większego sensu, bo częściej by się ten rower prowadziło niż jechało. Dodatkowo piesi bardzo niezdyscyplinowani-tam, gdzie są wydzielone ścieżki są tam są i oni.. Dawno nie jechało mi się tak źle przez jakiekolwiek miasto, oczy trzeba mieć non-stop dookoła głowy. Oczywiście tam, gdzie ścieżka byłaby niezbędna, czyli na wylocie DW 213 w kierunku Siemianic nie ma jej (to znaczy, gwoli sprawiedliwości, jest, ale tylko na niewielkim odcinku). Potem na szczęście się pojawia, ale z tego co kojarzę to formalnie jest to już miejscowość Siemianice.

Ciąg pieszo-rowerowy wzdłuż DW 213 w Siemianicach© michuss
Ten odcinek (do Siemianic) z bardzo dużym ruchem, dlatego przez moment decyduję się na jazdę po chodniku. Potem jest już trochę lepiej, ale generalnie ruch zmniejsza się dopiero za Lubuczewem. Niestety, tam też na niekorzyść zmienia się nawierzchnia:) W Lubuczewie zatrzymuję się przy sklepie na pierwsze uzupełnianie płynów po wyruszeniu z Darłowa. Drugi postój, kilkanaście km dalej, w Rzuszczach-tam dodatkowo zjadam dwa banany i był to jedyny posiłek na całej, ponad stu pięćdziesięcio km trasie, co w sumie nie jest zbyt rozsądne.
Pewien kryzys miałem za Wickiem-trochę zmęczył mnie podjazd do tej miejscowości od strony nadłebiańskich równin, a potem dodatkowe kilka km wiodących pod górę.
W Borkowie Lęborskim, już na terenie powiatu wejherowskiego decyduję się na skręt w kierunku Zwartowa. Dawno nie jechałem tak oryginalną drogą-co kilkaset metrów, na przemiennie były fragmenty z przyzwoitym asfaltem, a potem potwornie podziurawionym. Ciekawe wrażenia:)

Pod Borkowem Lęborskim na DW 213© michuss
Ze Zwartowa kieruję się płytówką, a potem szutrówką w stronę śródleśnej osady Dębina. Niezwykle klimatyczne kilka km.

Zaraz po płytach, do góry© michuss

Szutry między Zwartowem a Dębiną© michuss
Z Dębiny po płytach do Salina-tutaj znajduje się piękny, kryty strzechą dworek, który sfotografowałem podczas wizyty tutaj we wrześniu ubiegłego roku. Uroku miejscowości dodaje fakt, że położona jest nad jeziorem, z dość dużą wyspą.
Z Salina leśną drogą, która składa się praktycznie z samych dziur z niewielką domieszką asfaltu, marnej zresztą jakości. Trzeba jednak przyznać, że przed wjazdem na nią stoi tablica informująca, że jest to „droga leśna o uszkodzonej nawierzchni, wjazd grozi uszkodzeniem pojazdu”. Rower wyszedł z tej przeprawy bez szwanku;)
Od Dąbrówki bardzo fajną asfaltówką w kierunku drogi Świetlino-Chynowie.

Asfalt nad Dąbrzem pod Dąbrówką© michuss
Potem do tej drugiej miejscowości długim fajnym zjazdem, który kontynuuję potem w kierunku przysiółka Chynowiec, który leży już na dnie pradoliny rzeki Redy. Już kiedyś wspominałem, że w tej okolicy znajdują się liczne pastwiska, a miejscowości Zelewo i Zielnowo słyną z licznych hodowli bydła mlecznego. Jakby na potwierdzenie tych słów mijam krowy sprowadzane z pastwiska.

Bydło pod Zielnowem© michuss
Do Zelewa szutrówkową „tarką”, która trochę daje mi w kość, a od Zelewa najkrótszą drogą przez Zamostne do Bolszewa.

W Pradolinie Redy© michuss
Kategoria wycieczka, komunikacyjnie
- DST 54.01km
- Czas 02:11
- VAVG 24.74km/h
- VMAX 45.50km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Po powiecie sławieńskim
Poniedziałek, 4 lipca 2011 • dodano: 05.07.2011 | Komentarze 3
BOLSZEWO-Wejherowo-PKP-Słupsk-Bolesławice-Sycewice-Pałowo-Nosalin-Staniewice-Mazów-Chudaczewko-DARŁOWOKorzystając z zaproszenia i urlopu postanowiłem odwiedzić znajomych, którzy akurat przelotem, przez kilka dni bawili w Darłowie.
Początkowo miałem zamiar jechać z Bolszewa, ale rzeczywistość nieco zweryfikowała te plany i ostatecznie do Słupska dojechałem kolejką SKM, wykorzystując przy okazji prorowerowe nastawienie tej spółki, które objawia się w tym, że można rowery przewozić za darmo i to codziennie. Przewozy Regionalne mogły by brać przykład, bo wożenie rowerów za złotówkę tylko w weekendy to stanowczo za mało.
Ze Słupska kieruję się „szóstką” w stronę Sławna, szerokim poboczem dojeżdżając do Sycewic. Ta miejscowość znajduje się w gminie Kobylnica, czyli jednej z tych, które słyną z robienia kokosów na bazie zdjęć z fotoradarów. Osobiście byłem dwa razy tam „ustrzelony”, a wcale często tą trasą nie podróżowałem. Dzisiaj, a jakże!, też stał statyw, schowany za przystankiem autobusowym, czyli miejscowe zwyczaje się nie zmieniły:)
W Sycewicach, przed samym przejazdem kolejowym skręciłem w boczną drogę, za drogowskazem „Postomino”. Tą potwornie dziurawą, ale prawie pozbawioną ruchu samochodowego szosą docieram do Pałowa. Tu krótki rzut na mapę i decyduję się jechać przez Nosalin, Staniewice, Mazów, Chudaczewko do szosy ze Sławska do Jarosławca. Odcinek z Pałowa do Nosalina to zapewne jedna ze słynnych „schetynówek”-nowiutki, gładki asfalt. Uroku tej trasie dodaje pokaźny wiatrak elektryczny.

Nówka sztuka-droga Pałowo-Nosalin© michuss
Między Nosalinem a Staniewicami zapadł mi w pamięć fajny, drewniany most na Wieprzy. Z kolei fragment ze Staniewic do Mazowa, w ogóle nie oznaczony w tych pierwszych i obrany przeze mnie „na czuja” był potwornie dziurawy, szczególnie na początkowym odcinku do Wilkowic.

Staniewice© michuss
W Mazowie skręcam w prawo, w drogę z charakterystycznych betonowych płyt z dziurkami w środku (nie wiem jak się fachowo nazywają, ale nie jest to ani trylinka, ani płyty jumbo).

Płyty Mazów-Chudaczewko-szosa ze Sławska do Jarosławca© michuss
Po chwili przejeżdżam ponownie już dzisiaj nad Wieprzą, a za moment, w Chudaczewku trasa odbija w lewo i przez kilka km wije się przez las-wspaniały, klimatyczny odcinek. Co prawda trochę te płyty dają popalić, bo rower drży jak wariat, ale summa summarum jest super. Po kilkunastu minutach wyłania się skrzyżowanie z wspominaną asfaltówką ze Sławska do Jarosławca, na którym skręcam w prawo (w kierunku Jarosławca). Po kilku km docieram do krzyżówki z wojewódzką drogą 203 z Ustki do Koszalina. Skręcam, rzecz jasna, w lewo i po 13 km wjeżdżam do Darłowa, delektując się wspaniałą jazdą z wiatrem, nieco zmąconą potwornym ruchem na końcowym odcinku i kompletnie zdewastowanym skrajem jezdni. Koniec końców-w samym Darłowie niemal wpadam na samochód moich znajomych, do których jadę:)
Kategoria wycieczka, komunikacyjnie
- DST 111.49km
- Czas 04:46
- VAVG 23.39km/h
- VMAX 53.09km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Ińska Wstęga przez Bytowo
Niedziela, 26 czerwca 2011 • dodano: 27.06.2011 | Komentarze 4
STARGARD-Strachocin-Ulikowo-Pęzino-Barzkowice-Tarnowo-Dobrzany-Krzemień-Bytowo-Ciemnik-Kozy-Dobrzany-Wiechowo-Barzkowice-Pęzino-Ulikowo-Strachocin-STARGARDZakładałem zrobić około 80 km, a na koniec znów przekroczyłem stówkę.
Nie chce mi się za bardzo rozpisywać. Pogoda była ok, pochmurno, ale nie za zimno; deszcz lekko mnie zmoczył jedynie w Dobrzanach i przez kilka km po ruszeniu z tej miejscowości.
Głównym celem była Ińska Wstęga, ale chciałem do niej dojechać inną, klimatycznie wyglądającą asfaltówką, czyli trasą Dobrzany-Krzemień-Bytowo. Moje przewidywania sprawdziły się w 100%-droga co prawda nie jest tak interesująca jak Kozy-Ciemnik, ale też jest bardzo fajnie-wąsko, przez las i pięknie położone dwie wsie-Krzemień i Bytowo.
Oczywiście Kozy-Ciemnik, czyli wspomniana Ińska Wstęga poza wszelką konkurencją. Nadal uważam, że jest to najpiękniejsza droga w Zachodniopomorskiem-jeziora raz z jednej, raz z drugiej strony, serpentyny i oczywiście dzika zwierzyna. Będę tam wracał na pewno, bo sama w sobie może być celem wypadu.
Wrzucam odrobinę zdjęć, ale i tak nie oddają uroku miejsca. Po prostu trzeba się tam wybrać, a potem jak najczęściej wracać;)

Wiatraki pod Pęzinem© michuss

Golina-Barzkowice© michuss

Droga Tarnowo-Szadzko© michuss

Droga Dobrzany-Krzemień© michuss

Wjazd do Krzemienia© michuss

Stawy Bytowskie© michuss

Stawy Bytowskie© michuss

Początek Ińskiej Wstęgi© michuss

Na Ińskiej Wstędze© michuss

Na Ińskiej Wstędze© michuss

Na Ińskiej Wstędze© michuss

Pod Sulinem© michuss

Pod Goliną© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 118.85km
- Czas 05:07
- VAVG 23.23km/h
- VMAX 36.50km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Stepnica
Czwartek, 23 czerwca 2011 • dodano: 23.06.2011 | Komentarze 2
STARGARD-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Strumiany-Kliniska Wlk.-Rurzyca-Łozienica-Goleniów-Modrzewie-Krępsko-Stepnica-Widzieńsko-Wierzchosław-Goleniów-Zabród-Stawno-Przemocze-Poczernin-Lubowo-Żarowo-STARGARDPo anemicznym weekendzie (ledwie pięćdziesiąt kilka km w niedzielę) trzeba było nadrobić zaległości. Jako, że wczoraj dostałem zaproszenie do znajomych do Stepnicy, postanowiłem zeń skorzystać. Co prawda rano targały mną wątpliwości-we wtorek tak się strułem, że myślałem, że wykręcę się cały na lewą stronę. W środę poczułem się lepiej, ale jednak ciągle nie idealnie i podobnie było dzisiaj rano. Koniec końców jednak zdecydowałem się ruszać, wcześniej zjadając, nie do końca rozsądnie, miskę spaghetti bolońskiego.

Lubowo-pozostałość po styczniowej powodzi© michuss
Trasa wiodła nieco inną drogą niż zazwyczaj w kierunku Goleniowa. Dotychczas z upodobaniem korzystałem z wariantu przez Strumiany, Stawno, Zabród, a dzisiaj nieco go zmodyfikowałem, skręcając na leśnej krzyżówce 4 km za Strumianami w lewo, w kierunku Klinisk Wielkich. Zaskoczenia wielkiego nie było-droga w podobnym stanie jak w kierunku Stawna, czyli strasznie dziurawa. Najlepszym patentem pozostaje jazda samym środkiem, z małymi wahaniami „kursu”. Niespodziewanie szybko dobijam do krzyżówki z trasą S3/S6, przez którą przeprawiam się dzięki sympatycznemu kierowcy, który (nie do wiary!) znacznie zwalnia, widząc jak oczekuję na przejazd na drugą stronę drogi. Dzięki wielkie, bo ruch od strony Szczecina był dziś, że tak powiem, niemożebny;)
Przez Kliniska przejeżdżam raz dwa. Cały czas mam wrażenie, że jadę przez podwejherowskie Kębłowo-wieś ma bardzo podobny układ ulic. Docieram do krzyżówki-w lewo Lubczyna i Szczecin, w prawo Goleniów. Jadę oczywiście w prawo.
Po chwili docieram do Rurzycy, gdzie na wjeździe do miejscowości zastaję strażackiego stara, który blokuje przejazd. Oczywiście z powodu procesji Bożego Ciała (to druga dzisiaj, pierwszą mijałem w Lubowie). Mijam strażaków, którzy krzyczą tylko za mną, żebym uważał. Słusznie, bo towarzystwo idzie całą szerokością drogi, a także trawiastym poboczem, dzięki czemu przez chwilę muszę rower przeprowadzić.

Droga zamknięta. Bo procesja.© michuss
Dalej droga już bezproblemowo. Mijam goleniowski park przemysłowy, wiadukt pod „eską” i po chwili wjeżdżam do Goleniowa. Do tej pory, od Klinisk miałem praktycznie cały czas silny wiatr w plecy.
Na rondzie w okolicy parku wodnego skręcam w lewo, na Stepnicę i Świętą. Na odcinku do Modrzewii mijam trójkę rowerzystów. W samej miejscowości staję na uzupełnienie płynów i kupno czegoś do obiadu. Dodam, że wzdłuż drogi biegnie tu całkiem przyzwoity ciąg pieszo rowerowy, z nawierzchnią asfaltową i prawie bez pieszych. W międzyczasie, podczas delektowania się mirindą owa trójka mnie mija, ale po kilku km znów się spotykamy, bo robią sobie odpoczynek przy drodze.

Ciąg pieszo-rowerowy w Modrzewiu© michuss
W Stepnicy jak zwykle, krótka wizyta w porcie, a raczej przy bramie, która jest teraz zamknięta na głucho, bo trwają jakieś roboty budowlane. Potem niezwykle miłe spotkanie, połączone z przepysznym obiadem:)

Wjazd do Stepnicy© michuss

Jedna dziurka, a ile radości ;)© michuss

Wejście do portu w Stepnicy© michuss
Droga powrotna wiedzie przez Widzieńsko i Wierzchosław-droga tutaj fatalna, strasznie dziurawa, ale za to z bardzo małym ruchem samochodowym.

Wierzchosław© michuss
Po dotraciu do „trójki” w okolicach Miękowa podejmuję decyzję o wykorzystaniu nieotwartej jeszcze obwodnicy. Asfalt równy, szeroko. Jedynym minusem jest wiatr, który daje mi się tutaj we znaki.

Na obwodnicy Miękowa (przyszła S3)© michuss
Gdy obwodnica dociera do starego przebiegu trójki przez chwilę jadę wąską drogą wśród dużego ruchu, ale po chwili zauważam, że po drugiej stronie biegnie droga techniczna, do której się przeprawiam i dalej spokojnie toczę się już w stronę Goleniowa przez fatalnie zaprojektowany, za wąski wiadukt.
Od Goleniowa wybieram szlak przez Zabród, żeby w lesie schować się przed wiatrem, który może być niekorzystny.
Za Stawnem zauważam na horyzoncie stalowe chmury zwiastujące deszcz. Na szczęście zmoczyło mnie tylko lekko, kawałek za Przemoczem, podczas drogi na skróty przez pole w kierunku betonówki i dalej, Poczernina.
Od Poczernina powrót standardowy, pokrywający się zresztą z moją poranną marszrutą.
Kategoria wycieczka
- DST 57.34km
- Czas 02:25
- VAVG 23.73km/h
- VMAX 36.50km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
Na siłę, czyli bardzo leniwa niedziela
Niedziela, 19 czerwca 2011 • dodano: 19.06.2011 | Komentarze 0
STARGARD-Giżynek-Golczewo-Cargotec-pas startowy-Cargotec-Golczewo-Giżynek-Stargard-Żarowo-Lubowo-Poczernin-Siwkowo-Małkocin-Klępino-STARGARDDzisiaj jazda na siłę.
Rano obudziłem się z bólem zatok i nie miałem żadnej motywacji do jazdy. Tym bardziej, że pogoda za oknem nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. W końcu się zebrałem przed samym południem i ruszyłem w kierunku Warnic przez pas startowy. Jednak na jego końcu, po dojrzeniu stalowej chmury ciągnącej w moim kierunku podjąłem decyzję o... odwrocie. Do Stargardu jechało mi się niezwykle szybko, bo wiatr miałem w plecy. W samym mieście dopada mnie ulewa, która kończy się jak docieram pod klatkę. Jednak decyduję się już na zostanie w domu i ewentualny dojazd paru km wieczorem.
Po drzemce, obiedzie i paru innych obowiązkach ponownie wyjeżdżam o 18. Oczywiście nagle znika słońce i zaczyna padać-deszcz mam spod Żarowa aż do Poczernina. Potem w miarę ok. Od Małkocina do Stargardu wiatr boczny z tendencją do wmordewindu, ale dzisiaj wiatr to w sumie loteria-raz w plecy, zaraz w twarz.
Słaby weekend generalnie.

Betonówka© michuss

Pole pod Poczerninem© michuss
Kategoria wycieczka
- DST 320.00km
- Czas 14:14
- VAVG 22.48km/h
- VMAX 48.39km/h
- Sprzęt Author Stratos
- Aktywność Jazda na rowerze
>300 km
Sobota, 11 czerwca 2011 • dodano: 12.06.2011 | Komentarze 10
STARGARD-Chociwel-Ińsko-Drawsko Pomorskie-Czaplinek-Borne Sulinowo-Szczecinek-Biały Bór-Miastko-Role-Łubno-Górki-Niepoględzie-Czarna Dąbrówka-Cewice-Popowo-Nawcz-Paraszyno-Strzebielino-BOLSZEWONie skłamię jeśli napiszę, że pomysł na taką wyprawę chodził za mną od dawna. Zależało mi, żeby ze Stargardu, w którym obecnie mieszkam dojechać za jednym zamachem do rodzinnego Wejherowa, a konkretniej podwejherowskiego Bolszewa. W piątek wieczorem okazało się, że sobotę będę miał całą wolną i w związku z tym zrewidowałem swój plan odnośnie weekendowej wizyty w Trzebiatowie. Wieczorem naszykowałem sobie sakwy z rzeczami, które były mi niezbędne (w efekcie wiozłem dwie dość lekkie sakwy-wolę to niż jedną, mocniej obciążoną). Pobudka w sobotę o 4.15, na śniadanie mleko z musli, ciepła herbata i ruszam w drogę.
Na samym starcie, zaraz za domem mijam biegnącego chodnikiem amatora porannego joggingu-zapadło mi to w pamięć jako najbardziej charakterystyczny element startu;) Na zegarku była 4.55. Przejeżdżam przez uśpiony jeszcze Stargard, na ulicach praktycznie nie ma samochodów. Miasto opuszczam krajową „dwudziestką”, która będzie mi dziś towarzyszką na dość długo. Dodam, że nie przepadam za wyjazdem ze Stargardu to trasą-raz, że jest zazwyczaj bardzo ruchliwa, a dwa, że przez dość długi czas ciągnie się upierdliwym podjazdem (upierdliwy, tzn. taki, że za bardzo go nie widać, ale prędkość wskazuje, że coś „nie tak”). Na szczęście pierwsza wada siłą rzeczy była wyeliminowana-samochodów wyprzedzających mnie praktycznie nie było, za to trochę zadziwił mnie dość duży ruch pojazdów zmierzających do Stargardu. I jeszcze jedno-dość gęsta mgła unosząca się nad łąkami, która nadaje niesamowitego klimatu, charakterystycznego tylko dla wczesnych poranków.

Wyjazd ze Stargardu, 5.15, przede mną jeszcze ok. 315 km© michuss
Staram się nie myśleć o czekających mnie kilometrach-na razie w myślach ułożyłem sobie etap do Chociwla, o dalszej trasie nie myślę.

Chociwel, około 6 rano© michuss
No, może w pobliżu Chociwla zaczynam się zastanawiać czy w kierunku Drawska udać się przez Węgorzyno, czy przez Ińsko. W końcu wybieram drugi wariant, przy okazji zaliczając drogę Długie-Ińsko przez Linówko-trasa bardzo malownicza, szczególnie w końcowym odcinku, gdy biegnie wzdłuż jeziora. Do Ińska docieram na siódmą (Chociwel minąłem po szóstej). Nie zatrzymuję się w mieście, kierując się wylotem na Węgorzyno, ale w Storkowie jadę prosto, drogą, która prowadzi do „dwudziestki”. Tutaj łapię się na dość zabawnej pomyłce-otóż po spojrzeniu na licznik, na którym widnieje liczba 52 km odliczam sobie odległość, która została mi do celu (w myślach odejmuję sobie w zaokrągleniu 50 – 320) i w wyniku matematycznego błędu wychodzi mi, że to już tylko 170 km:) Dopiero po chwili orientuję się, że do tej i tak pokaźnej przecież liczby trzeba jeszcze dodać 100.
Przy krzyżówce drogi z Ińska z „dwudziestką” robię sobie krótki postój-przebieram się z długich dresów w krótkie spodenki oraz ściągam polar i od tego momentu jadę na krótki rękawek. Droga na odcinku do Drawska beznadziejna-dziura na dziurze, jedzie się fatalnie, bo ciężko utrzymać jako taki rytm na tych wybojach. W samym mieście, gdzie jestem niemal punkt ósma, jako potwierdzenie „wojskowych stereotypów” mija mnie transport czołgów na specjalnych, szerokich platformach, szczególnie ciekawie wygląda mijanie z tirem jadącym z naprzeciwka-kierowcy jadą ostrożnie, bardzo powoli, a ja omijam całość chodnikiem. Potem szybko wyciągam aparat, ale jest już za późno. Wcześniej, na potwierdzenie swojego pobytu pstrykam fotkę przy obelisku upamiętniającym gen. Sikorskiego.

Drawsko Pomorskie© michuss
Dla odmiany odcinek Drawsko-Złocieniec bardzo fajny. Równy asfalt i korzystny wiatr (wieje z zachodu i z północnego zachodu) pozwalają utrzymać równe tempo, ok. 24-25 km/h. Pewnie dałoby się pojechać szybciej, ale nie chcę niepotrzebnie tracić sił. Pogoda jest super, na niebie pojedyncze chmury, nie jest gorąco. Morale, jak na razie, wysokie.
Złocieniec również mijam bez zatrzymywania. Zaraz za miastem wyprzedzam dwójkę rowerzystów-sądząc po ekwipunku jadą na ryby. Dodam, że mimo dość zaawansowanego wieku panowie radzą sobie całkiem nieźle, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę stan nawierzchni, który ponownie nieco zbija mnie z tropu. Na szczęście sytuacja ma miejsce tylko na wylocie i kawałek dalej droga nieco się poprawia. Mijam Siemczyno z interesującym, zaniedbanym pałacem-jednak sądząc po tablicach coś się zaczyna tutaj dziać, chyba jest nawet udostępniany dla gości.
Do Czaplinka zajeżdżam na wpół do dziesiątej. Robię sobie zdjęcie przy drogowskazie z nazwą miasta (z racji warunków oświetleniowych zdjęcie przedstawia widok „za siebie”).

Wjazd do Czaplinka, ok. 9.30© michuss
Tutaj pierwsze zakupy-biorę cztery banany i litrową colę. Jednego banana i kilka łyków coli wypijam i po krótkim postoju w okolicy charakterystycznego, jajowatego ronda ruszam dalej. Droga wyprowadza pod górę-na początku podjazd jest dość ostry, ale potem sytuacja podobna jak zza Stargardu, czyli droga wygląda na równą, a prędkość w granicach 18-19 km/h. Po sporządzeniu profilu w bikemap zauważam to nachylenie, które potem przeradza się w spadek i przyjemnie doprowadza mnie przez gęsty las do Łubowa. To kolejna miejscowość wyznaczona przeze mnie na „etap”, bo tutaj żegnam się, ale nie definitywnie, z „dwudziestką” i skręcam w kierunku Bornego Sulinowa. Uznaję, że to o wiele ciekawszy wariant niż jazda krajówką. W końcu Borne samo w sobie stanowi atrakcję i zależy mi, żeby pokonać je na rowerze.
Po skręcie w Łubowie przekracza się przejazd w linii kolejowej Szczecinek-Runowo Pomorskie. Stacja fajnie wygląda, wyposażona jeszcze w kształtowe semafory, których już coraz mniej na polskich torach.

Stacja PKP Łubno© michuss
Dalej droga wiedzie przez łąki, by po chwili, po zmianie nawierzchni na „płytową” wprowadzić w sosnowy las. Tutaj jedna, albo dwie długie proste, znaki informujące o atrakcjach związanych z charakterem tej miejscowości (między innymi umocnienia Wału Pomorskiego) i wjeżdżamy do tego sympatycznego miasteczka. W architekturze wyraźnie dominują bloki powojskowe, pewnie jeszcze przedwojenne. Poza tym ruch rowerów na ulicach, a przynajmniej na tej głównej, prowadzącej z zachodu na wschód jest zakazany, a to dlatego, że wytyczono ścieżki rowerowe (nawierzchnia z kostki niefazowanej, o ile się zorientowałem to jednokierunkowe). Zatrzymuję się na kilka zdjęć i ruszam dalej.

Borne Sulinowo, ok. 10.30© michuss

Borne Sulinowo© michuss

Borne Sulinowo© michuss

DDR po borneńsku© michuss

Cmentarz żołnierzy radzieckich w Bornem Sulinowie© michuss
Jest stosunkowo wcześnie (godz. jedenasta), a ja mam już całkiem blisko do Szczecinka, który stanowi dla mnie pewną granicę, bo do tego miasta z przeciwnego kierunku (z Bolszewa) jechałem już w zeszłym roku w lipcu i trasę już zaliczyłem. Z Bornego przez Krągi ponownie dojeżdżam do „dwudziestki” i po kilku kilometrach żwawego pedałowania docieram do Szczecinka, z daleka dostrzegając dymiące kominy Kronospanu.

Panorama na Szczecinek od strony południowo-zachodniej© michuss
Na tym odcinku uświadamiam sobie, że przez najbliższy kawałek wiatr nie będzie moim sprzymierzeńcem, bowiem od Szczecinka do Białego Boru będzie wiał mi w twarz, pod kątem, ale jednak w twarz.
W samym Szczecinku odmawiam sobie postoju-w planach zakładałem, że zjem tutaj jakiś obiad, ale, że nie jestem głodny to nie widzę sensu, żeby zmuszać się do jedzenia. Ruszam więc dalej, tak jak wspominałem, „dwudziestką” w kierunku Białego Boru. Między Szczecinkiem a Marcelinem jest dość nieprzyjemny fragment, bo wzdłuż szosy biegnie ciąg pieszo-rowerowy, ale o nawierzchni... szutrowej. Ja nie mam ochoty się tamtędy wlec i jadę po asfalcie, ale kilku „klaksonowych” nauczycieli się znalazło.

DDR Szczecinek-Marcelin© michuss
Zaraz za Marcelinem wyprzedzam rowerzystę, który niespiesznie zmierza w tym samym co ja kierunku. Znowu mam powody do narzekania na dziurawą nawierzchnię, dodatkowo wzbogaconą tym co chyba najgorsze, czyli koleinami na samym skraju jezdni, które skutecznie uniemożliwiają trzymanie się prawej strony. Do tego spory ruch ciężarówek, autobusów, słowem niefajny jest ten fragment. W Gwdzie Małej i Wielkiej w związku z dużym natężeniem ruchu i brakiem pobocza decyduję się na chodnik. Potem mijam odgałęzienie na Czarne (brałem pod uwagę tą szosę w planowaniu podróży) i kawałek dalej, na charakterystycznym, ostrym zakręcie (kto jechał odcinek Szczecinek-Biały Bór wie o czym mówię) zatrzymuję się na popas w pobliżu linii kolejowej. Wykonuję telefon do domu, że prawdopodobnie, jeśli wszystko dobrze pójdzie to wieczorem będę:) Po skończonym posiłku ruszam ze zdumieniem dostrzegając tego samego człowieka, którego wyprzedzałem zaraz za Marcelinem. Tutaj zaczyna się męczący psychicznie fragment-składa się z wielu prostych, asfalt na krawędzi jest dziurawy, ew. znajdują się w nim głębokie koleiny, a jakby tego było mało to jeszcze wiatr, zgodnie z moimi przewidywaniami, ostro daje w twarz. Po smętnych kilku kilometrach wyjeżdżam z lasu i przez pola i łąki docieram do pierwszej miejscowości na tym wrednym odcinku, do Drzonowa. Dalej korzystam ze ścieżki rowerowej, łączącej tą wieś z kolejną-Przybrdą.

DDR Drzonowo-Przybrda wzdłuż DK 20© michuss
Oczywiście ścieżka jest z polbruku, droga obok trzyma mniej więcej poziom, a ścieżka faluje-to w górę, to w dół, ale przynajmniej daje odsapnąć od ciężarówek i osobówek mknących z południa kraju w kierunku Ustki. W Przybrdzie zjeżdżam ponownie na szosę i przez Biała oraz kolejną, bardzo długą prostą docieram do Białego Boru.

Zjazd do Białego Boru© michuss
Tutaj zatrzymuję się przy sklepie na kolejne zakupy-znowu banany, półtoralitrowa butelka wody i półlitrowa napoju izotonicznego. Do tego piętnastominutowy postój przy centralnym placu Białego Boru i po chwili wspinam się drogą wylotową z miasta.
Odcinek do Miastka dość przyjemny. Ruch wprawdzie nadal duży, ale poprawia się nawierzchnia, szczególnie po wjeździe do województwa pomorskiego.

Przekroczyłem granicę województw, godz. 13.50© michuss
Wjazd do Miastka jest dość efektowny-droga sprowadza serpentynami, odsłaniając piękną panoramę na tę miejscowość.

Zjazd do Miastka, w oddali widoczna stacja kolejowa© michuss
Tutaj mam ostatnią szansę, żeby zjeść coś ciepłego-następna większa miejscowość to będzie dopiero Czarna Dąbrówka niedaleko Lęborka. Jednak decyduję, że nie będę się zmuszał-nie mam absolutnie ochoty ani na kebab, ani na pizzę, poza tym w sakwach sporo bananów, zapasy czekolady i batonów musli. Trochę potem pożałuję tej decyzji, ale uda mi się częściowo z niej „wykaraskać”.
Na drogi za Miastkiem czekałem najbardziej. Pamiętałem je z zeszłorocznego przejazdu oraz z wcześniejszych podróży samochodowych. Nie chcę się powtarzać, ale gęsta sieć asfaltowych, wąskich szos w gęstych lasach sprawia bardzo dobre wrażenie. Jest jednak jeden szkopuł... Otóż jakoś nie zanotowałem faktu, że jechałem w zeszłym roku głównie z góry, a teraz oznaczało to, że po przekroczeniu 200 km dystansu dziennego w zasadzie dopiero zaczęły się podjazdy. Może to fakt tego dystansu i ogólnego zmęczenia, ale miałem wrażenie, że cały czas podjeżdżam. Jeśli na chwilę droga łapała poziom to zaraz i tak rozpoczynała się wspinaczka. Jeśli, nie daj Boże, przez jakiś czas miałem zjazd to wspinaczka była oczywiście jeszcze „ostrzejsza”. Te „problemy” zaczynają się dla mnie gdzieś w okolicach Szydlic, gdzie jeszcze zatrzymuję się, żeby uwiecznić fajny wiadukt nad dawną linią kolejową Miastko-Bytów.

Wiadukt nad dawną linią kolejową Miastko-Bytów© michuss
Potem morale mi spada, jedzie się coraz wolniej. W pewnym momencie zostaję zmuszony, żeby zatrzymać się w środku podjazdu (a nigdy tego nie robię), żeby posilić się czekoladą-po prostu czuję jak momentalnie „wysiadł mi prąd”. Marzy mi się coś „na słono”, a nie tylko czekolada, banany i batony musli.
W Kwiśnie ma miejsce fajna scenka rodzajowa-uwieczniam wjazd do tej wioski, a w tle maszeruje jakaś pani z wózkiem i małym chłopcem. W momencie jak kończę robić zdjęcie to są już prawie na mojej wysokości. Ruszam i po chwili docieram do zabudowań, z których wyszli i wtedy... Niech za komentarz wystarczą znamienne słowa owej pani, wykrzyczane gdzieś zza moich pleców: „Pan się nie boi, ona nie gryzie!”. ;)

"Pani od psa" w Kwiśnie© michuss
Wspinam się do Żabna, wspinam się do Roli, potem wspinam się dalej, cały czas czekając kiedy zacznie się droga w dół. Kojarzę mniej więcej profil i byłem prawie przekonany, że powinienem mieć tutaj już zjazdy, a tu nic. Lekko w dół i znów pod górę.

Typowa, podmiastecka, leśna asfaltówka© michuss
Wreszcie, kilka km przed Łubnem zaczyna się zjazd. Do tej wsi wpadam około 16, robię jeszcze zakupy w tutejszym sklepie. Spełniam swoje marzenie o kabanosach i bułce do tego-konsumpcja następuje kawałek za Łubnem na jednym z leśnych parkingów.
Kolejnym celem jest skrzyżowanie z drogą Bytów-Słupsk pod Kołczygłowami. Stąd dalej, zapomnianą przez wszystkich asfaltówką do Górek (fajny, długi zjazd; w zeszłym roku szarpałem się tu nieźle, bo na tym odcinku jechałem już bez tylnych biegów-urwana linka). Za Górkami, a jakże!, znów pod górę. Na szczęście nie jest to długi podjazd, poza tym zostaje wynagrodzony dwoma bardzo ostrymi zjazdami w dolinę Słupi, do Gałęźni. Na jednym z tych dwóch zjazdów uzyskuję mój dzisiejszy maks, nawet nie wspomagając się siłą mięśni.
Oczywiście nie ma nic za darmo i po chwili wspinam się bardzo ostro do góry, do Gałęźni Wielkiej. Tutaj obieram kierunek na wschód i przez Niepoględzie docieram do malowniczo położonego Gałęzowa (tuż nad brzegiem niewielkiego jeziora). Na tym odcinku spotykam dużą ilość podpitej młodzieży, w tym zalanego w sztok rowerzystę, który jedzie od lewej do prawej i odwrotnie całą szerokością krętej, wąskiej drogi (oczywiście po wyprzedzeniu go coś tam nieskładnie ryczał za mną). Od Gałęzowa jeszcze krótki fragment wąskiego asfaltu i dobijam do wojewódzkiej drogi Słupsk-Unichowo-Bytów.

Pod Gałęzowem© michuss
Nią jadę tylko do Unichowa, gdzie z kolei skręcam w lewo, w drogę również wojewódzką z Bytowa do Lęborka. Przy okazji fotografuję budynki o ciekawych, okrągłych dachach, które zawsze przykuwały moją uwagę, gdy jeździłem tędy samochodem.

Ciekawe dachy w Unichowie© michuss
Rozpoczynam monotonny fragment, którego metę stanowią Cewice, z pośrednim punktem etapowym w Czarnej Dąbrówce;)

Zjazd do Czarnej Dąbrówki© michuss
Jestem już bardzo zmęczony i mam nieodpartą ochotę wykąpać się i zjeść coś dobrego. Rozpoczynam odliczanie kilometrów do celu, bo zostało ich już niewiele.
W Cewicach mylę drogę i skręcam za szybko w prawo. Jednak w porę naprawiam swój błąd i po chwili mknę dziurawym asfaltem do Łebuni, która ładnie majaczy w oddali.

Łebunia na horyzoncie© michuss
W tejże mały myk-najpierw w lewo (droga wojewódzka Sierakowice-Lębork), a potem w prawo-wąski asfalt do Popowa. Powoli robi się szaro, cienie coraz dłuższe.
Od Popowa fragment, którego się obawiałem-kilka kilometrów szutru, do tego pod górę.

Szuter Popowo-Dzięcielec© michuss
Nie jest jednak tak źle, aczkolwiek średnia systematycznie maleje (zarówno ta netto, jak i brutto). Po zakończeniu „wspinaczki” zdobywam w Dzięcielcu asfaltówkę Lębork-Nawcz, którą kieruję się do Nawcza właśnie.

Malownicze łąki pod Nawczem© michuss
Tutaj ponowny odcinek „terenowy”-na początku szuter, a potem rozjeżdżony przez quady piach. Ze zjazdu w dolinę Łeby do Paraszyna nie mam żadnej radości, bo moje szosowe opony momentalnie wychwytują grząski piach, co kończy się tym, że szybko muszę łapać równowagę, a po tylu kilometrach nie jest to proste;) W paraszyńskich lasach wypada mi 300 km dzisiejszego przejazdu.

Pierwszy taki przypadek w moim życiu :)© michuss

Piachy pod Paraszynem© michuss
Od Paraszyna z włączonym już oświetleniem do Strzebielina, gdzie na krajowej „szóstce” odzyskuję wigor. Nie zdoła to jednak wpłynąć na średnią, którą skutecznie zaniżyłem na omawianych szutrowych podjazdach, o tych za Miastkiem nie wspominając.
Wyprawę wieńczy podjazd w Charwatyni, który pokonuję bez zatrzymania, a potem bezrefleksyjnie, automatycznie pedałuję przez Kębłowo, zjeżdżam z tzw. Gościcińskiej Góry i melduję się w Bolszewie o 21.20. Sympatycznym zbiegiem okoliczności pod klatką schodową na liczniku wyświetla się równe 320,00. Łatwo zapamiętać, czas zresztą też-14h14`.
W podsumowaniu muszę napisać, że jednak zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby pokonanie tej trasy w drugą stronę. Cieszę się jednak, że przełamałem barierę 300 km, która od dawna mnie
„meczyła”-teraz kolej na 400 km, choć na razie sobie tego nie wyobrażam (prawdę powiedziawszy po pierwszym pokonaniu 200 km też nie wierzyłem, że kiedyś pokonam granicę 300). :)







